Największy znak zapytania stoi przy warszawskiej Legii. Ekipa Edwarda Iordanescu tylko zremisowała (2:2) z Banikiem Ostrawa. Jednak to "tylko" można wziąć z cudzysłów, ponieważ jest to zdecydowanie najtrudniejszy z rywali polskich drużyn na tym etapie i remis został osiągnięty na wyjeździe. Jestem zatem optymistą przed rewanżem w Warszawie.
Martwi nieco, że po raz pierwszy ekipa prowadzona przez rumuńskiego szkoleniowca straciła dwa gole. Gra defensywna w tym spotkaniu budziła największe zastrzeżenia. Brakowało przede wszystkim koncentracji, nie popisali się też niektórzy zawodnicy w grze jeden na jednego. Za pierwszego gola bura należy się przede wszystkim Rafałowi Augustyniakowi, że tak łatwo dał się posadzić na cztery litery. Druga bramka, co prawda w komentarzach najbardziej dostało się Juergenowi Elitimowi, ale moim zdaniem pożar rozpoczął się od niechlujnego podania Kacpra Chodyny. Generalnie na tle prezentującej się solidnie od początku sezonu warszawskiej drużyny, coraz bardziej widoczne są jej słabe punkty, pozycje, na których czekam na zawodników prezentujących większą jakość. Kacper Chodyna jest jednym z tych, którzy niestety zaczynają coraz bardziej odstawać. I dobrze, że przeciętność staje się niewystarczająca.
Z niecierpliwością czekam na to, co będzie prezentował Arkadiusz Reca, jestem bardzo ciekawy jak wkomponuje się Mileta Rajović. Mimo strzelonego gola, Jean-Pierre Name nie wygląda na razie na napastnika, który wart jest wydawanych na niego pieniędzy i który był tak skuteczny w barwach Young Boys Berno (109 goli w 175 meczach). Jeśli jest to początek serii, to owszem, warto się zastanowić nad jego przyszłością w Warszawie. Póki co, Chodyna i Nsame razem na boisku, to zbyt duże obciążenie dla zespołu z Łazienkowskiej.
Również uważam, że (poza jednym bardzo ładnym trafieniem w meczu z Lechem w Superpucharze) Ilja Szkurin to nie jest strzelec pierwszego wyboru dla takiego klubu, jak Legia.
To tyle jeśli chodzi o personalne zastrzeżenia, ale generalnie patrząc jak prezentuje się drużyna, to wygląda to dobrze, z tendencją zwyżkową. Przede wszystkim Iordanescu jest konsekwentny i skuteczny w egzekwowaniu od piłkarzy tego, by grali ofensywnie, by chcieli posiadać piłkę i przesuwać się z nią do przodu, by zakładali wysoki pressing na rywalu. Bo mimo niezbyt korzystnego wyniku, to Legia dominowała w Ostrawie, wyglądała na drużynę, która jest bardziej zgrana, dojrzalsza. Mam nadzieję, że do tej taktyki dojdzie jeszcze więcej jakości. Wspomniałem Rajovicia, wspomniałem Recę. Mam nadzieję, że obaj zawodnicy szybko wkomponują się w zespół, że nie przychodzą tutaj, żeby się odbudowywać, tylko zgodnie z oczekiwaniami i zapowiedziami wzmocnią zespół. Reca i Ruben Vinagre jako wahadłowi wyglądają obiecująco.
Co do pozostałych drużyn, cieszy wysoka wygrana Lecha Poznań. Mistrzowie Polski w zasadzie są już w kolejnej rundzie kwalifikacji i jednocześnie zapewnili cel minimum, czyli występ w fazie grupowej (na razie Ligi Konferencji). Na pewno pomogła im czerwona kartka dla jednego z rywali, ale myślę, że nawet gdyby grali 11 na 11, też wyszliby zwycięsko z tej rywalizacji. Czerwone kartki była zmorą przeciwników naszych drużyn, ale tego typu kary nie są rozdawane za darmo i nasze ekipy zapracowały na to, by grać w przewadze.
Po losowaniu kolejnej rundy dziwnie zachował się trener Rakowa Marek Papszun. Chodzi mi o wypowiedź na temat tego, że jeśli jego zespół awansuje, to przyjdzie mu grać na Węgrzech (bo w tym kraju mecze rozgrywają ekipy z Białorusi i Izraela) i to niezbyt korzystne logistycznie. Niestety, nasze kluby ciągle są w sytuacji, że nie mają bezpośredniego wstępu na europejskie salony. Ale żeby je zdobyć, trzeba na to zapracować na mniejszych i czasem odległych arenach w Kazachstanie, na Islandii czy Węgrzech…











