Reklama

Reklama

Dudek: Duże ryzyko

Bramkarz FC Liverpool, Jerzy Dudek nie zagrał w sobotnim meczu z Newcastle (0:1) z powodu kontuzji. Reprezentanta Polski w bramce Liverpoolu zastąpił Scott Carson.

Dudek doznał urazu w meczu Pucharu Anglii przeciwko Chelsea Londyn.

- W czwartek postanowiłem wziąć udział w treningu. Może niepotrzebnie... Ale człowiek jest mądry dopiero po fakcie. Co się stało? Kilka razy piłka trafiła mnie w kontuzjowane miejsce i rana ponownie się otworzyła. Dzień później wspólnie z Rafaelem Benitezem podjęliśmy decyzję, że nie zagram w meczu z Newcastle. Przecież nie ma sensu ryzykować groźniejszej kontuzji - powiedział Dudek na łamach "Sportu".

- Dla Scotta Carsona był to debiut w barwach Liverpoolu. Nie widziałem jednak w jego oczach tremy. Scott to prawdziwy Anglik, który praktycznie niczym się nie przejmuje. Ze strony szkoleniowców nie ciążyła na nim żadna presja. Zagrał na luzie i spisał się poprawnie. Co prawda nie miał zbyt wiele pracy, ale w kilku sytuacjach pokazał, że warto w niego inwestować - ocenił Dudek występ Carsona.

Reklama

W środę Liverpool czeka rewanżowy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen. Na Anfield Road "The Reds" wygrali 3:1.

- Nie wiem czy zagram w tym meczu. Z jednej strony nie wyobrażam sobie, aby mogło mnie zabraknąć w tak ważnym spotkaniu. Mam przecież z Bayerem wiele rachunków do wyrównania. W zeszłym roku wyeliminowali nas z LM, kilkanaście dni temu popełniłem katastrofalny błąd w pojedynku z tym zespołem. Z drugiej strony nie wiem , jak będzie goiła się ta cholerna rana. Na dzień dzisiejszy nie wygląda to najlepiej. Nadal odczuwam spory ból, zwłaszcza wewnątrz. To zapewne wynik trzech szwów założonych właśnie w środku nogi - stwierdził Dudek.

- Decyzja o tym czy zagram z Bayerem zostanie podjęta w dniu meczu. Myślę, że z podjęciem ostatecznej decyzji będziemy czekać z Benitezem aż do ostatniej chwili. Przecież ryzyko pogłębienia urazu jest duże. Każde ostre wejście przeciwnika w kontuzjowaną nogę może spowodować, ze moja przerwa wydłuży się nawet o kilka tygodni. Najgorsza jest ta niepewność - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL