Reklama

Reklama

Diego Maradona nie żyje - boski alfabet

Diego Maradona był człowiekiem z krwi i kości, nie wolnym od wad i przywar.

Długo się zastanawiałem, jak temat śmierci Diego Maradony "ugryźć". Chronologicznie? Nie, to zbyt banalne jak na taką osobowość. Tajemniczy duch zstąpił na mnie w nocy po jego śmierci i kazał pisać. Stanęło na alfabecie, ale odsłaniającym być może fakty mniej znane niż "ręka Boga" czy Kościół Maradony - ile goli w ilu meczach strzelił Diego i ile tytułów zdobył, poczytacie w Wikipedii.

A jak Alex Sabella - W roku 1978 menedżer Sheffield United Harry Haslam zobaczył 17-letniego Maradonę w akcji podczas podróży do Ameryki Południowej i był pod takim wrażeniem, że z miejsca dogadał transfer wart 200 tysięcy funtów.

Reklama

Gdy wrócił do kraju, przeliczyli, ile jest w skarbcu, i okazało się, że United, klub wówczas drugoligowy, nie ma tyle. Stanęło na innym Argentyńczyku, pomocniku River Plate Aleksie Sabelli, wartym 160 tys. funtów.

Urodzony w Buenos Aires pomocnik Sabella szybko stał się ulubieńcem kibiców na Bramall Lane, ale nie uchroniło to klubu przed spadkiem do trzeciej ligi. Argentyńczyk przeszedł do Leeds za 400 tys. funtów, a United po cichu osunęli się do najniższej, czwartej ligi.

Oczywiście Sabella to ten, który prowadził Messiego i spółkę podczas mundialu w Brazylii. Trochę się zmienił.

B jak Barcelona, czyli mocno nieudany etap kariery Maradony. Diego przybył na Camp Nou jako najdroższy wówczas piłkarz świata (kupiony z Boca Juniors za około 5 mln funtów) tuż po hiszpańskim mundialu roku 1982. W stolicy Katalonii pojawił się z ekipą około 50 najbardziej zaufanych osób, domagając się zapewnienia im wszystkim dachu nad głową, by mogli na spokoju pograć w głuchy telefon. Po dwóch latach, gdy wszystko poszło niezgodnie z planem, zażądał transferu do Napoli. Gdy zgody nie uzyskał, wpadł w szał i zagroził, że zdemoluje gabinet z trofeami na Camp Nou. Z tego okresu najbardziej pamiętamy faul Andoniego "Rzeźnika" Goikoetxei, który wyłączył Boga Futbolu z gry na wiele miesięcy faulem podczas meczu z Bilbao w finale Pucharu Króla.

C jak Cirillo, czyli wujek Diego. Maradona próbował się zabić wiele razy, mniej lub bardziej świadomie. Proceder zaczął jako niemowlak, gdy wpadł do otwartego ujścia kanalizacyjnego, by zostać uratowanym właśnie przez wujka Cirilo.

D jak doping. Jeszcze parę miesięcy przed mundialem w USA Diego ważył 92 kilo, co przy jego mikroskopijnym wzroście czyniło go niewybieralnym do argentyńskiej reprezentacji. Musiał więc podjąć brutalną kurację odchudzającą przy pomocy sporych dawek efedryny. Po meczu z Grecją został nakryty. Czy te oczy mogą kłamać? 

Wcześniej Maradona został zdyskwalifikowany po tym, jak odkryto kokainę w jego organizmie w roku 1991. Jednak każdy przyzna, że działanie tego specyfiku raczej niewiele pomaga w uprawianiu sportu. Nikt (może poza Paulem Gascoigne’em) nie byłby na tyle głupi, by brać "koks" tuż przed meczem. Miałoby to sens mniej więcej taki, jak przyjęcie viagry przed wyścigiem rydwanów. Chociaż z drugiej strony znam takich, którzy twierdzą, że gol stulecia, strzelony Anglikom w roku 1986, mógł zostać zdobyty jedynie pod wpływem środków odurzających. Są to oczywiste bzdury. Maradona podczas meksykańskiego mundialu był wciąż czysty jak łza.

E jak Elvis. Czy to złudzenie, czy w jednym z kryzysowych momentów Diego wyglądał jak Elvis w schyłkowym okresie?

F jak Fenwick Terry. Narodowość: angielska, pozycja: stoper, specjalizacja: "przecinak". Ale raz przeciąć nie zdołał, oczywiście chodzi o mecz, w którym padła "bramka stulecia". Co bardziej rozsądni Anglicy przyznają, że byłoby niesprawiedliwym, gdyby ich reprezentacja, z "przecinakiem" Fenwickiem w składzie, wyeliminowała wtedy Argentynę. Inne zdanie tuż po tamtym meczu miał sam święty Gary Lineker, którego koledzy musieli siłą odciągać, żeby nie zrobił Fenwickowi krzywdy.

G jak głos. Maradona był prawdziwym człowiekiem renesansu: nie tylko szybko biegał, świetnie panował nad piłką, celnie strzelał do bramki (do dziennikarzy zza węgła na szczęście mniej celnie), ale i nieźle śpiewa. Posłuchajcie, naprawdę dobry kawałek.

Dowiedz się więcej na temat: Diego Armando Maradona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje