Reklama

Reklama

El. MŚ 2014 - kto pojedzie na mundial? Najciekawiej w Lizbonie

Spotkanie Portugalii ze Szwecją zapowiada się najciekawiej spośród piątkowych baraży o awans do piłkarskich mistrzostw świata ze strefy Europy. O największy w historii reprezentacji sukces Islandczycy powalczą z Chorwatami.

Spotkanie w Lizbonie zapowiadane jest jako starcie dwóch czołowych napastników świata: Cristiana Ronalda w ekipie gospodarzy oraz Zlatana Ibrahimovicia po drugiej stronie barykady.

Portugalczyk przewodzi klasyfikacji strzelców Primera Division (16 goli) oraz Ligi Mistrzów (osiem), a Szwed w Champions League depcze mu po piętach z siedmioma trafieniami w czterech meczach.

"Czuję się dobrze, a najważniejsze jest to, co ja sam o sobie myślę. Nigdy w karierze nie grałem lepiej" - powiedział 32-letni Ibrahimović, który na co dzień występuje w Paris St Germain.

Reklama

Dodał, że to rywale są faworytami, ponieważ wielu z nich gra w lepszych klubach i odniosło większe sukcesy w turniejach międzynarodowych.

"Jednak my zajęliśmy drugie miejsce w grupie z Niemcami, których uważam za najlepszą drużynę w Europie, natomiast Portugalia powinna była wygrać swoją grupę (m.in. z Rosją i Izraelem - przyp. red). Dlatego uważam, że to my bardziej zasługujemy na miejsce w Brazylii" - ocenił "Ibra" na łamach "La Gazzetta dello Sport".

Z kolei według doniesień medialnych (m.in. gazety "The Guardian"), Ronaldo zmaga się z urazem stopy i opuścił poranny czwartkowy trening drużyny narodowej. Nie mówi się jeszcze o absencji gwiazdora Realu Madryt, ale w kraju pojawił się niepokój.

Prasa w Szwecji opublikowała zdjęcie płaczącego Portugalczyka z 2004 roku, gdy jego ekipa przegrała finał mistrzostw Europy z Grecją. "Miejmy nadzieję, że tak będzie wyglądał też 19 listopada, po rewanżu" - powiedział obrońca "Trzech Koron" Mikael Lustig.

Piłkarz, który będzie odpowiedzialny za pilnowanie Ronalda, nie krył jednak swojego dobrego zdania o rywalu, nazywając go "obecnie najlepszym zawodnikiem na świecie".

Mecz w Portugalii rozpocznie się o godzinie 20.45, podobnie jak dwa inne spotkania: Ukraina - Francja oraz Grecja - Rumunia. 45 minut wcześniej na niewielkim stadionie Laugardalsvoellur Islandia podejmie Chorwację.

Drużyna z wyspy znanej głównie z niskich temperatur, gejzerów i wulkanu Eyjafjallajoekull, który przed kilkoma laty sparaliżował ruch lotniczy w Europie, nie tylko będzie miała okazję awansować na mundial po raz pierwszy w historii, ale może też zostać najmniejszym pod względem liczby ludności narodem w finałach MŚ.

Dotychczasowym "rekordzistą" jest 1,2-milionowy Trynidad i Tobago, który wywalczył pod wodzą późniejszego selekcjonera "Biało-czerwonych" Holendra Leo Beenhakkera miejsce w fazie grupowej w 2006 roku. Na Islandii mieszka blisko cztery razy mniej osób.

"To najważniejszy mecz w historii męskiej reprezentacji narodowej" - skomentował pomocnik Olafur Ingi Skulason. Opinię podziela prawdopodobnie większość jego rodaków. Federacje innych sportów zmodyfikowały kalendarze rozgrywek tak, aby w czasie dwumeczu z Chorwacją nie trwała żadna inna rywalizacja.

Organizatorzy piątkowego barażu mają jednak ciężki orzech do zgryzienia, bowiem z uwagi na uwarunkowania klimatyczne jeszcze nigdy nie grano na tym stadionie w listopadzie. Przygotowania rozpoczęto już w ubiegłym tygodniu, gdy pokryto płytę boiska specjalną tkaniną, pod którą wtłaczano gorące powietrze.

Na piątek prognozowane są opady deszczu ze śniegiem, a hiszpański arbiter Alberto Unidiano Mallenco przyjedzie do Reykjaviku dzień wcześniej, aby ocenić stan murawy.

Selekcjoner gospodarzy Lars Lagerback jest zadowolony z postawy swojej drużyny. "Nie mogę jeszcze powiedzieć, że odnieśliśmy sukces, ale poszło nam naprawdę dobrze. To wspaniałe, że wciąż mamy szansę zagrać w Brazylii" - powiedział były trener m.in. Szwecji i Nigerii.

Jego odpowiednik w ekipie rywali Niko Kovac w piątek poprowadzi reprezentację Chorwacji po raz pierwszy. Zastąpił Igora Stimaca, który nie zdołał wprowadzić swoich podopiecznych na mundial bezpośrednio - w grupie A musieli uznać wyższość Belgii.

W Kijowie grupowi rywale Polski - Ukraińcy - podejmą Francję, która o miejsce na mundialu musi walczyć w barażach po raz drugi z rzędu. Przed czterema laty "Trójkolorowi" w kontrowersyjnych okolicznościach wyeliminowali Irlandię, zdobywając decydującą bramkę po zagraniu ręką Thierry'ego Henry'ego.

"Nie dopuszczamy możliwości, że to nie my pojedziemy. W ogóle nie chcemy o tym myśleć. To przecież Brazylia - kraj futbolu" - powiedział nominowany do "Złotej Piłki" (podobnie jak Ibrahimović i Ronaldo) pomocnik reprezentacji Francji Franck Ribery.

Stosunkowo najmniejszym zainteresowaniem cieszy się czwarty baraż, w którym Grecja podejmie Rumunię. Ekipa gości ma szansę zakwalifikować się do najważniejszego turnieju piłkarskiego po raz pierwszy od 1998 roku.

Rewanże odbędą się we wtorek 19 listopada.

Program baraży strefy europejskiej (według czasu polskiego):

piątek, 15 listopada:

Islandia - Chorwacja (godz. 20.00, Reykjavik)

Portugalia - Szwecja (20.45, Lizbona)

Ukraina - Francja    (20.45, Kijów)

Grecja - Rumunia     (20.45, Pireus)

wtorek, 19 listopada - rewanże:

Rumunia - Grecja     (20.00, Bukareszt)

Chorwacja - Islandia (20.15, Zagrzeb)

Szwecja - Portugalia (20.45, Solna)

Francja - Ukraina    (21.00, Saint-Denis)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama