Reklama

Reklama

Boniek: Po następnej porażce lawina zmiecie PZPN

Zadzwonił wpływowy znajomy: "Cześć Zbyszek, czytam cię często i widzę, że narzekasz na cały polski futbol i na PZPN. Mówisz, że się cofamy? To może dasz mi jakiś konkretny przykład".

Odpowiedziałem: "Ile tylko chcesz". To pierwszy z brzegu - proszę: Sędziowie z I i II ligi są opłacani przez kluby, które organizują mecze, toż to przecież powrót do korupcji. Idea kolegi Rudolfa Bugdoła została wytłumaczona prosto: - Nam, czyli PZPN-owi, kluby zalegały, więc my nie będziemy płacić sędziom, niech to robią kluby bezpośrednio.

I tak po meczu sędzia idzie do sekretariatu i prosi o kopertę. A jeżeli ktoś włoży do niej więcej, niż trzeba? Zawsze mógł to zrobić przez pomyłkę!

Reklama

Sędziego, nawet uczciwego, stawia się w ten sposób w sytuacji tragicznej. Już widzę, jak sędzia dyktuje rzut karny w 90. minucie przeciwko drużynie gospodarzy, a potem z pochyloną głową prosi panią Krysię, Bożenę, czy Anię o wypłacenie mu diety za mecz.

Proste zasady

Dla Bugdoła mam proste rozwiązanie: drugoligowy mecz, to dwa tysiące złotych na sędziów. Po rozlosowaniu rozgrywek każdy klub wie, ile razy gra w rundzie jesiennej w domu. Zazwyczaj osiem razy, musi więc wpłacić do kasy PZPN-u 16 tys. zł - osiem spotkań i po dwa tysiące na sędziów za każdy z nich.

Proste zasady: jeśli nie dokonasz wpłaty, to nie grasz pierwszego meczu, czyli walkower. Jeśli i wtedy nie wpłacisz, to nie grasz drugiego meczu, czyli następny walkower. Za trzecim razem jesteś na aucie i przestajesz istnieć zgodnie z regulaminem.

Problem jest tylko jeden - gdyby obowiązywały takie klarowne i profesjonalne zasady, to kto by na Bugdoła głosował? Nikt.

Trzy czwarte ludzi PZPN-u się mocno trzyma, bo jeden drugiemu robi dobrą przysługę, stare polskie powiedzenie - ręka rękę myje. Gdyby było jasno i klarownie, to cała masa przeciętniaków już dawno poszłaby do domu.

Drugi przykład: Warta Poznań gra na boisku Lecha, bo stadion Warty się nie nadaje do użytku. OK, może i fajnie, tylko dlaczego na tym "pastwisku" (nie boisku) mogą grać drużyny drugoligowe jako gospodarze (Jarota Jarocin i Polonia Nowy Tomyśl). Dla drużyny pierwszoligowej stadion nie jest do użytku, a dla drugoligowej już OK? To następny przykład załatwiania drobnych interesów, które potem zamieniają się na głosy wyborcze.

Oszukiwanie sponsorów

Następny przykład: Zmieniono u nas nazwy rozgrywek po to, aby oszukiwać sponsorów. Jakiś Einstein polskiej piłki wymyślił, że jak grasz w pierwszej lidze, to sponsor szybciej da ci pieniądze i nie kapnie się, że to są rozgrywki drugoligowe. Tak samo w drugiej - nie będzie wiedział, że to tak naprawdę trzecia liga. Już nawet nazwy wymyślono pod sponsorów! Żenada i śmiech.

Cała nasza piłka obfituje w tego typu felery i to na każdym szczeblu. Pamiętam nawet, jak na ostatnim zjeździe obiecano klubom pierwszoligowym, że PZPN pomoże im i nie będą musiały płacić opłat sędziowskich, bo potrzebne wtedy były głosy. Potem było już po staremu: obiecanki-cacanki, a głupiemu radość.

Znajomy zamilkł. Po chwili powiedział: "No tak, może masz rację - z tymi sędziami to byłoby dobre rozwiązanie. Proste, szybkie i przejrzyste".

Oczywiście podobnych przykładów można by mnożyć setkami. Każdy problem jest rozwiązany po pezetpeenowsku, a nie zgodnie z zasadami logiki, regulaminu i w sposób nie budzący podejrzeń. Ale żeby rządzić, to trzeba zostać wybranym, a by zostać wybranym, to trzeba przekonać do siebie ludzi.

Gdy brakuje logiki, kompetencji, to decydują inne układy. Te zdominowały naszą piłkę tak bardzo, że chorym na głowę, to wydaje się ten, kto ją krytykuje, a nie ten, kto w niej siedzi i nią zarządza.

W polskiej piłce liczy się tylko i wyłącznie pierwsza reprezentacja. Jak ona wygra, to przy sukcesie ogrzewają się wszyscy: mówimy, chwalimy się wzajemnie. Są akademie, medale, uściski. Ale gdy reprezentacja przegrywa... winę starają się wszyscy zrzucić na barki selekcjonera. Coś mi się wydaje, że tym razem może być inaczej. Każda następna porażka może uruchomić lawinę, a ta ma to do siebie, że niszczy wszystko, co napotka. Może to i dobrze, że ryzykujemy w następnych meczach...

Dyskutuj na blogu ze Zbigniewem Bońkiem

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje