Reklama

Reklama

Doświadczony polski bramkarz marzy o grze w Legii. Byłby idealnym następcą Boruca

Artur Boruc w meczu z Jagiellonią Białystok po raz 99 zagrał w meczu ligowym Legii Warszawa. W niedzielę w wyjazdowym spotkaniu z Cracovią ma szansę zaprezentować się po raz setny. Wiele więcej tych meczów już nie zagra, bo latem chce wyjechać z Polski. Mistrz Polski szuka więc jego następcy. Bartosz Białkowski, czołowy bramkarz Championship, mówi „Interii”, że gra w Legii jest jego marzeniem.

Artur Boruc w poprzednim sezonie był jednym z najmocniejszych punktów Legii. Był też jedną z najważniejszych osób w szatni. W tym sezonie jeśli grał, to zazwyczaj miał dobry wpływ na zespół. Kiedy go zabrakło to Legia popadła w jeden z najgłębszych kryzysów w historii klubu.

Konflikt o brak premii

Leczenie kontuzji pleców zbiegło się w czasie z konfliktem, w który popadł Boruc z władzami klubu. Poszło o premię za awans do Ligi Europy. A raczej jej brak. Boruc jest najlepiej zarabiającym piłkarzem Legii. Według różnych źródeł zarabia 150 lub 200 000 zł miesięcznie. W kontrakcie nie miał jednak zapisu dotyczącego premii za ten awans. Władze klubu nie patrząc na jego zasługi mu jej więc nie wypłaciły. Okazało się jednak, że z całej kadry Legii w sezonie 2020/21 premii nie dostał tylko podstawowy bramkarz, ulubieniec kibiców i lider szatni w jednym. Na takie coś Boruc nie chciał się zgodzić. Nie chodziło mu o pieniądze, ale sam fakt, jak został potraktowany. Prezes Dariusz Mioduski i dyrektor Radosław Kucharski nie zamierzali mu jednak ustępować.

Reklama

Prawie 42-letni już Boruc postanowił więc, że po zakończeniu sezonu i obecnego kontraktu, odejdzie z klubu. Razem z rodziną ma przenieść się na stałe do Stanów Zjednoczonych. 

W Legii rozpoczęto więc poszukiwanie nowego bramkarza. Kibice po medialnych doniesieniach śmieli się z Kucharskiego, że pojechał na obserwację dwóch czołowych bramkarzy Ekstraklasy - Dante Stipicy z Pogoni Szczecin i Vladana Kovacevicia z Rakowa Częstochowa. Ta wiadomość została przyjęta jako żart z jednego powodu - wszyscy kibice interesujący się polską ligową piłką doskonale wiedzą, że to świetni bramkarze i dodatkowe obserwowanie ich jest stratą czasu. Poza tym obaj wydają się być nie do "wyjęcia" ze swoich klubów, chyba, że za grubą kasę.

Wychowany wśród przyjaciół Legii

Legia chce między słupki zatrudnić kogoś z doświadczeniem, najlepiej Polaka, albo kogoś znającego język i nasze realia obcokrajowca. Taką osobą mógłby być Bartosz Białkowski, bramkarz klubu Championship - Millwall FC.

- Moim marzeniem zawsze była i jet gra w Legii - powiedział "Interii" Białkowski. - Wychowałem się w Elblągu, jestem wychowankiem Olimpii, której kibice przyjaźnią się z legionistami. Dlatego ten klub zawsze był mi najbliższy - dodał bramkarz.

Nowy program o Ekstraklasie - Oglądaj w każdy poniedziałek o 20:00!

Białkowski ma już 34 lata, ale uważa, że to nie problem, bo czuje się świetnie i chce pograć jeszcze przez kilka sezonów. W dwóch poprzednich rozegrał we wszystkich rozgrywkach w barwach Millwall aż 97 meczów. W tym komplet spotkań ligowych. W tym sezonie jest podobnie - rozegrał już w Championship 20 na 20 meczów "The Lions".

W Anglii gra od 2006 r. Jego kluby to kolejno - Southampton, Barnsley (wypożyczenie), Notts County, Ipswich Town i od sezonu 2019-20 Millwall. Jego rozgrywkami od lat jest bardzo silna Championship, uważana za siódmą najlepszą ligę w Europie. Ipswich walczył w barażach o Premier League, niestety bezskutecznie. W tym klubie Białkowski spędził pięć sezonów i aż trzy razy został wybrany piłkarzem roku w klubie. Po dwóch sezonach w Millwall ma już na koncie dwie kolejne takie nagrody. 

"Złota rękawica" Championship

Najważniejszą dostał jednak po debiutanckich rozgrywkach w londyńskim zespole. Białkowski zdobył bowiem "Złotą Rękawicę" Championship za 16 czystych kont w sezonie 2019/20 - najwięcej ze wszystkich golkiperów ligi.

Jedynym problemem dla Legii będzie porozumienie się z klubem Białkowskiego, którego kontrakt z Millwall obowiązuje jeszcze przez kolejny sezon. Co będzie trudne, ale nie niemożliwe. Właściciel klubu jest bardzo bogaty amerykański biznesmen John G. Berylson, który na pewno usiadłby z Legią do rozmów. Pytanie tylko czy Legia byłaby tym zainteresowana. Poprzedniego piłkarza z Anglii, którym się interesowała - Mateusza Boguszem z Leeds United, oddała walkowerem, nie podejmując poważnych negocjacji z Wyspiarzami, mimo, że sam piłkarz był mocno zainteresowany przenosinami na Łazienkowską. 

Co ciekawe Białkowskiego ceni też przyszły (?) trener Legii Marek Papszun. Namawiał go nawet niedawno na transfer do Rakowa Częstochowa. Strony nie doszły jednak do porozumienia, choć - jak przyznaje bramkarz - propozycja wicemistrza Polski była interesująca finansowo. 

Białkowski jest więc w zasięgu najbogatszego polskiego klubu. Sportowo na pewno by sobie poradził. W końcu Boruc też ma za sobą grę w Champiosnhip - w AFC Bournemouth. Obaj grali też w Southampton. Białkowski już raz był następcą Boruca - w reprezentacji Polski. Przypomnijmy, że kiedy legionista pożegnał się z kadrą, to na jego miejsce jako trzeci bramkarz na mistrzostwa świata w Rosji w 2018 r., wskoczył właśnie gracz Millwall. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje