Reklama

Reklama

Co zdziała angielski kwartet?

W zeszłym sezonie do półfinałów Ligi Mistrzów zakwalifikowały się trzy angielskie zespoły: Manchester United, Chelsea i Liverpool. W ćwierćfinałach odpadł Arsenal, ale tylko dlatego, że grał z ... Liverpoolem. Co w tym sezonie zdziała angielski kwartet?

Rok temu Inter wylosował w 1/8 finału Liverpool i poległ. Tym razem trafił na jeszcze silniejszego przeciwnika, bo na Manchester United. Różnica jest jednak taka, że "Nerazzuri" za menedżera mają Jose Mourinho, a United problemy z obroną. Jeżeli jednak "Czerwonym Diabłom" uda się wywieźć z Giuseppe Meazza korzystny wynik, to jedną nogą będą w ćwierćfinałach.

"Red Devils" w zeszłym sezonie na tym etapie rozgrywek odprawili francuski Lyon. Tym raz poprzeczka zawieszona jest znacznie wyżej. Podopieczni sir Alexa Fergusona, choć nie grają olśniewająco, to są wprost nieludzko skuteczni.

Reklama

Arsenal w 1/8 poradził sobie z Milanem, pomimo że "Rossoneri" chodzili w glorii klubowego mistrza świata, a cały glob zachwycał się Kaką. Teraz na ich drodze staje Roma, której w awansach przeszkadza angielskie fatum. Na 12 pucharowych meczów w Anglii wygrała tylko raz, ośmiokrotnie przegrała. Jeden z remisów uzyskała jednak w północnym Londynie właśnie z "The Gunners", w drugiej fazie grupowej sezonu 2002/03.

Arsene Wenger w przeszłości już odprawił z kwitkiem "Giallorossich" - w ćwierćfinale Pucharu UEFA sezonu 1991/1992, jego AS Monaco wygrało z Romą. Jeżeli "Kanonierzy" wykorzystają atut własnego obiektu, to będą faworytem do awansu.

Liverpool tym razem trafił na najbardziej utytułowanego w Lidze Mistrzów przeciwnika. Real Madryt, z Juande Ramosem za sterami, rozbił w weekend Betis aż 6:1, co robi wrażenie w porównaniu do zaledwie remisu "The Reds" z Manchesterem City. Jednak rok temu nikt nie dawał szans Romie, gdy grała z "Blancos"... Dodać trzeba, że na odwiecznego rywala szykuje się Fernando Torres, a Jerzy Dudek zdradza tajemnice szatni Liverpoolu.

Znacznie trudniejszego przeciwnika niż rok temu ma Chelsea. Poza fanami Olympiakosu nikt nie dawał szans greckiej drużynie. Juventus to zupełnie inny kaliber. Smaczku rywalizacji dodaje fakt, że "Starą Damę" na Stamford Bridge poprowadzi Claudio Ranieri, który spędził tam cztery lata. Jego kontrpartnerem został niedawno mianowany "cudotwórca" i przyjaciel Romana Abramowicza Guus Hiddink.

W odróżnieniu od trochę dziwnego Luiza Felipe Scolariego, Hiddink nie zawahał się od razu postawić na atak Didier Drogba - Nicolas Anelka i wywiózł trzy punkty z trudnego terenu, jakim przecież jest Villa Park. Angielskie media informują, że po odejściu brazylijskiego szkoleniowca znacznie poprawiła się atmosfera w klubie, a Abramowicz pojawił się nawet na meczu rezerw! Czy to się przełoży na formę prezentowaną na murawie? "Bianconerim" przytrafiła się niedawno wpadka z Udinese, więc wszystko jest możliwe.

Oprócz angielskiej "wielkiej czwórki" do ćwierćfinałów dostały się rok temu: Roma, Barcelona, Schalke i Fenerbahce. Zakładając, że przedstawiciele Premier League awansują w komplecie w tym sezonie, stawkę może uzupełnić, tak jak poprzednio, Barcelona, jeśli wyeliminuje Lyon.

Pozostałe trzy miejsca powinny obsadzić: Bayern, który powinien dać sobie radę ze Sportingiem Lizbona, oraz dwa hiszpańskie zespoły - Villarreal i Atletico Madryt. "Żółta Łódź Podwodna" musi jednak uporać się z Panathinaikosem (Jakub Wawrzyniak w kadrze), a "Rojiblacos" - z FC Porto.

Czy czekają nas zatem, po włosko - angielskiej 1/8 finału, hiszpańsko-angielskie ćwierćfinały? Odpowiedź poznamy za dwa tygodnie.

24 lutego, wtorek

Atletico Madryt - FC Porto

Olympique Lyon - FC Barcelona

Arsenal Londyn - AS Roma

Inter Mediolan - Manchester United

25 lutego, środa

Chelsea Londyn - Juventus Turyn

FC Villarreal - Panathinaikos Ateny

Sporting Lizbona - Bayern Monachium

Real Madryt - Liverpool FC

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL