Reklama

Reklama

Czesi wracają do treningów. Wznowią rozgrywki w maju?

Za południową granicą od poniedziałku piłkarze wracają do treningów, na razie w grupach. - Będziemy trenować po sześć, osiem osób, jak w Niemczech – tłumaczy nam Bohumil Panik, szkoleniowiec klubu FASTAV Zlin.

Rozgrywki za południową granicą zostały wstrzymane, jak u nas w połowie marca. Na razie za piłkarzami 24 kolejki gier. Do zakończenia sezonu zasadniczego zostało sześć meczów. Potem spotkania w trzech grupach.

Reklama

- W tej chwili wygląda to tak, że zawodnicy trenują indywidualnie. Bieganie, ćwiczenie kondycji i siły, bo mamy takie modele ćwiczeń, a jak ktoś wokół domu ma obejście, ogródek, to indywidualny trening w dwójkach. Od poniedziałku będzie u nas jak w Niemczech, przechodzimy na trening w grupach po kilku zawodników. W ten sposób jest szansa, że w połowie maja można by wznowić rozgrywki  - mówi trener Panik, dobrze znany z pracy w Polsce, gdzie w poprzedniej dekadzie prowadzi takie kluby, jak Lech Poznań, Miedź Legnica i Pogoń Szczecin. W ostatnich latach z powodzeniem daje sobie radę w Fortuna Liga. W marcu ponownie został szkoleniowcem FASTAV Zlin, klubu w którym pracował w latach 2014-18 zdobywając Puchar Czech i grając w europejskich pucharach.  

Trener Panik kontynuuje. - Jeśli nasza liga ruszy, to na pewno będzie to bez kibiców. Maksymalnie podczas meczu na stadionie będzie sto osób, łącznie z obsługą z telewizji. Na każdy zespół trzeba liczyć po trzydzieści osób. Trzeba to zorganizować w ten sposób, żeby maksymalnie ograniczyć liczbę ludzi w dniu meczowym, bo przecież nie funkcjonują hotele, pozamykane są restauracje. Jeśli liga wznowi rozgrywki, to trzeba liczyć 1600 osób podczas jednej kolejki. Mówię tutaj o ośmiu meczach w naszej ekstraklasie i ośmiu na jej zapleczu. Grać ma się co kilka dni środa - sobota czy środa - niedziela - mówi.

- Ciężko jednak powiedzieć dziś coś więcej, jak to w praktyce będzie funkcjonowało czy w trakcie takiego grania ktoś nie zachoruje czy ktoś nie będzie się musiał poddać kwarantannie. Teraz wszystko jest u nas przyhamowane, dlatego mówimy o powrocie do treningów w grupach. Tutaj o jeszcze jednym chcę powiedzieć, bardzo ważne są testy i ich liczba. To one pokazują, jaka jest faktyczna skala zachorowań, chodzi o odseparowanie chorych od zdrowych. Czym więcej ludzi ma testy tym lepiej, jak w Islandii, gdzie każdy mieszkaniec poddany jest takiemu badaniu, a kto jest chory, to idzie do izolacji. Mówi się o tym, że wszyscy powinni przejść testy, bo każdy organizm reaguje inaczej. Ten kto ma odporny system immunologiczny, to nawet nie wie, że może być chory. Z kolei inne osoby reagują inaczej - tłumaczy szkoleniowiec jedenastki FASTAV Zlin.

U naszego południowego sąsiada pandemia koronawirusa w marcu miała bardziej drastyczny przebieg niż w Polsce i było tam więcej zachorowań. Teraz w Czechach jest blisko 1,5 tys. mniej zarażonych niż u nas (6,2 tys.). Tamtejszy rząd zdecydował właśnie o odchodzeniu od ograniczeń w handlu, usługach, szkolnictwie oraz w kulturze i sporcie. Najwcześniejsze decyzje mają wejść w życie - w przypadku korzystnej sytuacji epidemiologicznej - 20 kwietnia, a ostatnie - 8 czerwca br. Dodajmy, że w Czechach wykonano 137 tys. testów na koronawirusa. U nas tych testów wykonano 156 tys.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje