Ekspert ocenia Klubowe Mistrzostwa Świata: „To atak FIFA”
Klubowe Mistrzostwa Świata w nowej formule przed startem nie grzały specjalnie ani klubów i zmęczonych sezonem zawodników, ani fanów futbolu. FIFA zachęciła do udziału pulą nagród ponad dwukrotnie wyższą w porównaniu do mundialu w Katarze, a kibicom zapewniła darmowy dostęp do transmisji oraz ładne opakowanie spotkań. – Federacja uznała, że skoro mundial generuje ogromne zyski, to dlaczego nie spróbować tego samego z klubami – twierdzi Michał Banasiak, prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. Czy operacja się udała i pacjent przeżył?

Carlo Ancelotti miał odgrażać się, że Real Madryt pod jego wodzą może nie zagrać w Klubowych Mistrzostwach Świata. I faktycznie nie zagrał, choć z powodu zakończenia współpracy z włoskim szkoleniowcem. Nowy trener Xabi Alonso mógł potraktować turniej jako ważny moment pretemporady i okazję do poznania reakcji zawodników na jego metody w nieco bardziej bojowych warunkach. Piłkarze "Królewskich" pod wodzą Hiszpana dotarli do półfinału, w którym doznali sromotnej porażki przeciwko Paris Saint-Germain.
O ile Alonso i trenerzy finalistów (PSG oraz Chelsea) mogli potraktować rozgrywki jako poligon doświadczalny przed właściwym startem sezonu, o tyle zarządzających oboma klubami interesowały przede wszystkim możliwe do podniesienia z boiska pieniądze.
Rekordowo wysokie w historii interkontynentalnych rozgrywek międzyklubowych.
Miliard jako "dodatek motywacyjny"
Niechętny rozgrywaniu klubowego mundialu był bowiem nie tylko Ancelotti. Opór klubów - i pośrednio także zmęczonych długim sezonem piłkarzy - FIFA postanowiła przełamać najpotężniejszym argumentem negocjacyjnym, jakim dysponuje, czyli olbrzymimi pieniędzmi. Pula nagród sięgała miliarda dolarów: 2 miliony dolarów za każde zwycięstwo, milion za każdy remis, premie za awans do następnych faz rozgrywek plus dodatek za sam udział w turnieju, różniący się wysokością w zależności od medialności drużyny. Z boiska można było zgarnąć ponad 87 milionów dolarów (wyliczenia podaję za Michałem Banasiakiem z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej).
Z tego punktu widzenia włodarzom zakwalifikowanych klubów opłacało się wziąć udział w Klubowych Mistrzostwach Świata opakowanych zgodnie z wizją ogólnoświatowej piłkarskiej federacji, za której sterami zasiada Gianni Infantino.
- Klubowe Mistrzostwa Świata zostały zorganizowane przede wszystkim dla FIFA, która dzięki sprzedaży praw transmisyjnych dla DAZN zarobiła już przed ich startem - mówi Interii Sport Michał Banasiak, prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. - W drugiej kolejności, z uwagi na ogromną pulę nagród, były dla klubów. Natomiast w trzeciej kolejności - dla kibiców. Oczywiście kibic brany jest pod uwagę w pakiecie z jego portfelem.
Akurat za obejrzenie pierwszej edycji Klubowych Mistrzostw Świata żaden z fanów futbolu nie musiał płacić, dzięki intratnej umowie z nadawcą DAZN. Kwota transakcji za prawa do transmisji to miliard dolarów, co wyjaśnia rekordową pulę nagród dla uczestników. Sprawa może mieć także drugie dno, oficjalnie pozostające w sferze spekulacji.
– Krótko po tym, gdy DAZN wyłożył miliard na prawa telewizyjne do pokazania Klubowych Mistrzostw Świata, taką samą kwotę zainwestowała w tego nadawcę firma SURJ z Arabii Saudyjskiej. Działo się to w okresie, gdy FIFA wybierała i ostatecznie wybrała Arabię na gospodarza mistrzostw świata w 2034 roku. Trudno uznać to za zbieg okoliczności
Klubowy mundial czy Audi Cup?
Przed startem wydawało się, że Klubowe Mistrzostwa Świata mało kogo grzeją. Dla niektórych mogły być mocnym zetknięciem świata sportu z mechanizmami polityki - manifestacją siły wpływu FIFA na kluby. I na będących w tej sprawie niemal bezradnych, przemęczonych sezonem czołowych piłkarzy, mających w nogach nawet 60-70 spotkań.
Urugwajski dziennikarz, pisarz i entuzjasta piłki nożnej Eduardo Galeano, przy okazji wydania werdyktu o monarchiczności systemu ukochanej dyscypliny wspominał, że futbol to "najbardziej tajemnicze królestwo". Zgodnie z tym założeniem można uznać, że federacja występowała tutaj w roli nieznającego sprzeciwu władcy, który w imię spodziewanego zysku hojnie obsypuje złotem wybranych rycerzy z całego znanego świata w imię spodziewanego zysku. Nie przejmuje się przy tym, ile tamci stoczyli bitew w ostatnim czasie.
FIFA ma oczywiście ma pod ręką proste wyjaśnienie, że wszystko zorganizowane zostało dla fanów. Kibicom pomysł klubowego mundialu mógł się słusznie kojarzyć z nieco tylko zmodyfikowanym pomysłem dotychczasowych Klubowych Mistrzostw Świata rozgrywanych w grudniu w Arabii Saudyjskiej z udziałem mistrzów klubowych z wszystkich kontynentów. A te rozgrywki nie wzbudzały do tej pory większego zainteresowania. Między innymi stąd pomysł FIFA na podrasowanie formuły i wypełnienie letniej luki powstałej w kalendarzu z powodu braku dużej piłkarskiej imprezy w 2025 roku.
- To jest oczywiście atak FIFA na to, żeby Klubowe Mistrzostwa Świata faktycznie miały prestiż porównywalny do mundialu, dającego ogromne dochody i przyciągającego sponsorów. Władze federacji wyszły z założenia, że skoro możemy tak robić z reprezentacjami, to dlaczego nie z klubami? - twierdzi Banasiak.
Prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej uznał przed startem Klubowych Mistrzostw Świata, że zainteresowanie europejskiego kibica tymi rozgrywkami jest podobne do niegdysiejszego Audi Cup, towarzyskiego turnieju rozgrywanego na Allianz Arenie w Monachium. - Na pewno ta uwaga dotyczyła atmosfery, która była przed turniejem - tłumaczy. - Wiadome jest, że zawsze - nawet jeśli jest to turniej towarzyski rangi Audi Cup - najważniejsze mecze przyciągają większą uwagę i zainteresowanie. W przypadku Klubowych Mistrzostw Świata ono rosło aż do finału, bo w grze zostały duże marki z Europy albo drużyny, które te duże marki zdołały wyeliminować, jak Fluminense i Al-Hilal. To te drużyny spoza Europy już są wygranymi nowej formuły.
Porażki z markami mniej cenionymi z punktu widzenia kibica ze Starego Kontynentu odzwierciedlały odmienne nastawienie i opinie fanów o zakończonych niedawno rozgrywkach. - Podtrzymuję to, że europejski kibic nie był tym turniejem tak bardzo zainteresowany jak kibice spoza Europy i tak mocno, jak oczekiwała FIFA - mówi Banasiak. - Widać to również w części komentarzy po swego rodzaju szukaniu wymówek, na zasadzie: "Atletico co prawda nie wyszło z grupy, ale to nie jest do końca poważny turniej, więc nie będę brać na serio wyników, które tam obserwuję".
Reszta świata też gra w piłkę
Analityk relacji sportu i polityki na tym etapie ocenia nową formułę Klubowych Mistrzostw Świata jako "zaskakująco udany eksperyment". Zaznacza, jednak że do pełnej oceny konieczne jest obserwowanie dalszych skutków i odbioru turnieju przez kluby oraz zawodników (także w trakcie sezonu 2025/26).
- Ponadto cały turniej pokazał FIFA, że poza Europą też jest życie i też gra się w piłkę. Głód futbolu np. w Ameryce Południowej zawsze był ogromny, ale być może analiza wyników oglądalności połączona z dobrymi występami Fluminense czy Palmeiras sprawią, że niektóre godziny transmisji podczas kolejnej edycji będą ustawione już nie pod europejskiego kibica. Federacja może kierować mniejsze lub większe ukłony właśnie w stronę fanów spoza Europy - przewiduje Banasiak.
Kolejna edycja Klubowych Mistrzostw Świata zaplanowana jest na 2029 rok. Jeśli władze FIFA na czele z Giannim Infantino uznają turniej za organizacyjny i marketingowo-biznesowy sukces, wątpliwe, aby w przyszłości wsłuchiwały się w protesty związku zawodowego piłkarzy czy włodarzy lig krajowych, chroniących interesy reprezentowanych przez nich organizacji.
W tekście do trzeciego tomu "Kopalni. Sztuki Futbolu" Wojciech Jagielski określił FIFA jako piłkarską korporację i jedno z najpotężniejszych imperiów współczesnego świata. Organizator mundialu ma teraz klubową imprezę na jego wzór. Ciekawe, czy podsumowując turniej Infantino przemawiać będzie z pozycji triumfalizmu i jak jego głos będzie słyszany wśród dziennikarzy oraz kibiców.










