Reklama

Reklama

Co tam Papież...

Mecz Lech - Pogoń został przerwany, ponieważ gruchnęła wiadomość, że Papież Jan Paweł II zmarł. W rzeczywistości Ojciec Święty odszedł z tego świata dzień później. W całej Polsce zapanowała żałoba. Niezwykła - łzy, modlitwa, zaduma, wszędzie świeczki i celebrowanie godziny 21.37.

Komentatorzy zaczęli mówić o głębszych zmianach - o pojednaniach i wybaczeniu, o odrzuceniu zła, nawróceniu i pokucie. Pojawiło się hasło Pokolenie JP II...

Reklama

Spotkanie "Kolejorza" z Pogonią wyznaczone było na 1 kwietnia 2005 roku. W 39. minucie - przy prowadzeniu gości 1:0 - na trybunach przy Bułgarskiej gruchnęła wieść, że Nasz Papież nie żyje. Kibice zaczęli się domagać przerwania spotkania. Po chwili sędzia Krzysztof Zdunek tak uczynił. Piłkarze stanęli wspólnie z arbitrami i trenerami na środku boiska. Wszyscy się objęli. Kibice odśpiewali "Jeszcze Polska nie zginęła...".

26 kwietnia - na godzinę 18.39 wyznaczono dokończenie spotkania. Tym razem sędzią był Robert Werder, ponieważ Zdunek został zawieszony za wpadkę w innym spotkaniu. Rolę obserwatora pełnił ten sam człowiek - Kazimierz F., który w tym tygodniu zeznawał na procesie Arki Gdynia i Ryszarda F., pseudonim "Fryzjer". Lech - bardzo potrzebujący punktów - w dokończonym spotkaniu wyrównał na 1:1.

Kazimierz F. to były członek zarządu PZPN oraz Odwoławczej Komisji Licencyjnej. Do Sądu Okręgowego we Wrocławiu przyszedł elegancko ubrany i składał obszerne wyjaśnienia. Okazuje się, że cztery razy otrzymał po 5 tysięcy złotych od "Fryzjera". Za dokończony mecz Lech - Pogoń był to przelew na konto - z zaznaczeniem "wpłata własna"!

Jak powiada Pismo Święte większa jest radość w niebie z jednego nawróconego grzesznika niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych... Jakoś nie widzę w środowisku sędziów, obserwatorów i działaczy chęci nawrócenia. Ciągle słyszę: "Dlaczego to wszystko tak długo trwa?". Z drugiej strony: "Przecież jest domniemanie niewinności". Za chwilę kpiące: "Co to będą za wyroki...".

Michał Listkiewicz, były prezes PZPN w latach 1999-2008, też zeznawał w tym tygodniu we Wrocławiu - zarówno w sądzie, jak i w prokuraturze. W sądzie powiedział: "O korupcji wiedziałem z mediów - była sprawa Polaru Wrocław". Jeszcze wspomniał, że "zadzwonił policjant po aresztowaniu Antoniego Fijarczyka, prosząc o zabezpieczenie dokumentów w związku". Listkiewicz miał problem z wymienieniem szefów sędziów w czasie jego dwóch kadencji prezesury PZPN. Ba, na pytanie dlaczego odszedł Tadeusz Diakonowicz, odparł: "Złożył rezygnację". Po ponowieniu pytania, stwierdził: "Zrezygnował, ale nie pamiętam dlaczego". Pytany o Jerzego Gosia, też najpierw mówił: "Z tego co pamiętam, złożył rezygnację". Po chwili dodał: "Z tego co słyszałem, miał problemy z sercem".

Diakonowicz i Goś z racji szefowania Polskiemu Kolegium Sędziów, podobnie jak kolejni Janusz Hańderek, Andrzej Strejlau i Sławomir Stempniewski, to byli najbliżsi współpracownicy Listkiewicza! Można nie wiedzieć, dlaczego odchodzą ze stanowiska?! Jak się okazuje - zeznając pod przysięgą - można... Kiedy sędzia Wiesław Rodziewicz zarządził przerwę w rozprawie, "Fryzjer" wychodzący z sali rozpraw spotkał się z Listkiewiczem twarzą w twarz i z uśmiechem na ustach rzucił: "Bicie piany". Wcześniej był wyraźnie rozbawiony, gdy były szef PZPN zaprzeczał, iż otrzymywał sprzęt AGD Amiki...

Mój przyjaciel, wielki koneser futbolu Jan Grzegorczyk, w książce "Cudze pole" - o przypadkach księdza Grossera - nawiązywał do przerwanego meczu z powodu śmierci Ojca Świętego. Pisał tam o nawróceniu. Teraz życie - przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu - dopisało komentarz do zdarzeń z 2005 roku oraz zatrważającą puentę do tej fascynującej książki...

Dowiedz się więcej na temat: Wrocław | mecz | PZPN | Jan Paweł II | papież

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje