Reklama

Reklama

Centrum gry zamiast dawania z wątroby. Trenerzy mają dość banału

Czy konferencja prasowa to musi być powtarzalny teatrzyk pełen banałów? Czy w naszych dyskusjach o futbolu może być więcej merytoryki i kto by na tym zyskał? W rozmowie z Interią trenerzy wyznają, że chętnie pomówiliby z nami o czymś innym, niż "dawanie z wątroby".

Po Internecie krąży obrazek z jednej z ostatnich konferencji prasowych Paulo Sousy. Jeden z dziennikarzy pyta selekcjonera, czy wolałby, żeby jego drużyna wygrała w najbliższym meczu 3-0, czy 7-1. Selekcjoner reaguje łapiąc się za głowę.

W mediach społecznościowych - nie tylko zresztą przy okazji tego pytania - rozgorzała dyskusja, czy aby na pewno tak muszą wyglądać piłkarskie konferencje prasowe w Polsce.

Przyznajmy: rozmowy o piłce prowadzone przez trenerów z opinią publiczną, reprezentowaną przez dziennikarzy, przeważnie nie mają wiele wspólnego z dyskusją o grze, którą ci sami trenerzy prowadzą z drużyną czy swoimi sztabami. Właściwie, często nie mają nic wspólnego. Można uznać, że to jak rozmawiać o pogodzie i konstrukcji silnika spalinowego. Dwie zupełnie różne sprawy.

Reklama

W polskich realiach konferencje prasowe to zbyt często dyskusja o tym, której drużynie bardziej się chciało, kto grał "ładnie dla oka", a kto nie dał "z wątroby". Ciekawym doświadczeniem byłoby posłuchanie analizy tego samego meczu wykonanej przez tego samego trenera najpierw na pomeczowej konferencji prasowej, a potem np. na konferencji szkoleniowej organizowanej przez PZPN dla trenerów piłkarskich. Istnieje szansa, że byłoby to jak słuchanie dzwonka na komórkę porównane z odczuciami z opery. Tam banały, tu konkrety. Tam gadanie, że zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, a tu - rozmowa o centrum gry czy kreowaniu przestrzeni, o fazach przejściowych.

Pytanie, czy tak to musi wyglądać? Czy przeciętny kibic, który najczęściej słucha tej pierwszej dyskusji o piłce musi być karmiony banałami? Czy trener musi traktować konferencję prasową jako powtarzalny teatrzyk do odegrania, z którego nic nie wynika? To, jak my - dziennikarze, trenerzy i kibice - rozmawiamy o futbolu w Polsce zbyt często nie nadąża za rozwojem współczesnej piłki, jest archaiczne. Czemu właściwie sami sobie to robimy?

Trener Wisły: dojść "do serca"

- Wiele konferencji przedmeczowych czy pomeczowych przeżyliśmy i prawda jest taka, że czasem nie było się o co wspólnie "zaczepić" - nie ukrywa trener Artur Skowronek, obecnie szkoleniowiec Zagłębia Sosnowiec. - Wy, dziennikarze jesteście źródłem informacji dla kibica. Fani zawsze będą oczekiwać przede wszystkim wyniku, to jest normalne. I tego - kolokwialnie rzecz ujmując - "zapiep...nia". Ale być może dzięki lepszej komunikacji między nami mniej byłoby kontrowersji w temacie decyzji personalnych, zmian, ustawienia taktycznego z myślą o rywalu itp.

 Z tym, że warto się zastanowić, jak się na co dzień komunikujemy o futbolu, zgadzają się też inni szkoleniowcy, np. Adrian Gula z Wisły Kraków czy Goncalo Feio, asystent Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa.

- Zawsze jest możliwość,  by pójść w analizie głębiej, aż do "serca" naszego sposobu gry. Choć my, trenerzy nie chcemy też odsłaniać wszystkich kart, żeby nie ułatwiać taktycznej pracy przeciwnikom. Natomiast na konferencji prasowej to, jakie tematy poruszymy, nie zależy tylko od trenera. To kwestia otrzymanego pytania - podkreśla Gula.

Feio przyznaje, że sam się nad tą kwestią zastanawiał. - Zgadzam się w stu procentach z tym, że u nas za mało jest rozmowy o grze. Nieraz z innymi trenerami poruszałem ten temat. Czy szkoleniowiec, który trochę więcej opowiadałby o specyfice gry, technikaliach zostałby odebrany tak, jakby się wymądrzał?

Adrian Gula: wiele zależy od pytań

Jeśli wierzyć głosom trenerów, oni sami chętnie potraktowaliby dziennikarzy i kibiców bardziej po partnersku, sami mają dość wysłuchiwania tych samych pytań co tydzień.

- Ważne jest, żebyśmy rozmawiali o szczegółach naszej pracy, by kibice też mogli to zrozumieć. Żeby mogli zobaczyć, że tyle było w meczu takich podań, takich strzałów, to funkcjonowało, a to nie. A nie sprowadzać wszystko do tego, że było 1-0, więc było super, albo 0-1 więc wszystko źle - tłumaczy Gula. - Ważne jest też, jakie dostajemy pytanie. Jeśli dostajemy pytania w stylu: macie najmniej punktów w ostatnich meczach itd., to czego oczekuje w ramach odpowiedzi dany dziennikarz? To jest wzajemna zależność - kwituje Słowak.

Feio jest przekonany, że taka zmiana narracji to byłaby korzyść dla wszystkich stron. - Trenerzy, dziennikarze, piłkarze - wszyscy, jak się wypowiadają, powinni dołożyć swoją cegiełkę do tej dyskusji o piłce w naszym środowisku. Tak, aby nie upraszczać, nie spłaszczać rzeczy, która jest kompleksowa. Uważam, że wielu kibiców by się z tego cieszyło.

Skowronek: Nie można zasypać informacją

Tylko czy na pewno? Czy przeciętny kibic rzeczywiście łaknie więcej wiedzy o futbolu? Czy jednak nie jest mu to do szczęścia potrzebne? - Słyszałem taki argument przy okazji pojawiania się swego czasu w studio przedmeczowym. Próbowałem tam po prostu być sobą. Oczywiście, nie zagłębiałem się w aż takie konkrety, jak gdybym rozmawiał z drużyną, ale starałem się dołożyć pewne elementy taktyczne. I też usłyszałem: czy ludzie tego na pewno chcą? Czy zwykły kibic siedzący przed telewizorem tego chce? - wspomina Feio.

- To kwestia dawki, opakowania tego wszystkiego. Tak, jak piłkarze w dzisiejszych czasach są coraz bardziej świadomi, tak i dziennikarze, i kibice - uważa Artur Skowronek. - Ci, którzy chcą się zagłębić w pomysł na grę i filozofię ich drużyny, będą tego konkretu potrzebować. Ale z tym jest tak, jak z naszą robotą z piłkarzami: nie można zawodników zasypać informacjami zanadto, musi być pewna selekcja.

Zdaniem Feio, są w Polsce dziennikarze głównego nurtu, którzy próbują iść taką drogą: - Przykładem jest Michał Trela, który poszedł w takim właśnie kierunku - głębszych piłkarskich analiz. I to jest super.

Oczywiście są też czasopisma branżowe, jak "Asystent Trenera", w których sami szkoleniowcy publikują fachowe analizy. Ale w głównym nurcie medialnym już tak różowo nie jest. 

Gula: Na Słowacji jest to samo

Gula przyznaje, że gdy pracował w słowackiej Żilinie, sam starał się angażować kibiców i opinię publiczną w zrozumienie jego filozofii gry. Zależało mu na tym, by ludzie wiedzieli, co jego zespół robi na boisku i po co. Wspomina, że zdarzało mu się wywieszać w klubie na ścianie szczegółowe podsumowania statystyczne po meczach, by zobrazować to na konkretnych danych.

- Cała Ekstraklasa ma możliwość pracy na takich danych, na statystykach - podkreśla Gula, dając do zrozumienia, że dotyczy to również dziennikarzy. - Tymczasem mało jest pytań np. dotyczących szybkości podań, szybkości prowadzenia gry, o to, ile dośrodkowań w pole karne zanotowano w danej strefie - nie ukrywa. - Na Słowacji też było podobnie. Dyskusja obracała się wokół pytań: dlaczego zwycięstwo, dlaczego brak zwycięstwa. Mało jest takich analiz taktycznych sięgających głęboko "do serca", do sedna sprawy.

Wtóruje mu Skowronek. - Piłkarze, kibice, dziennikarze lubią twarde fakty.  To buduje zrozumienie filozofii obranej przez dany sztab i klub.  Jeżeli coś jest potwierdzone konkretami, informacją po danej kolejce, jak wyglądał zespół w pressingu, w kluczowych podaniach, w budowaniu gry itd., to te twarde dane mogą być argumentami w merytorycznej dyskusji - stwierdza.

Trener Zagłębia zbija też argument, że trenerzy nie mogą się za bardzo otworzyć przed opinią publiczną, bo jeszcze rywale przejrzeliby ich pomysł na grę. - Trenerzy nigdy nie będą na tacy podawać w całości swoich pomysłów na grę, ale jesteśmy w dobie takiego rozwoju analizy, pracy z analitykami, dostępu do materiałów w rodzaju InStat itd., że całą strukturę pracy zespołu po prostu widać - wskazuje. - I uważam, że da się w to zagłębić nie sprzedając sekretów przeciwnikowi.

Paulo Sousa mówi o grze

Feio ocenia, że nie brak trenerów, którzy próbują mówić o grze konkretami. - Uważam, że pod tym kątem niezłym przykładem jest selekcjoner Paulo Sousa. Co by nie mówić, on na spotkaniach z dziennikarzami opowiada o grze. Tłumaczy dokładnie, dlaczego dokonał takich, a nie innych wyborów personalnych, co chcieliśmy robić na boisku. I to jest ten kierunek. Myślę, że to jest dobrze odbierane.

Skowronek podkreśla: - Myślę, że my jako trenerzy jesteśmy coraz bardziej świadomi i otwarci na taką współpracę z dziennikarzami. Wręcz uważam, że większość trenerów tego oczekuje - więcej merytoryki i naprowadzenia w dyskusji na takie wątki.

Trenerzy, zwłaszcza młodszego pokolenia, coraz lepiej zdają sobie sprawę jak arcyważna w dzisiejszym świecie jest komunikacja. To, że będą potrafili "sprzedać" opinii publicznej swój pomysł na grę może być momentami niemal równie istotne, jak same wyniki. Pokazał to ostatni przykład Petera Hyballi w Wiśle, który najpierw zaczarował opinię publiczną komunikacyjnym strzałem w dziesiątkę, jakim była osławiona strategia "Gegenpressingu".

Hyballa i jego chwyt

Przypadek sztandarowego hasła Hyballi, z którym wkroczył na salony Ekstraklasy, pokazał, że kibice łakną tego typu nowych pomysłów w komunikacji z nimi. Nawet, jeśli po części był to pewien chwyt marketingowy, to ułatwiał trenerowi komunikowanie swojego pomysłu na grę drużyny Wisły Kraków w owym czasie. Hyballa udowodnił też, że warto podrzucać w tym dialogu z opinią publiczną coś nowego i atrakcyjnego.

- To było bardzo chwytliwe marketingowo, a jednocześnie było to po prostu oparte o niemieckie pojęcie "Gegenpressing", bo tak naprawdę na naszym polskim podwórku taka forma kontrpressingu od dawna działała - wskazuje Skowronek. - Natomiast trzeba oddać trenerowi Hyballi, że ta intensywność była rzeczywiście bardzo widoczna w początkowej fazie jego pracy. Wszyscy oczekiwali utrzymania tej intensywności, ale nie ma szans, żeby zawsze 90 minut naciskać wysokim pressingiem.

Piotr Stokowiec i Sin duda

Do Gegenpressingu Hyballi nawiązał też niedawno Piotr Stokowiec na konferencji dla trenerów w Krakowie. Postanowił wówczas podzielić się z opinią publiczną swoją strategią komunikacji z drużyną, którą wprowadził w życie w pewnym okresie pracy z Lechią Gdańsk. Określił ją w skrócie mianem "Sin duda" - bez wątpliwości. Bo właśnie tak - bez zawahania - mieli grać gdańszczanie. Opowiadał, jak przez kilka tygodni ta strategia zdawała egzamin w komunikacji z zespołem, co przekładało się potem na wyniki. Przyznał, że nie wiązało się to z żadną specjalną zmianą taktyczną, chodziło głównie o komunikację. Wspominał też, że stała się ona w praktyce pewną odpowiedzią "marketingową"  na strategię nagłośnioną przez Hyballę, czyli Gegenpressing.

Stokowiec "sprzedał" ten pomysł z "Sin duda" szerszej publiczności, bo podkreślał, że czasem warto, by trenerzy  wyszli z komunikacją na zewnątrz, wytłumaczyli, co tak naprawdę się w drużynie dzieje.

Wyrazem tego, że trenerzy stawiają na komunikację jest ich coraz częstsza obecność w mediach społecznościowych. Trener, który zakłada profil na Twitterze czy Instagramie nie jest już rzadkością.
 - Każdy szkoleniowiec ma trochę inne strategie budowania swojego wizerunku. Niektórzy trenerzy używają do tej komunikacji platform i portali społecznościowych - stwierdza Feio. To pewnie tylko kwestia czasu, kiedy część z nich zacznie po meczach komunikować się z kibicami bezpośrednio uzasadniając im swoje taktyczne wybory.

Feio: Zrobi się ciekawiej

Każdy z trenerów, z którymi rozmawiamy, podkreśla, że bazowanie w dyskusji tylko na tym, czy dany zespół wygrał 2-0, czy przegrał 0-2, ostatecznie prowadzi na manowce.

- Bo później często sam suchy wynik determinuje ocenę pracy zespołu. A może głębsza analiza i poszukanie wiedzy w danym temacie ze strony dziennikarzy pozwoliłoby lepiej zrozumieć dane mecze, grę zespołu.  Do tego chyba powinno to zmierzać - uważa Skowronek.

Zdaniem Guli, wprowadzanie do dyskusji o piłce większej dozy merytoryki ma wartość edukacyjną. - Ma to wartość szkoleniową dla ludzi interesujących się piłką nożną, również młodych. To tworzy też opinię o futbolu i obraz piłki nożnej w przestrzeni publicznej - tłumaczy. - Jeżeli zawsze będziemy rozmawiać tylko o wyniku, to potem nawet ci najmłodsi, dzieciaki grające w piłkę też będą zainteresowane tylko wynikiem. A potem zapomina się o takich sprawach, jak radość z gry.

Zgadza się z nim Feio. Uważa, że sposób, w jaki w danym kraju trenerzy rozmawiają z opinią publiczną o grze, buduje kulturę piłkarską. - To na dłuższą metę będzie powodowało, że dzieci czy młodzież grające w piłkę będą patrzeć na futbol nieco inaczej. Bo ich rodzice będą takiej formy dyskusji o piłce słuchać i inne potem będą też rozmowy w domach o piłce. Zrobi się ciekawiej - wskazuje.

Jego zdaniem, otwarcie się trenerów na opinię publiczną to nawet przejaw ich odpowiedzialności za rozwój piłki w kraju. Jeśli zamiast traktować kontakt z mediami jak zło konieczne, próbują wyjść do ludzi ze swoją wiedzą, korzystamy na tym wszyscy.

- Im wyżej się jest w hierarchii trenerów - mówię tu o pierwszych szkoleniowcach pracujących w Ekstraklasie,  czy o trenerze reprezentacji Polski - tym większą się ma odpowiedzialność za piłkarskie środowisko. W życiu też tak jest - im wyższa jest twoja pozycja, tym większa odpowiedzialność. Dlatego to jest super sprawa, by swój autorytet trenerski wykorzystywać do tego, by dołożyć swoją cegiełkę do edukowania. Tym bardziej, że jesteśmy w kraju, który jakoś bardzo nie słynie z edukacji piłkarzy czy trenerów - stwierdza.

Trener w Portugalii się otwiera

Swoją drogą, czy są kraje, gdzie ta codzienna dyskusja o futbolu jest bardziej pogłębiona? Czy na jednej szerokości geograficznej będziemy mieć więcej banalnych pytań na konferencjach, a na innej szerokości - mniej? Panuje stereotyp, że kultura dyskusji o futbolu jest inna we Włoszech czy Portugalii.

Zapytaliśmy Feio, jak on to postrzega. Potwierdza, że na konferencjach prasowych w Portugalii po prostu częściej mówi się o grze.  - Muszę też przyznać, że więcej jest merytorycznego przygotowania dotyczącego spraw taktycznych u dziennikarzy.  Trenerzy w Portugalii bardziej się otwierają. Ale też otrzymują bardziej konkretne pytania - nie ukrywa. -  Trenerzy tutaj może za mało o tych konkretach rozmawiają, ale też dziennikarze nie pytają o takie rzeczy. Może z obu stron moglibyśmy oczekiwać większego poziomu merytoryki.

Bo z jednej strony zabawnie jest słuchać na konferencjach, jak trener dla żartów odbierze telefon od żony dziennikarza, powie o rzuconej na głowę cegle, hot-dogach na stacji benzynowej czy o roślinkach doniczkowych. Ale czasem wypadałoby jednak pogadać o grze. W piłkę nożną.

Justyna Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama