Reklama

Reklama

Dlaczego nikt Włodzimierza Smolarka nie wykorzystał do szkolenia?

Nazywali go Walendziak, gdyż łudząco był podobny do przewodniczącego komitetu blokowego, Tośka Walendziaka z "Czterdziestolatka", którego grał Jan Gałązka. Na boisku przed nikim nie pękał, choć poza nim zmieniał się nie do poznania. Włodzimierz Smolarek zostawił polską piłkę stanowczo za wcześnie.

Gdy Włodek strzelał gole w meczu z NRD, Polakom ciekły z oczu łzy radości. Była siermiężna komuna (1981 rok), w telewizji furorę robili "Czterej Pancerni i Pies". "Szkopów" szczególnie się nie lubiło, a tu na ich ziemi (w Lipsku) wyskakuje krępy Smolarek i zadaje im dwa potężne ciosy, niczym działonowy Gustaw Jeleń - najpierw odłamkowym, a później przeciwpancernym. Zwycięstwo 3-2 i można się było pakować na hiszpański mundial.

Reklama

Zwłaszcza pierwsza bramka pana Włodka była majstersztykiem. Przeszedł jak taran, dwukrotnie upadł, ale za każdym razem powstawał, by w końcu wpakować piłkę do "pustaka".

Ktoś, kto obejrzy tę akcję, zrozumie, że Zibi Boniek, wspominając przyjaciela tymi słowy: "Ze Smolarkiem mogłeś pójść na wojnę i ją wygrać" trafił w sedno.

Gdy w pierwszej połowie lat 80. grałeś w piłkę, to wcielałeś się w Bońka, bądź Smolarka. "Buncolów" było znacznie mniej. Pan Włodek był zjawiskiem socjologicznym, wycisnął piętno na całym społeczeństwie - znali go i lubili wszyscy, nie tylko ci, co szaleją za piłką made in Widzew, czy reprezentacja Polski.

Po raz ostatni miałem przyjemność rozmawiania z nim jesienią w Poznaniu, po meczu Polska - Wybrzeże Kości Słoniowej. Cieszył się, że jego syn Ebi na te kilka minut wrócił do reprezentacji Polski, a lada moment miał z Polonią przyjechać do Poznania na starcie z Lechem (Ebi wygrał je 1-0 w ćwierćfinale Pucharu Polski, ale w rewanżu "Kolejorz" odrobił straty), wierzył, że junior złapie się do składu na Euro 2012. Był w świetnym nastroju. Grzeczny, elokwentny, nikomu nie odmówił rozmowy.

Teraz pozostaje nam tylko pomodlić się za Niego i trzymać kciuki, by Tam mu było lepiej. A Ebi niech zrobi wszystko, by selekcjoner nie zapomniał o nim podczas wysyłania powołań na Euro 2012, które jego Tata będzie obserwował już z góry.

Nie miałbym nic przeciwko temu, aby piłkarze reprezentacji Polski już na zawsze uznali Pana Włodka za duchowego patrona, za symbol walki do samego końca.

Trudno pojąć, dlaczego nikt w Polsce nie wykorzystał jego potencjału i doświadczeń z pracy w Feyenoordzie do stworzenia i wprowadzenia skutecznego systemu szkolenia młodzieży. Ale to w naszym stylu - zaczynamy cenić ludzi dopiero wtedy, gdy odchodzą...

Włodzimierz Smolarek

Urodzony: 16 lipca 1957 r. w Aleksandrowie Łódzkim,

Zmarł nagle: 7 marca 2012 roku w Aleksandrowie Łódzkim

Pogrzeb odbędzie się w sobotę o godz. 12, w kościele św. Stanisława Kostki w Aleksandrowie Łódzkim

Dyskutuj na blogu autora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje