Reklama

Reklama

Czarny dzień Legii i polskiej piłki

Dzień 8 lipca 2007 r. w historii Legii Warszawa będzie jeszcze bardziej czarną datą, niż 20 października 1998 r. w dziejach Wisły Kraków (kibic Paweł M. trafia nożem w głowę Dina Baggio).

Dzień 8 lipca 2007 r. w historii Legii Warszawa będzie jeszcze bardziej czarną datą, niż 20 października 1998 r. w dziejach Wisły Kraków (kibic Paweł M. trafia nożem w głowę Dina Baggio).

Dla bandziorków "akcja Wilno" to zadymka jakich wiele. Dopisanie sobie kilku punktów w źle pojętym rankingu kibicowskim. Dla 98 procent kibiców warszawskiej jedenastki i dla wszystkich sympatyków polskiej piłki to cios w plecy, punkt zwrotny.

9 lat temu nóż rzucony przez kibica zatrzymał rozpędzoną maszynkę Franciszka Smudy, która pewnie rok później awansowałaby do Ligi Mistrzów, bo w cuglach wygrała ligę. Zamiast tego musiała pauzować. Dzisiaj bandyci spod znaku Legii przekreślili ambitne plany właścicieli awansu do Champions League w ciągu najbliższych dwóch lat. Straty są nie do oszacowania.

Reklama

Członkowie ekipy "bij zabij" identyfikujący się z Legią na ten rok mają murowanego Oscara w dziedzinie: "Przyciąganie sponsorów do polskiej piłki". Jedna z hiszpańskich firm uciekła już z Łazienkowskiej. Teraz przed tym dylematem stoi zapewne szefostwo ITI, któremu utarczki z ciżbą do niczego nie są potrzebne.

Z jednej strony szefostwo koncernu zapewnia, że pod wpływem kibicowskich awanturników nie podejmie żadnej strategicznej decyzji (tym bardziej o zwinięciu zabawek z klubu). Z drugiej jednak strony - przez przypadek - nazajutrz zdecydowali się sprzedać jeśli nie najlepszego, to najbardziej perspektywicznego piłkarza (Dawida Janczyka). Ktoś powie, że Legia zrobił świetny interes, bo młokosa pozyskała za 25 tys. zł, a po dwóch latach sprzedała za 4,2 mln euro. Mi jednak zbieżność wydarzeń - zadyma kiboli i transfer Dawida - śmierdzi na odległość.

W Krakowie mieli podobnie. Od pamiętnego październikowego wieczora właściciel Wisły Bogusław Cupiał coraz częściej powtarzał sobie "w co ja wdepnąłem". To samo jest w Łodzi. Zbigniew Boniek, który ratuje Widzew przed niebytem, narzeka na grupę 15-20 bandziorków, którzy przychodzą na stadion tylko po to , "by robić burdel". W Cracovii prof. Januszowi Filipiakowi od lat kłody pod nogi rzucają wyznawcy "prawdziwej Cracovii", którzy od czasu do czasu starają się, by kasa klubowa nie była przepełniona i choć trochę pieniędzy powędrowało do PZPN-u tytułem kar. To samo w o wiele jaskrawszej wersji mają teraz przy Łazienkowskiej.

Zadymiarze mają to gdzieś, ale piłka kopana w Polsce potrzebuje więcej Wejchertów, Filipiaków, Cupiałów, Klickich. Jeśli bojówkarze będą robić wstręty obecnym sponsorom, nowe firmy zamiast piłki wybiorą o wiele bardziej przyjazną światu siatkówkę, koszykówkę czy żużel. A w piłce prześcignie nas już nie tylko Ukraina, Rumunia (Steaua wyciąga z Korony najlepszego piłkarza), ale też Gruzja i Albania.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama