W ostatnich miesiącach, które Goncalo Feio spędził w Legii Warszawa, wydawało się, że jego praca może zostać wynagrodzona pozostaniem w klubie. "Wojskowi" pod wodzą Portugalczyka spisali się bowiem bardzo dobrze w rozgrywkach Ligi Konferencji Europy, gdzie postawili się przyszłym zwycięzcom rozgrywek, a więc londyńskiej Chelsea. Dodatkowo Legia sięgnęła po Puchar Polski.
Bunt w Barcelonie, Ter Stegen i Szczęsny w centrum wydarzeń. Bulwersujące kulisy
Wówczas wiele wskazywało na to, że Portugalczyk jeszcze trochę czasu w zespole ze stolicy popracuje. Ostatecznie jednak nie udało się znaleźć porozumienia na wielu płaszczyznach i Feio odszedł z Legii. Na bezrobociu nie pozostał jednak długo. 20 czerwca oficjalnie został ogłoszony trenerem francuskiej Dunkierki.
Francuzi prezentują kulisy odejścia Feio. Było bardzo gorąco
We Francji nie spędził jednak dużo czasu. Po mniej niż miesiącu klub z północy kraju w swoich mediach społecznościowych poinformował o sensacyjnym rozstaniu z portugalskim szkoleniowcem. - Mam własne standardy oraz etykę pracy. To, co zostało mi powiedziane, to, czego się spodziewałem, a to, co faktycznie zastałem w klubie, to były dwie różne rzeczy. Dlatego poprosiłem o rozwiązanie umowy. Jestem w dobrych stosunkach z klubem i dyrektorem sportowym. Po prostu mamy różne wymagania i wolałem to skończyć w tym momencie - opowiedział w rozmowie z Polsat Sport.
Swoją wersję przedstawili także Francuzi, a ta jest zdecydowanie bardziej bolesna dla Portugalczyka. - Nie ma czego żałować. Byliśmy przekonani, że Goncalo ma potencjał, by jeszcze bardziej rozwinąć drużynę, lepiej zorganizować naszą organizację, rozwijać młodych zawodników i dzięki ambitnemu planowi gry dać radość naszym kibicom i zawodnikom. Dokładnie przestudiowaliśmy osobowość Goncalo. Chciałem w niego wierzyć, ale czas pokazał, że się myliłem. Nie chcę jednak potępiać człowieka. Każdy ma swoje traumy - powiedział dla "L'Equipe" Demba Ba.
Pojawiają się też zdecydowanie mocniejsze kulisy, ale już nie ze strony jednego z prezesów Dunkierki. "Krytyka była regularna. Dotyczyła poziomu gry i boiskowych zachowań. Obelgi były wypowiadane po angielsku" - czytamy. Pojawiają się także relacje anonimowych rozmówców.
"Krytyka padała ostro - o poziom, niecelne podania, niedokładności. Obelgi - nie były rzadkością. Feio, profesjonalista, pojawiał się na boisku już o piątej czy szóstej rano, nie przejmując się uprzejmościami. Obietnice pokory szybko poszły w zapomnienie. Błyskawicznie zapadła atmosfera ciężkiego nacisku. Treningi odbywały się w strachu" - opowiadał jeden ze świadków. Nawet członek sztabu, który odebrał telefon podczas zajęć, został przez Feio upomniany. Radosne okrzyki typu "To jest futbol!" pojawiały się sporadycznie - Feio częściej mówił:"Wygląda to jak amatorska drużyna!" - dowiadujemy się w kolejnej części" - czytamy.
Po Feio pracę w klubie wziął na siebie Benjamin Rytlewski, co według relacji francuskich mediów sprawiło, że zawodnicy w końcu mogli się wyluzować. "Widać było ulgę na twarzach graczy" - kwitują dziennikarze, którzy opisali wszystkie ciemne strony krótkiego okresu spędzonego przez Feio w Dunkierce.








![Włosi bez straty seta ze Szwecją na start siatkarskich ME [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000NA4QB9E95W5XD-C401.webp)



