Chaos w Meksyku, ogień na ulicach. Niepokój ws. mundialu. Szef FIFA przekazuje
Świat obiegły ostatnio dramatyczne obrazki ze stanu Jalisco w Meksyku. Po zabiciu "El Mencho", czyli najbardziej poszukiwanej osoby w tym kraju członkowie Jalisco New Generation Cartel wywoływali incydenty - podpalali pojazdy, atakowali banki i sklepy, blokowali drogi. Wszystko to miesiąc przed barażami interkontynentalnymi zaplanowanymi w Guadalajarze oraz niecałe 4 miesiące przed mistrzostwami świata. Gianni Infantino został wywołany do tablicy. Porozmawiał z dziennikiem "As".

Ostatnie dni w Meksyku były naprawdę burzliwe. Wszystko zaczęło się od operacji meksykańskich służb, w której zabito szefa Cartel Jalisco Nueva Generacion Nemesio Oseguerę Cervantesa, pseudonim "El Mencho". To wywołało ostre reakcje członków kartelu, którzy wyszli na ulice, by paraliżować życie publiczne. W ogniu stały samochody, autobusy, dystrybutory na stacjach benzynowych. Dantejskie sceny miały miejsce kilkunastu stanach, w tym rzecz jasna w Jalisco.
To wszystko na miesiąc przed barażami interkontynentalnymi zaplanowanymi na Estadio Akron w mieście Zapopan w algomeracji Guadalaraja. O dwa miejsca na mistrzostwa świata powalczą Irak, Demokratyczna Republika Konga, Jamajka, Surinam, Boliwia i Nowa Kaledonia. W czerwcu wspomniany obiekt ugości cztery mecze turnieju, co budzi kolejne obawy kibiców.
Wszyscy czekali na reakcję FIFA. Na razie nie przynosi ona nic rewolucyjnego. - Nie martwię się. Uważnie przyglądamy się temu, co dzieje się w Meksyku. Jesteśmy w kontakcie z prezydentem, z władzami i jesteśmy przekonani, że wszystko pójdzie bardzo dobrze: baraże, a potem mistrzostwa świata. To będzie święto - powiedział w rozmowie z dziennikiem "AS" Gianni Infantino.
Nie zabrakło też innych tematów. Szwajcar na ten moment odrzuca kolejne rozszerzenie liczby reprezentacji na czempionacie globu.
W tej chwili koncentrujemy się na MŚ z udziałem 48 drużyn
Po raz kolejny zabrał głos ws. Donalda Trumpa. Stwierdził, że "szybko dostrzegł wagę, znaczenie wydarzenia takiego jak mistrzostwa świata" i "bardzo pomaga". Syna prezydenta USA, Barrona określił jako swojego "sojusznika", bo 19-latek interesuje się futbolem. Podkreślił jednak rzekomą apolityczność FIFA.
- Nie zajmujemy się polityką, a piłką nożną i wspieramy wszystko, co dobrego może ona zdziałać: jednoczenie krajów, świata, pomoc dzieciom, wspieranie pokoju. Oczywiście musimy utrzymywać kontakty i interakcje z liderami tego świata i starać się zrobić coś dla młodzieży - zakończył.












