Reklama

Reklama

Claudio Ranieri - architekt największej sensacji w historii Premier League

Podczas przerwy reprezentacyjnej Claudio Ranieri zastąpił na ławce trenerskiej Watfordu Xisco Munoza. Włoch to architekt największej sensacji w historii Premier League - w sezonie 2015/2016 sięgnął z Leicester City po tytuł mistrzowski. Tak wielki sukces nie śnił się nawet największym fanom "Lisów". Debiut 69-latka nastąpi w sobotnim meczu z Liverpoolem.

- Watford to dobry zespół, znam rodzinę Pozzo od dawna. Kiedyś, 20 lat temu, spotkałem ojca pana Gino Pozzo - pana Giampaolo Pozzo. Chciał mnie w Udinese, ale nie udało nam się dojść do porozumienia - powiedział Ranieri przed starciem z "The Reds", które otworzy 8. kolejkę Premier League. - Kiedy pan Gino Pozzo zadzwonił do mnie po porażce z Leeds i zapytał o przyjście do Watfordu, pomyślałem: "Dlaczego nie?" Bardzo się cieszę, że wracam do Premier League, jednej z najlepszych lig na świecie - dodał.

Ranieri stąpa po kruchym lodzie

Włoski szkoleniowiec jeszcze nie zadebiutował na ławce trenerskiej popularnych "Szerszeni", a w zasadzie już stąpa po kruchym lodzie. Odkąd stery w Watfordzie przejęła rodzina Pozzo (czerwiec 2012 roku), zespół z Vicarage Road prowadziło aż 15 trenerów. W przypadku gorszej serii szkoleniowcy tracą pracę. Czy Ranieri wytrzyma dłużej od poprzedników? Na razie spokojnie podchodzi do oczekiwań.

- Myślę, że do utrzymania wystarczy około 40 punktów. Mamy więc jeszcze do zdobycia 33. Nie wiem przeciwko komu je zdobędziemy, ale chcę walczyć. Jak w meczu z Liverpoolem zachowamy czyste konto, to zapłacę za cały obiad! - zadeklarował 69-latek odpowiadając na pytanie dziennikarza, który nawiązał do tego, że kiedyś postawił piłkarzom Leicester pizzę za osiągnięcie celu (pierwsze czyste konto w sezonie - w meczu z Crystal Palace 1:0).

Gra na zero z tyłu byłoby nie lada wyczynem beniaminka. Liverpool to przecież jeden z faworytów do mistrzostwa Anglii, wicelider tabeli, drużyna znacznie mocniejsza od Watfordu. Za gospodarzami przemawiać mogą tylko własne ściany i kibice. Na rozpędzonych podopiecznych Jurgena Kloppa może to jednak być za mało. Do tej pory Ranieri rywalizował z Kloppem trzykrotnie - wygrał raz, poniósł dwie porażki. Solidny bilans ma w starciach przeciwko Liverpoolowi (5-3-6). Dużo gorzej radził sobie m.in. z Arsenalem, Chelsea czy Manchesterem United.

Reklama

Najpierw była Chelsea: 18.09.2000 - 30.06.2004 (1,84 punktu na mecz)

Pierwszym klubem Włocha w Anglii była londyńska Chelsea, którą przejął na początku XXI wieku. Chwilę później rozpoczęła się era Romana Abramowicza (2003 rok) Rosyjski miliarder kupił kilka gwiazd i oczekiwał trofeów tu i teraz. Ranieri zakończył sezon na drugim miejscu w Premier League (za niepokonanym Arsenalem), dotarł do półfinału Ligi Mistrzów, finału Pucharu Anglii. Gablota nie została powiększona o żadne trofeum, za co trener zapłacił głową. Właściciel nie miał sumienia, w końcu wicemistrzostwo kraju było najlepszym wynikiem "The Blues" od 49 lat.

Fani, a także eksperci stali za Ranierim murem. Mówili, że dostał zbyt mało czasu na zbudowanie drużyny. Pomimo wydanych milionów na transfery, ten projekt wciąż wymagał czasu. Być może Abramowicz po prostu za nim nie przepadał, bo nie pasował do jego wizji. Stał się ofiarą zachcianek Rosjanina? Ten długo szukał następcy. Negocjacje z Jose Mourinho nie należały do prostych, jednak Portugalczyk finalnie trafił na Stamford Bridge i wtedy nadał sobie przydomek "The Special One". W końcu dopiero co wywalczył z FC Porto Ligę Mistrzów.

Wielka sensacja z Leicester: 13.07.2015 - 23.02.2017 (1,59 punktu na mecz)

W klubie z największego miasta regionu East Midlands pracował nieco ponad półtora roku. Przez ten czas w swoim pierwszym sezonie napisał piękną historię. Tytuł mistrzowski zdobyty przez Leicester City w 2016 roku to największa sensacja w historii Premier League, a Ranieri jest jej architektem. Po klęsce z reprezentacją Grecji (w eliminacjach do EURO 2016 przegrał nawet z Wyspami Owczymi), przejął "Lisy" z rąk zdymisjowanego Nigela Pearsona, który wykonał cel - utrzymał drużynę w lidze, ale nie było mu po drodze z zarządem.

Kibice byli w szoku, nie popierali tej decyzji. Z tego powodu Ranieriemu na początku nie było łatwo, ale "kupił" fanów świetnymi wynikami. Zespół miał bić się o utrzymanie, a... zdobył tytuł! To nie powinno nigdy się wydarzyć. Leicester jest najlepszym przykładem powiedzenia, że w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych. W pierwszych pięciu kolejkach ekipa z King Power Stadium zdobyła 11 "oczek", lecz traciła bramki. Właśnie wtedy szkoleniowiec obiecał piłkarzom za czyste konto pizzę, po wykonaniu zadania obietnicę oczywiście spełnił. Alkoholu nie było, tłumaczył że pizzę można popijać wodą.

Włoch za tytuł zgarnął bonus w wysokości 1,7 miliona funtów. Właściciele raczej nie przewidywali tego sukcesu, gdyż w kontraktach piłkarzy w ogóle nie było premii za mistrzostwo Anglii. Bonus uwzględniono za miejsca 12-17. Zwycięstwo w Premier League oglądali tylko w telewizji. Po remisie Tottenhamu z Chelsea (2:2) wielka sensacja stała się faktem. Piłkarze Leicester świętowali tytuł w domu Jamiego Vardy'ego. Obok Anglika w sezonie 2015/2016 rozbłysły gwiazdy Riyada Mahreza, N'Golo Kante, z wielkimi klubami łączono Kaspera Schmeichela. W czterech spotkaniach wystąpił Marcin Wasilewski. Polak łącznie zanotował 30 występów w Premier League.

Ranieri tego spotkania nie obejrzał, ponieważ udał się do Włoch na spotkanie z mamą. Przed sezonem 2016/2017 zaskoczył wszystkich, kiedy stwierdził, że celem Leicester jest miejsce w pierwszej dziesiątce. Czy to była gra słowna, wie tylko sam Ranieri, ale mistrzowie Anglii rzeczywiście mieli wielkie problemy. Trener wyleciał z pracy sześć miesięcy po przedłużeniu umowy z klubem, a dziewięć po wywalczeniu tytułu.

Coś się wypaliło - i 23 lutego 2017 roku - po porażce w Lidze Mistrzów z Sevillą (1:2) pożegnał się ze stanowiskiem. Wcześniej został uznany najlepszym trenerem 2016 roku w plebiscycie FIFA. Nagrodę odebrał na gali w Zurychu. Juergen Klopp zwolnienie Włocha porównał wtedy do  Brexitu i wyboru  Donalda Trumpa na prezydenta USA. Niemiec nazwał to "dziwną decyzją". Swoje wsparcie wyraził także Jose Mourinho.

Nieudana przygoda z Fulham: 14.11.2018 - 28.02.2019 (0,71 punktu na mecz)

Zdecydowanie najgorzej wspominana jest przygoda Ranieriego z Fulham. W listopadzie 2018 roku zastąpił zwolnionego Slavisę Jokanovicia. Położenia stołecznego klubu nie poprawił - wygrał raptem 3 z 17 spotkań. Po ponad trzech miesiącach pożegnano się z nim właściwie bez żalu. Nowy menedżer Scott Parker nie był w stanie obronić "The Cottagers" przed degradacją. W następnym sezonie jednak wrócił z zespołem do elity, by znowu spaść. Teraz młody Anglik pracuje w AFC Bournemouth.

Debiuty Ranieriego oznaczają grad bramek

Kibice, którzy planują obejrzeć mecz Watfordu z Liverpoolem, mogą zacierać ręce. Trzy wcześniejsze debiuty Ranieriego w drużynach z Premier League oznaczały grad bramek - tak było w Chelsea, Leicester oraz Fulham.

Debiut w Chelsea - 3:3 z Manchesterem United na Old Trafford (23 września 2000). Bohaterem londyńczyków okazał się Tore André Flo, który dwukrotnie wpakował piłkę do bramki "Czerwonych Diabłów". Autorem trzeciego trafienia był Jimmy Floyd Hasselbaink. Dla gospodarzy strzelali natomiast: Paul Scholes, Teddy Sheringham i David Beckham.

Debiut w Leicester - 4:2 z Sunderlandem na King Power Stadium (8 sierpnia 2015). Wysokim zwycięstwem Włoch przedstawił się tam, gdzie noszono go na rękach. Dwie bramki Riyada Mahreza i gole Jamie'ego Vardy'ego oraz Marca Albrightona wystarczyły do wygranej z "Czarnymi Kotami". Dla pokonanych bramki zdobyli: Jermain Defoe i Steven Fletcher.

Debiut w Fulham - 3:2 z Southampton na Craven Cottage (24 listopada 2018). Niewiele dobrego można powiedzieć o pracy Ranieriego w Fulham, ale debiut akurat poszedł po jego myśli. W protokole meczowym znalazło się dwóch strzelców - Aleksandar Mitrović (dwa trafienia) oraz Andre Schürrle. Świętych jeszcze wtedy prowadził Mark Hughes. Bramki Stuarta Armstronga nie zapewniły im jednak choćby remisu.

Jak będzie tym razem? Nastrój Włocha podczas 70. urodzin jest uzależniony od wyniku sobotniego meczu z Liverpoolem. Święto Ranieriego już 20 października.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy