Demolka w ćwierćfinałowym hicie, mistrz kraju za burtą. 4:0 w 57. minucie
Klasykiem angielskiej piłki ostatnich lat jest starcie Manchesteru City z Liverpoolem. Drużyny te rozdzieliły między sobą ostatnich osiem tytułów mistrzowskich Premier League. W sobotę zmierzyły się na Etihad Stadium w ramach ćwierćfinału FA Cup. Kibice zgromadzeni na stadionie obejrzeli cztery gole, ale wszystkie do jednej bramki. To był prawdziwy pogrom.

Pierwsze dwa kwadranse nie zapowiadały katastrofy Liverpoolu. Wszystko zaczęło się sypać od rzutu karnego w 39. minucie. Virgil van Dijk popełnił faul, a Erling Haaland wykorzystał szansę z jedenastu metrów, posłał piłkę w lewą stronę Mamardaszwiliego, który wybrał prawą. Manchester City nie poprzestał na jednym trafieniu w pierwszej połowie, norweski snajper strzelił gola "do szatni", wykorzystał głową wrzutkę Antoine'a Semenyo, wygrywając pojedynek z Ibrahimą Konate. Zrobiło się 2:0.
Po wznowieniu gry nie doszło do zwrotu akcji, wręcz przeciwnie - gospodarze z Etihad Stadium podwyższali prowadzenie. W 50. minucie Rayan Cherki świetnym prostopadłym podaniem znalazł Antoine'a Semenyo, ten podciął futbolówkę obok wybiegającego gruzińskiego golkipera. Ostatnim ciosem "The Citizens" był szybki atak w 57. minucie, który zaczął się już na 30. metrze od własnej bramki. Wykorzystali oni pięciu zawodników "The Reds" ustawionych wysoko, dobrze rozprowadzili piłkę. O'Reilly podał do Haalanda, który znowu zastosował "arytmię" biegu w polu karnym, zgubił Van Dijka i strzałem od poprzeczki ustalił wynik spotkania.
Puchar Anglii. Manchester City pierwszym klubem z awansem do 1/2 finału. Pojedzie na Wembley
City awansowało więc do półfinału (dla Guardioli to ósmy z rzędu w tych rozgrywkach) i czeka na ciąg wydarzeń. Z kolei Mistrzowie Anglii z Liverpoolu odpadają z rozgrywek. Wciąż walczą na frontach Premier League i Champions League, ale tak wysoka przegrana z mocnym rywalem nie nastraja lepiej przed dwumeczem z Paris Saint-Germain. Wrócą głosy niezadowolenia z pracy Arne Slota.
Krytykę na pewno zbierze też Mohamed Salah. Był aktywny, ale też nieskuteczny. W pierwszej części zbyt długo opanowywał piłkę, aż zablokował ją wstający z ziemi Chusanow, a w drugiej zmarnował rzut karny. Kopnął futbolówkę naprawdę źle, poleciała ok. metr od środka bramki. Egipcjanin ma słaby sezon i wygląda na to, że w swoich ostatnich dwóch miesiącach na Anfield nie będzie w stanie się poprawić.
Dziś zostaną rozegrane dwa kolejne ćwierćfinały: o godzinie 18:15 Chelsea - Port Vale, a o 21:00 Southampton - Arsenal. Tę fazę zamknie niedzielna konfrontacja West Hamu z Leeds United (17:30). Po tym spotkaniu zostanie przeprowadzone losowanie półfinałów. Te odbędą się 25 i 26 kwietnia na Wembley. Finał 16 maja - również na tym stadionie.











