Reklama

Reklama

Copa America. Urugwaj potwierdził aspiracje, Argentyna dalej w kryzysie

Urugwaj zrobił największe wrażenie po niemal wszystkich spotkaniach pierwszej rundy Copa America. Nie tylko wysokim wynikiem w spotkaniu z Ekwadorem (4-0), ale przede wszystkim stylem, zaangażowaniem i grą zespołową.

Turniej w Brazylii nie mógł lepiej zacząć się dla drużyny Oscara Tabareza. Pewna wygrana, zgodna z oczekiwaniami, ze słabym Ekwadorem nadała Urugwajowi jasny impuls. "Urusi" przyjechali na mistrzostwa Ameryki Południowej, aby znowu odegrać jedną z czołowych ról.  Po gorszych występach na boiskach chilijskich w 2015 roku (porażka z gospodarzami w ćwierćfinale) oraz w Stanach Zjednoczonych przed trzema laty (Copa America Centenario), kiedy nie wyszli nawet z grupy, teraz siła ekipy wydaje się znacznie większa.

Reklama

Łatwe zwycięstwo z Ekwadorem (który od 24. minuty grał w dziesiątkę) nie świadczy jeszcze o tym, że należy wysyłać Urugwajczyków od razu do finału, ale ich gra mogła zaimponować. Pod każdym względem - taktyki, zespołowości, szybkiego przechodzenia do ataku, wreszcie - skuteczności.

Zawodnicy mają ogromne zaufanie do trenera Tabareza, a on potrafi wydobyć z nich najlepsze cechy. I nie chodzi tylko o parę najbardziej znanych napastników, Edinsona Cavaniego oraz Luisa Suareza, którzy znowu wpisali się na listę strzelców. Sygnał do ataku dał tym razem Nicolas Lodeiro, który przed rokiem znalazł się poza kadrą wyjeżdżającą na mundial do Rosji i wydawało się, że jego przygoda z reprezentacją dość nieoczekiwanie się zatrzyma. Dzisiaj 30-letni zawodnik Seattle jest znowu ważnym graczem II linii obok młodszych, choć już mających pewne doświadczenie Bentancura, Nandeza, Torreiry czy Valverde.

To Lodeiro zdobył pierwszą bramkę z Ekwadorem, on też przyczynił się do wyrzucenia z boiska Quinterosa.

Urugwaj ze swoją spójną grą zespołową jest w każdym razie bliski przełamania ostatnich niepowodzeń w Copa America. W przeciwieństwie do Argentyny, innego "tradycyjnego" faworyta imprezy.

Porażka z Kolumbią (0-2) jeszcze niczego nie przesądza, ale nakłada na graczy Lionela Scaloniego ogromną presję, bo aby awansować nie można sobie już pozwolić na wpadki z Paragwajem albo Katarem. Tymczasem gra Argentyńczyków po raz kolejny pozostawia do życzenia. Można powiedzieć, że brakło im trochę szczęścia, a rywale po przerwie bezlitośnie wykorzystali dwa razy apatię w obronie, ale prawdą jest też bezradne szukanie Leo Messiego i złożenie na jego barkach niemal całej gry ofensywnej bez wydatnej pomocy innych zawodników. Taka taktyka niekoniecznie przyniesie sukces.

Na razie konieczne będą zmiany na kolejny mecz z Paragwajem. Pierwszymi ofiarami słabszej postawy mogą być Angel Di Maria oraz prawy obrońca Renzo Saravia.

RP

Zobacz wszystkie wyniki Copa America


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje