Reklama

Reklama

Brazylijczycy w Orange Ekstraklasie

Brazylijczyk Ronaldinho zdobył niedawno prestiżową nagrodę "Złotą Piłkę". Zawodnik Barcelony zachwyca wszystkich bajeczną techniką, niekonwencjonalnymi zagraniami i wspaniałymi golami.

W Orange Ekstraklasie również występuje kilku piłkarzy rodem z "Kraju Kawy", którzy podczas każdej kolejki swą grą ubarwiają mecze naszej ligi. Dwóch z nich stanowi o sile kieleckiego beniaminka - Hermes i Hernani. "Tylko Piłka" przyjrzała się tym zawodnikom nieco bliżej.

Reklama

******

Piątkowe przedpołudnie, temperatura poniżej zera, jest pochmurno, a z nieba leniwie sypie śnieg. W takiej aurze piłkarze Kolportera rozpoczynają jedne z ostatnich zajęć przed szlagierowym meczem z Cracovią. Nagle u drzwi klubowego budynku słychać łamaną polszczyznę z domieszką portugalskiego akcentu - Ale zimno! - krzywi się Hernani Jose da Rosa. Chwilę potem z szatni wychodzi drugi z Brazylijczyków - Heremes, jemu mróz i zima nie są już straszne, bo przez cztery lata pobytu w naszym kraju zdążył przywyknąć do pogody, jaka tutaj panuje. Poklepuje kolegę po plecach i dodaje otuchy - treningi na śniegu to w Polsce rzecz normalna. Rozpoczynają się zajęcia. W jednej chwili Brazylijczycy zapominają o niesprzyjającej aurze i rozpoczynają piłkarską sambę. Każde dotknięcie przez nich piłki jest niby takie same, ale inne. Oni robią to z niespotykaną u nas gracją i miękkością. Nawet na tak śliskiej nawierzchni kolejne długie podanie słane przez Hermesa dosięga adresata. Hernani jak żaden inny obrońca drużyny Ryszarda Wieczorka przy odbiorze piłki emanuje spokojem. Głową, klatką, nogą - piłka na centymetr nie ma prawa odskoczyć. - Oni są niesamowici! - zachwyca się jeden z kibiców przyglądający się treningowi Korony.

Przystanek: Kielce

Gdy Hermes i Hernani idą koło siebie wyglądają co najmniej zabawnie. Popularny "Hermi" mierzy zaledwie 167 centymetrów wzrostu, natomiast "Herni" dokładnie 190. Jednak wzrost to jedna z niewielu rzeczy, która ich dzieli. No, może jeszcze po za wiekiem, bo Hermes we wrześniu skończył 31 lat, a Hernani w lutym będzie świętował swoje 22 urodziny. Hermes Neves Soares zanim przybył do Polski zaliczył 7 klubów w Brazylii. Był wielokrotnym reprezentantem młodzieżowym "canarinhos", zdobył nawet w 1993 roku mistrzostwo świata U-20. Nad Wisłę sprowadził go Dariusz Wdowczyk, gdy obejmował Widzew Łódź. Do Kolportera trafił zimą 2003 roku. "Hermi" pomógł awansować Koronie do drugiej i pierwszej ligi. Teraz myśli o zakwalifikowaniu się z kielczanami do europejskich pucharów - Marzę o udziale z Kolporterem na międzynarodowej arenie - mówi. Hernani z kolei przygodę z futbolem rozpoczynał w Gremio Porto Alegre. Do Polski trafił za sprawą Marka Koźmińskiego. W Górniku Zabrze zadebiutował w ekstraklasie, ale to dopiero przeprowadzka latem tego roku do Kielc sprawiła, że kibice zaczęli dostrzegać jego grę. - Transfer do Korony bardzo mi pomógł. Teraz jestem dużo lepszym piłkarzem - mówi. Obaj należą do najlepszych zawodników na swych pozycjach w Orange Ekstraklasie. Gdy Hernani jest na środku obrony, Ryszard Wieczorek wie, że nic złego nie grozi jego drużynie. Natomiast dryblującego Hermesa mało kto jest w stanie powstrzymać.

Niezastąpieni Brazylijczycy

Miniona runda była w wykonaniu obu Brazylijczyków, podobnie jak całego zespołu Kolportera, znakomita. Hermes był jedynym piłkarzem Korony, który wszystkie 17 meczów w Orange Ekstraklasie zaczynał w wyjściowej jedenastce. "Hermi" jest pod tym wzglądem lepszy nawet od samego Piechny, bowiem popularnemu "Kiełbasie" raz zdarzyło się wchodzić z ławki rezerwowych. Środkowy pomocnik Kolportera ma również na swoim koncie jedno trafnie. Hermes w 13. kolejce pięknym uderzeniem z rzutu wolnego pomógł Koronie wywalczyć punkt z Górnikiem Łęczna. - Bardzo cieszę się, że w końcu udało mi się przełamać i strzelić gola w ekstraklasie - mówił po tamtym spotkaniu.

Hernani był wśród kilku piłkarzy sprowadzonych przez Kolportera w letnim oknie transferowym. Mimo pozyskania bardziej znanych nazwisk, jak chociażby Aleksander Kwiek z Wisły Kraków, to właśnie Brazylijczyk, jako pierwszy zyskał przychylność trenera Wieczorka i od razu zadomowił się w pierwszym składzie. "Żółto-czerwoni" meczów z początku rundy na pewno nie mogli zaliczyć do udanych, jednak "Hermi" był akurat tym zawodnikiem, który w każdym meczu prezentował się najlepiej. I zapewne również on, podobnie jak Hermes, zawsze wychodziłby w wyjściowej jedenastce, ale czerwona karta i kontuzja sprawiły, że Hernani opuścił w barwach Kolportera trzy mecze. Trener Wieczorek stanął wówczas przed dylematem, kto ma go zastąpić na środku obrony? Ostatecznie kielecki szkoleniowiec postawił na... Hermesa i ten okazał się godnym zmiennikiem swojego rodaka.

Różni idole

Zapytani z czego są dumni, zgodnie odpowiadają - Z tego, że jesteśmy Brazylijczykami, mieszkańcami kraju pięciokrotnych mistrzów świata. Dla nich ojczyzna to nie tylko miejsce, w którym się urodzili i wychowali. To coś więcej. Kraj, do którego zawsze chętnie wracają, o którym stale myślą. - Uwielbiam brazylijskie plaże. Kocham Brazylię - mówi Hermes. Ciekawi zatem, jak im narodowym patriotom, żyje się w Polsce, gdzie zima trwa sześć miesięcy i nikt nie ma ochoty tańczyć samby na ulicy. - U was czuję się znakomicie! A jakby mogło być inaczej? - retorycznie pyta "Hermi". Hermes mieszka w Kielcach ze swoją żoną Geizą i 9-letnim synem Alvaro. Rodzina jest dla niego najważniejsza, stara się spędzać z nią każdą wolną chwilę. Uwielbia grać z synem w piłkę nożną na... play-station oraz oglądać filmy sensacyjne. Ceni siebie za prawdomówność, a nie znosi, kiedy zagra słaby mecz. Hernani jest, jak mówi, "zajętym kawalerem" (ma dziewczynę Anię) i miłośnikiem wschodnich sztuk walki. - Kiedyś w Brazylii pół zawodowo uprawiałem boks tajski - powiedział. Podziwia papieża Jana Pawła II oraz niechętnie rozmawia o pieniądzach. - To chyba słaby temat do rozmów - mówi z przekąsem.

Obaj są bardzo dobrymi kolegami, fantastycznie dogadują się na boisku i po za nim. Po zakończeniu kariery marzą o wybudowaniu piłkarskiego ośrodka dla młodzieży. Jednak ich zdania różnią się, gdy wskazują swoich futbolowych idoli. - Jest ich trzech: Maradona, Romario i oczywiście Ronaldinho - mówi Hermes. - Na pierwszym miejscu Roque Junior z Bayeru Leverkusen - odpowiada Hernani. Brazylijczycy zyskali w Kielcach ogromną popularność. Na każdym kroku spotykają się z wyrazami sympatii i wdzięczności za swoją grę. Kibice "żółto-czerownych" nie wyobrażają sobie dziś Korony bez "Hermiego" i "Herniego". W stolicy Gór Świętokrzyskich zastanawiają się nawet nad nadaniem Hermesowi honorowego obywatelstwa Kielc. - Tyle dobrego zrobił dla naszego klubu, więc czemu nie? - mówią fani Kolportera. - Wątpię, czy zasługuję na takie wyróżnienie - skromnie odpowiada.

Słabi?

Często można spotkać się z opinią, że obcokrajowcy występujący w polskiej lidze są dużo gorsi od Polaków. Zabierają miejsce zdolnej młodzieży, a grają tylko dlatego, bo nie trzeba im płacić gigantycznych kontraktów. W wielu przypadkach te słowa się sprawdziły, gdy przypomnimy sobie rzesze zawodników z Afryki, czy Ameryki Południowej, które zasilały swego czasu Widzew Łódź, Górnika Zabrze, czy Pogoń Szczecin. Jednak nie należy zapominać o takich zawodnikach, jak właśnie Hermes i Hernani. Ktoś powie: wyjątek potwierdzający regułę. Być może. Ale oby jak najwięcej takich wyjątków, bo przez to nasza liga jest dużo bardziej kolorowa, a oglądanie Hermesa, który jak tyczki mija kolejnych rywali, chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Maciej Sierpień, Tylko Piłka.

Dowiedz się więcej na temat: zawodnik | piłka | ronaldinho | brazylijczyk | korony | Hermes | Orange

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje