Reklama

Reklama

Diego Maradona nie żyje. Jak dzięki ​"Boskiemu Diego" pokochałem futbol

Finał najlepszego mundialu w historii Mexico`86 był jak "Gwiezdne Wojny". Tak jak w filmie dobro i Luke Skywalker/Diego Maradona wygrali.

Wybaczcie, nie będzie o statystykach, golach, punktach, asystach i wolejach. Będzie osobiście. Diego Maradona był najlepszym piłkarzem najlepszego mundialu w historii Mexico`86. To znaczy, że był najlepszym piłkarzem w historii futbolu. I kropka. Meksykańskie mistrzostwa świata były dla mnie pierwszymi świadomymi w życiu, a co pierwsze jest najlepsze. Gdy ktoś chce słuchać tłumaczę, dlaczego ten turniej był najlepszy i nigdy nie zostanie przebity. Taka prawidłowość, że każdy uważa za najlepsze pierwsze mistrzostwa, które widział.

Reklama

Byliśmy z kolegami przekonani, że Polska wygra te mistrzostwa. Do drużyny, która cztery lata wcześniej zdobyła brązowe medale doszedł ogromny talent, Dariusz Dziekanowski. To powinno starczyć! Musicie wybaczyć tę naiwność, miałem osiem lat. Gdy biało-czerwoni polegli 0-4 z Brazylią, nienawidziliśmy "Kanarków"! Jak oni mogli to zrobić? Wszyscy na osiedlu kibicowali Francji, żeby wyrzuciła Socratesa i spółkę z turnieju. Udało się! "Koguty" pomściły Bońka, Smolarka i resztę. W półfinale konsternacja - Platini gorszy od RFN! Mieszkając na wybrzeżu wiedzieliśmy co ci Niemcy z zachodu knują, że chcą oderwać Gdańsk od macierzy! W przeciwieństwie do Niemców ze wschodu, oni byli w porządku, w czasie wojny strzelali w powietrze - tak uczono w szkołach.

Tylko jedna osoba mogła uratować piłkę i świat! To on, Diego Armando Maradona! Na podwórku już nikt nie chciał być Platinim, każdy Maradoną. Na osiedlu już nie mówiliśmy sobie "cześć", a na wszelki wypadek "Maradona, pierwszy na wszystko", żeby jak najszybciej zaklepać wszystkie karne, wolne, rogi i auty. Belgowie w półfinale nie mieli szans. Nawet ich trener Guy Tys. Powiedział: "jakbym miał Maradonę, gralibyśmy w finale".

Finał jawił się niczym ostatnie starcie w "Gwiezdnych Wojnach". Niemiecki Darth Vader i Argentyński Luke Skywalker. Przed meczem dziadek mówił mi, że Niemcy będą chcieli skosić Maradonę zaraz na początku. Dziadek wiedział, co mówi, przeżył okupację od pierwszego do ostatniego gwizdka.

A jednak Argentyna! Dobro wygrało! Maradona gola nie strzelił, ale zawsze musiało go kryć paru rywali i dzięki temu więcej miejsca mieli koledzy. Geniusz! Argentyńczycy prowadzili już 2-0, ale Niemcy wyrównali. I gdy wydawało się, że to RFN zwycięży w końcówce Maradona cudownie wypuścił Jorge Burruchagę i sprawiedliwości stało się zadość. Najlepsza drużyna wygrała! Gazetę z wynikiem na pamiątkę trzymam do dziś. Czasem upewniam się, czy to nie był sen.

Wiele lat później, gdy już sam miałem dzieci, w 2006 roku wyrwałem się z żoną na mistrzostwa świata do Hamburga. Argentyna grała z Wybrzeżem Kości Słoniowej.  Okazało się, że tuż obok naszej kanciapy mieści się zlokalizowana zaraz obok stadionu FC St. Pauli tzw. strefa kibica.

Ta fanzona naprawdę robiła wrażenie. Zmieściło się tam około 60 tysięcy kibiców i panowała atmosfera "peace and love" (być może dlatego, że kiedyś tu grali Beatlesi?). Dumnie paradowałem w koszulce Pawła Kryszałowicza z numerem 9 (kupiła mi ją teściowa, stwierdzając, że ja i "Kryszał" jesteśmy podobni), ale Niemcy zmienili się od roku 1986 i zamiast mnie sprowadzić do parteru i kopać, życzyli "good luck" w meczu z Ekwadorem, który wiadomo jak się skończył.

W tej fanzonie duże wrażenie robili Argentyńczycy, którzy wiele nie pili (na pewno mniej niż my), ale mimo to cały czas byli w doskonałych humorach i od rana do nocy wciąż śpiewali. Głównie pieśni na cześć - nie Leo Messiego, który wówczas debiutował na wielkiej imprezie - a... Diego Maradony. Bez dwóch zdań "El Diego" to Bóg dla każdego argentyńskiego fana futbolu. Okazja przykra, ale może zaśpiewajmy coś wesołego....

I wreszcie akt ostatni. Znów wakacje, znów moja pierwsza żona w roli głównej. Wyrwaliśmy się do gdańskiej dzielnicy Nowy Port do kina "Łaźnia". Akurat był ostatni seans filmu dokumentalnego o Diego. Zazdrościłem mojej żonie. Nie tylko tego, że ma mnie, ale jak to kobieta nie pamiętała jak skończył się mundial w Meksyku i siedziała jak na szpilkach. Znów mieliśmy po osiem lat. Znów zakochałem się w piłce. To wszystko dzięki Diego. Gracias! Także za to, że przed turniejem Mexico`86 w "Świecie Młodych" przedstawiano wszystkich finalistów, wyciąłem wszystkie 24 kraje uczestniczące w mistrzostwach. Dzięki temu zebrałem też komplet odcinków "Tytusa, Romka i A’Tomka"!

Maciej Słomiński


  

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat: Diego Armando Maradona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje