Reklama

Reklama

Daria Kurzawa: Byłam w szoku, że dostałam tyle propozycji

Przenosiny Darii Kurzawy z TME SMS Łódź do Czarnych Sosnowiec to z całą pewnością najgłośniejszy jak do tej pory transfer w tym okienku w kobiecej Ekstralidze. W rozmowie z Interią była kapitanka wicemistrzyń Polski opowiada o szczegółach przenosin do Sosnowca i o tym, czego spodziewa się po nowych klubie.

Trudno było po tylu latach zmienić klub?

Nie było tak ciężko. Potrzebowałam rozwoju i byłam w szoku, że tak szybko się udało. Przeprowadzka, zmiana miejsca, nowe towarzystwo, to wszystko sprawiało, że byłam podekscytowana. W piłce nożnej nie ma sentymentów, tak że przyszło mi to stosunkowo łatwo.

Dlaczego postanowiłaś opuścić SMS?

Stwierdziłam, że stoję w miejscu. Do tego pojawiło się kilka niedomówień z zarządem i powiedziałam sobie, że albo teraz podejmę ryzyko, albo już zostanę w Łodzi na stałe. W lewo albo w prawo. I bardzo się cieszę, że udało mi się ruszyć do przodu.

Reklama

Byłaś kapitanem drużyny. Jak Twoje odejście przyjęły koleżanki? Rozmawiałaś z nimi wcześniej?

O moich planach nie mówiłam nikomu. W Łodzi byłam 9 lat, byłam kapitanem, ale niewiele z tego wynikało, czułam, że stoję w miejscu. Miałam większe cele, nawet jeśli chodzi o reprezentację. Chciałam rywalizacji, nowego doświadczenia. Kiedy już podjęłam decyzję, powiedziałam o tym dziewczynom. One też chcą mojego rozwoju. Nadal mamy kontakt, no i wiadomo, to przecież nie jest koniec świata. Na pewno się nie odcinam.

Miałaś sporo ofert po odejściu z Łodzi. Co zdecydowało, że wybrałaś klub z Sosnowca?

Byłam w szoku, że dostałam tyle propozycji. Rozwiązując kontrakt, zupełnie się tego nie spodziewałam. Otrzymałam ofertę z Czarnych i uznałam, że tutaj będzie mi najłatwiej wskoczyć na wyższy poziom. Środowisko będzie wymagać ode mnie więcej. Klub walczy o obronę tytułu, o kolejny Puchar Polski, więc wiedziałam, że tutaj będę musiała podnieść swoje umiejętności. Mam świadomość, że aby dostać się do pierwszego składu, będę musiała wykonać sporo pracy. I ta duża rywalizacja mnie przekonała.

Czytaj także: Beniaminek może jednak dokończyć sezon

W Czarnych postawiono przed Tobą jakieś konkretne cele?

Wiadomo, trzeba odrabiać punkty do lidera tabeli, ale takich konkretnych celów przede mną nie stawiano. Mówili mi tylko, że rywalizacja jest duża i będę musiała walczyć o miejsce w składzie. Zaczynamy przygotowania i na treningach jest około 30 dziewczyn, tak że, aby załapać się do "11", trzeba wejść na bardzo wysoki poziom.

Z Sosnowca jest bliżej do kadry niż z Łodzi?

Szczerze mówiąc nie wiem. Tak naprawdę w Łodzi kadrowiczek było sporo, nawet więcej niż z Sosnowca. Wszyscy się dziwili, czemu z wicemistrza kraju jest więcej reprezentantek niż z mistrza. Ja jednak na to nie patrzę. Bardzo długo byłam w jednym miejscu, a zmiany zawsze pozytywnie działają na człowieka i mam nadzieję, że w moim przypadku będzie tak samo. Dlatego liczę, że dla mnie będzie bliżej.

Niedawno obroniłaś pracę licencjacką. Będziesz kontynuować studia?

W Łodzi zaczęłam studia magisterskie, ale będę musiała przenieść się do Katowic lub Dąbrowy Górniczej. Niestety będę musiała zaczynać od nowa, bo nie zdołam już zaliczyć tego semestru. Na pewno jednak nie porzucam nauki.

Jesteś umysłem ścisłym, Twoje studia wymagały sporo nauki. Da się to pogodzić z uprawianiem sportu?

Wcale nie jest ciężko. Jeśli człowiek jest dobrze zorganizowany, to można zrobić wszystko. Ja w Łodzi prowadziłam korepetycje, przygotowywałam dziewczyny do matury. I teraz mamy zajęcia online. Ustalamy sobie godziny tak, jak chcemy. A jeśli chodzi o studia, to można je pogodzić z graniem w piłkę.

A masz jakieś hobby? Coś, co odciąga Cię od sportu i nauki?

Mówiąc szczerze, to matematyka jest czymś, co pozwala mi się odstresować. Wszyscy się dziwią, dlaczego ja rozwiązuje zadania. A to jest takie hobby, często też pomagam innym w nauce, bo dla mnie przyjemność.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama