Boniek w centrum zamieszania. Został wykreślony. Pisali do prezydenta klubu
Zbigniew Boniek za swoją owocną karierę szanowany jest nie tylko w Polsce. Legendarny piłkarz mnóstwo pięknych lat spędził także we Włoszech, grając chociażby dla Juventusu Turyn. W nagrodę Bydgoszczanin swego czasu otrzymał wyjątkową gwiazdę na stadionie "Starej Damy". Sielanka nie potrwała jednak długo. Seria szczerych komentarzy popularnego "Zibiego" dotyczących znanej drużyny zirytowała w pewnym momencie kibiców, którzy pisali do prezydenta klubu. Ten wreszcie zareagował, podejmując bolesną dla 70-latka decyzję. "Kiedyś zrozumie, że popełnił duży błąd" - wypalił potem nasz rodak.

Od ponad czterdziestu lat jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii mieszka nie w ojczyźnie, a na Półwyspie Apenińskim. Co prawda na szerokie wody Zbigniew Boniek wypłynął w Widzewie Łódź, ale to we Włoszech usłyszał o nim świat. Popularny "Zibi" szalał zwłaszcza grając dla Juventusu. "Stara Dama" z Polakiem w składzie wygrała między innymi mistrzostwo kraju czy odpowiednik dzisiejszej Champions League, czyli Puchar Europy Mistrzów Klubowych. Nic więc dziwnego, że w Turynie do dzisiaj fani doskonale kojarzą nazwisko 70-latka.
W przeszłości nie brakowało jednak nieprzyjemnych scen. Zgrzyt nastąpił między innymi w 2010 roku. A poszło o coś wyjątkowego, czyli specjalną gwiazdę Zbigniewa Bońka, którą ten otrzymał za swoje zasługi. Znajdowała się ona na terenie obiektu Juventusu. Wydawało się, iż decyzja działaczy jest nieodwracalna, aż wreszcie do akcji wkroczyli zirytowani kibice. Ci wściekli się na komentarze wygłaszane przez naszego rodaka w mediach. "Zibi" często nie gryzł się w język, mówiąc całą prawdę, co nie podobało się sympatykom drużyny.
Gwiazda Zbigniewa Bońka zniknęła ze stadionu Juventusu. Polak był wściekły
"Prosimy prezydenta Andreę Agnellego o usunięcie gwiazdki przypisanej Bońkowi, piłkarzowi o niekwestionowanej wartości, ale człowiekowi małej wdzięczności, który nigdy nie przegapi okazji, by dołączyć do chóru tych, którzy zniesławiają nasz ukochany Juventus" - pisało stowarzyszenie Italia Bianconera w liście do ówczesnego prezydenta klubu. Słowa wspomnianych osób cytował portal "juvepoland.com". Kibice "Starej Damy" ostatecznie dopięli swego. Działacz spełnił ich żądanie. Rzecz jasna nie spodobało się to Zbigniewowi Bońkowi.
"Nie rozumiem, co oznacza 'brak wdzięczności'. Juve ze mną w składzie wygrało wiele. A w czterech rozegranych finałach drużyna zdobyła pięć goli, z czego trzy były moje" - ogłaszał na gorąco. "Byłem też jedynym piłkarzem, który nie zarobił ani grosza po finale w Brukseli. Postanowiłem przekazać nagrodę pieniężną rodzinom ofiar z Heysel. W najciemniejszym okresie w historii Juve wyraziłem jasny sprzeciw wobec pewnych kwestii" - dodawał. Nie zabrakło też gorzkich słów skierowanych do prezydenta klubu. "Kiedyś Agnelli zrozumie, że popełnił duży błąd" - mówił dla Il Messaggero.
Po latach o zamieszaniu już zapomniano. Kto wie czy w przyszłości Juventus znów nie uhonoruje zawodnika. W świecie piłki nożnej możliwe jest dosłownie wszystko, o czym wielokrotnie przekonywaliśmy się w przeszłości.












