Reklama

Reklama

Czy doszło do wielkiego skandalu? Przeciwne wersje klubów z Warszawy i Białegostoku

Do skandalicznego ekscesu miało dojść przy okazji meczu MKS Polonii Warszawa z AP Jagiellonią Białystok w Centralnej Lidze Juniorów. Jak relacjonuje klub z ze stolicy Podlasia, z trybun zszedł człowiek, który pięścią w twarz uderzył ich zawodnika. Tymczasem osoby związane z Polonią zaprzeczają, by doszło do takich scen.

- Goniliśmy wynik. Szymon Żabiuk był faulowany praktycznie dwukrotnie w trakcie jednej akcji. Sędzia odgwizdał rzut wolny. Szymek chciał wstać i rozpocząć grę. Rywal mu to uniemożliwił i doszło do spięcia. Do naszego zawodnika rzuciła się cała ławka rezerwowych, a także osoba, która w zawodach tego dnia nie uczestniczyła. Ciężko jest mi teraz określić skąd się tam wziął, ale nagle powstało duże zamieszanie. Sędziowie też nie kwapili się do tego, żeby szybko zażegnać całe zamieszanie. Atak na naszego zawodnika był jednak dość agresywny w tym momencie. To miało miejsce jeszcze w trakcie meczu, ale jak się okazało nie był to koniec. Bo już po meczu ta sama osoba ponownie znalazła się na boisku, tego już dokładnie nie widziałem. Natomiast odnotował to sędzia w protokole - powiedział Tomasz Bernatowicz, trener zespołu juniorów młodszych występujących w lidze CLJ U17, cytowany przez oficjalną stronę Jagiellonii.

Reklama

Sławomir Kopczewski: Jestem zszokowany

Dyrektor Akademii Piłkarskiej Jagiellonii Białystok Sławomir Kopczewski zachodzi w głowę, gdzie w tej sytuacji była ochrona i w jaki mogło dojść do takiego godnego potępienia wydarzenia. - Aktualnie bazujemy jedynie na zapisie z załącznika do protokołu meczowego sporządzonego przez sędziego tego spotkania. Wynika z niego, że w pierwszej z doliczonych do meczu minut z trybun zszedł człowiek, który pięścią w twarz uderzył naszego zawodnika, co jest zarazem karygodne i niedopuszczalne. Takie rzeczy należy piętnować. Pozostaje pytanie, gdzie było zabezpieczenie i gdzie była ochrona skoro takie rzeczy mogły się wydarzyć w trakcie meczu?

Kopczewski wyraził nadzieję, że sprawą zajmie się Komisja Dyscyplinarna Polskiego Związku - Piłki Nożnej. Nigdy w przeszłości nie miałem do czynienia z taką sytuacją. Jestem zszokowany. Pobicie zawodnika jest więcej, niż karygodne - zżyma się dyrektor.

Zarzutom ze strony białostockiego klubu zaprzecza Adam Chmielewski, trener MKS-u Polonia Warszawa. 

- Nikt nikogo nie uderzył pięścią w twarz. Jeżeli chodzi o tych, co leżeli, to jeden drugiego kopnął, a drugi go uderzył. Jeżeli na boisko wpadł chłopak z trybun, który stał przy barierkach, bo u nas niestety tak to bywa, że chłopcy stoją przy barierkach, i wyskoczył, to też na pewno nikogo nie pobił, bo tak naprawdę zaraz został odsunięty i wrócił na swoje miejsce. Nikt nie wyszedł z tej sytuacji pobity czy zakrwawiony - nikomu nie była udzielana pomoc medyczna. Jakby ktoś dostał pięścią w twarz, to by leżał i byłaby mu pewnie udzielona pomoc, a chłopcy wpadli na murawę i się po przepychali. Nie było żadnego bicia, broń panie Boże. Sędzia napisał coś, co mu podyktował trener Jagiellonii i trzeba wyraźnie podkreślić, że się pod tym nie podpisaliśmy, bo nie zgadzaliśmy się z tą wersją wydarzeń - powiedział w rozmowie z junior.weszlo.com.

Teraz pozostaje obserwować, jaki będzie finał sprawy.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy