Reklama

Reklama

Copa Libertadores. Gremio nie dało rady ekipie Flamengo, która zasłużenie zagra w finale

Drużyna Flamengo, wygrywając zdecydowanie z Gremio (5-0, a mogło być jeszcze wyżej), pokazała, że gra w tym roku najbardziej widowiskowo w rozgrywkach Copa Libertadores. W finale, 23 listopada w Santiago w Chile, spotka się z obrońcą tytułu, River Plate - pisze dla Interii Sergio Levinsky.

Klub z Rio de Janeiro, który ma najwięcej fanów na świecie, nie wygrał Copa Libertadores od 1981 roku, kiedy występowały w nim takie gwiazdy jak Junior czy Zico, świecące pełnym blaskiem również na mundialu w Hiszpanii w 1982roku. Flamengo postanowiło jednak wrócić do czasów chwały i zainwestowało dużo pieniędzy w znakomitych piłkarzy, z których wielu ma długą historię w europejskim futbolu - jak bramkarz Diego Alves (wcześniej Valencia) , Rafinha (Bayern Monachium), Filipe Luis (Atlético Madryt) czy Diego (Atlético Madryt i Wolfsburg).

Reklama

Gremio jest ostatnich latach jedną z najlepszych drużyn w Ameryce Południowej. Przed dwoma laty było mistrzem Copa Libertadores, przed rokiem zostało wyeliminowane przez River dopiero w półfinale w kontrowersyjnych okolicznościach, po kluczowej interwencji VAR.

Dzisiaj centralną postacią drużyny jest Everton, jeden z najlepszych piłkarzy ostatniego turnieju Copa América, a także doświadczony obrońca Pedro Geromel i Argentyńczyk Walter Kannemann.

Jednak tym razem ekipa z Porto Alegre, szczególnie po stracie Arthura (obecnie w Barcelonie) nie była w stanie nic zrobić w starciu z grającym i ładnie, i skutecznie Flamengo, które ma takich napastników jak Bruno Henrique i Gabriel Barbosa ("Gabigol"). Ale przede wszystkim styl gry Brazylijczyków może się podobać - z bardzo dobrym technicznie Willianem Arao i "eleganckim" w obronie Hiszpanem Pablo Marim.

Niezwykle ważną rolę w grze drużyny odgrywa trener Jorge Jesus. Portugalczyk przez lata kierował Benfiką Lizbona i zdobył wiele tytułów w swoim kraju, ale na arenie międzynarodowej mu się to nie udawało. Choć nieraz był blisko.

Jorge Jezus przetransponował do Flamengo swoje pomysły na widowiskową grę, przyjemną dla oka, z wielką siłą ofensywną.

Po remisie w pierwszym meczu półfinałowym (1-1), w drugim nie było już wątpliwości. Na legendarnym stadionie Maracana Gremio nie miało szans na wyrównaną walkę. Chociaż pierwsza połowa zakończyła się "tylko" wynikiem 1-0 (po golu Bruno Henrique) już 10 minut po przerwie wszystko było jasne, po kolejnych bramkach dla gospodarzy. Potem Flamengo dorzuciło jeszcze dwa trafienia, wygrywając ostatecznie 5-0.

23 listopada w Chile zostanie rozegrany pierwszy finał Copa Libertadores, który zostanie rozstrzygnięty w jednym meczu. Z jednej strony ekipa River - mająca doświadczonych graczy, przyzwyczajona do wygrywania trofeów (Copa Sudamericana'2014, Copa Libertadores'2015 i '2018, Superpuchar Ameryki Południowej'2015 i '2016),  z drugiej Flamengo, grające niezwykle widowiskowo.

Zostało jeszcze kilka tygodni do wyłonienia tegorocznego mistrza, który będzie reprezentował Amerykę Południową na grudniowych Klubowych Mistrzostwach Świata w Katarze. Ciekawe jednak jest to, że w finale zmierzą się drużyny z Argentyny i z Brazylii, co nadaje temu pojedynkowi dodatkowego smaczku, biorąc pod uwagę rywalizacją między obydwoma krajami. To finał, na który już wszyscy czekają.

Sergio Levinsky



Reklama

Reklama

Reklama