Były reprezentant uderza w Lecha: "Od przypadku do przypadku"
Lech Poznań, grając na miarę swoich możliwości, mógłby wykorzystywać kolejne wpadki konkurentów w Ekstraklasie i to, że Legia Warszawa oraz Raków Częstochowa muszą łączyć ligę z pucharami. Ale nie wykorzystuje, sam znów zaliczył kompromitującą końcówkę meczu, co powoli zaczyna powodować, że kibice pytają o sens dalszej pracy Johna van den Broma. Swoje zdanie wygłosił też były reprezentant Polski Kamil Kosowski. I nie jest ono dla "Kolejorza" zbyt przyjemne.

Lech Poznań zaliczka wpadkę za wpadką - ma rekordowy budżet płacowy, ściągnął latem kolejnych zawodników, którzy mieli wzmocnić jego kadrę. Za reprezentanta Iranu Aliego Gholizadeha wydał 1,8 mln euro, sporo kosztowały kontrakty Dino Hoticia, Eliasa Anderssona czy Mihy Blažicia. I choć Lech wciąż jest w czubie Ekstraklasy, wciąż liczy się w walce o mistrzostwo Polki, to nie sposób nie zauważyć, że marnuje swoje szanse.
Tak jak zmarnował możliwość gry w fazie grupowej Ligi Konferencji, ponosząc wstydliwą porażkę 1:3 w Trnawie, tak doznając piłkarskiego upokorzenia w Szczecinie (0:5), tracąc trzy bramki z Jagiellonią, przy prowadzeniu 3:0. Czy w niedzielę, gdy po doprowadzeniu do wyrównania w końcówce meczu, pozwolił Widzewowi Łódź zadać dwa ciosy w doliczonym czasie. I przegrał na swoim stadionie 1:3.
"Z Lechem gra się wtedy łatwo i przyjemnie". Kamil Kosowski ostro o defensywie Lecha
Wszystkie te mecze mają podobną cechę wspólną - Lech popełniał karygodne błędy w defensywie. Widzew zdobył w Poznaniu trzy bramki, ale zmarnował jeszcze rzut karny, strzał z metra i co najmniej dwie świetnie zapowiadające się kontry. Było to efektem przewagi szybkościowej łodzian w wyjściu z akcją po przejęciu piłki, ale też słabej asekuracji w Lechu.
Zwrócił na to uwagę ekspert Canal+ Kamil Kosowski, w programie Liga+ Extra. - Wszyscy wiemy, że Lech gra fajnie do przodu, że może być tam pełna improwizacja. Jeśli jednak ma to miejsce w defensywie, brakuje dyscypliny, to takie właśnie mecze mu się przytrafiają. Z Lechem gra się wtedy łatwo i przyjemnie - podkreślał były reprezentant Polski.

Widzew mógł skończyć mecz w pierwszej połowie. Długa lista pomyłek obrony Lecha
Kosowski analizował w programie kolejne sytuacje bramkowe Widzewa i podkreślał złe zachowanie obrońców i pomocników poznańskiej drużyny. Przy rzucie karnym zawiódł Andersson, który dał się ograć, ale i Antonio Milić, nie wspomagający kolegi. Przy pierwszej bramce Widzewa błąd popełnił Kristoffer Velde, nie zdążył wrócić za rywalami Jesper Karlström, a gdy wrócił, nie doskoczył. Później w pojedynku z Antonim Klimkiem pasywny był Joel Pereira. - Karlström się źle zbierał, Widzew miał w pierwszej połowie z cztery, pięć sytuacji. Mógł skończyć mecz przy lepszym wykończeniu - mówił Kosowski o grze defensywnej poznańskiej drużyny.

Podobnie zresztą wskazał na błąd Lecha przy golu na 2:1 dla Widzewa - Pereira stał za daleko od Milicia i nie był w stanie zaasekurować kolegi, gdy za piłką ruszył Klimek. - Obrońcy muszą przewidywać, co się stanie, jeśli sytuacja zostanie przegrana. Powiem to jeszcze raz: można mieć wolność w ataku, ale zasady w defensywie też muszą być.
W Lechu jest od przypadku do przypadku. Jeśli zagrają akurat dobry mecz i pierwsi strzelą, to dobrze im idzie. A jak trzeba od początku zachować zimną krew, to przydarzają im się głupie błędy
Lech przegrał w niedzielę z Widzewem 1:3, ale utrzyma po 16. kolejce trzecie miejsce w tabeli Ekstraklasy. Widzew awansował na ósme miejsce.












![Ekstraklasa: Radomiak - Legia. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MGRL3Q6LHMQU3-C401.webp)