Reklama

Reklama

Boniek: Nie będę ambasadorem

"Zdaję sobie sprawę, że prezes Listkiewicz szuka ludzi, którzy mają znajomości we władzach UEFA, mogliby pomóc w przedstawieniu naszej oferty w korzystniejszym świetle. Ale proszę mi wierzyć, że znajomości tu nic nie pomogą. Trzeba mieć mocne argumenty" - wyznał dla "ŻW" Zbigniew Boniek.

Legenda polskiej piłki sceptycznie wypowiada się o szansach Polski oraz Ukrainy na organizację piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku.

"Żadnym ambasadorem nie będę. To pachnie mi trochę polskim chciejstwem. Nie mamy żadnego stadionu, brakuje autostrad, szybkich linii kolejowych, w ogóle nowoczesnej infrastruktury. Wyznaczamy sobie termin kilku lat, w których chcemy zrealizować coś, co przez poprzednie kilkadziesiąt było tylko mrzonką, utopią. Nasze starania o Euro przypominają sytuację faceta, któremu po skoku nie otworzył się spadochron. A on leci jednak spokojnie przekonany, że na dole i tak mu przygotują jakieś miękkie lądowanie. Może lepiej przed skokiem sprawdzić ten spadochron?" - wyjaśnia "Zibi", który jednak widzi dobre strony zgłoszenia Polski z Ukrainą na organizację Euro 2012.

Reklama

"Jeżeli oczywiście Polska i Ukraina potraktują to zgłoszenie jako wstępne rozeznanie sił. Nie musimy przecież walczyć do upadłego o rok 2012. Najczęściej wygrywa się za drugim lub trzecim razem. Tym bardziej że na razie rząd polski nie dał gwarancji finansowych" - dodał Zbigniew Boniek.

Dowiedz się więcej na temat: zbigniew | Zbigniew Boniek | Boniek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje