Reklama

Reklama

Boniek: Krytycy Franka Smudy śmieszą mnie

28 lat temu Polska zmierzyła się z Kamerunem podczas mistrzostw świata w Hiszpanii. Wynik był remisowy: 0-0. Dziennikarze po meczu rzucili się na nas z wielką agresją. Najwięcej się oberwało Szarmachowi i mnie.

Jaki to był wstyd zremisować wtedy z drużyną afrykańską. Pamiętam ten mecz bardzo dobrze, pozostały mi nawet kasety magnetowidowe z jego zapisem. Fakt, że było 0-0, fakt, że Młynarczyk złapał ze dwie-trzy piłki w sposób fantastyczny, ale faktem też jest to, że mogliśmy sami strzelić trzy-cztery bramki, a obrońcy Kamerunu wybijali piłkę z linii bramkowej w co najmniej dwóch przypadkach.

Po 28 latach następuje piłkarska tragedia. Dzisiaj już nie można prawie porównać piłkarsko obu reprezentacji. Drużyna kameruńska nas deklasuje, dubluje! Zostawmy jednak wynik meczu, a spójrzmy na wartość indywidualną poszczególnych piłkarzy. Gdzie grają oni i jak grają, a co robią nasi piłkarze?

Reklama

Na środku obrony mamy parę Michał Żewłakow - Kamil Glik. OK, jest słabo i trzeba ich zmienić, ale ja się pytam - kim?

W Wiśle na środku obrony gra brazylijski staruszek, nota bene bardzo dobrze - Cleber i inny obcokrajowiec (Bunoza) bez osobowości. W Legii gra Choto i średniej klasy Hiszpan Astiz. W Lechu mają parę Arboleda - Bosacki, który do reprezentacji chyba się już nie nadaje, swoje dla niej już zrobił i życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. Reasumując, niczego się nie wymyśli.

Tendencyjne teksty uderzające w selekcjonera Smudę śmieszą mnie tylko. Franek nie ma żadnej recepty na uzdrowienie reprezentacji, bo jej nie można uzdrowić. Może czasami grając z kontry i gdy uśmiechnie się do nas szczęście, coś wygramy, ale nic poza tym.

Kiedy ostatnio dobry mecz zagrała reprezentacja Polski? Z Portugalią w Chorzowie w ramach eliminacji do Euro 2008. Dlaczego? Bo miała pełne pory przed tym spotkaniem poprzedzonym porażkami z Danią i Finlandią, remisem ze średnią Serbią i wymęczonym 1-0 z Kazachstanem. Nie graliśmy wtedy po holendersku, tylko z kontry, a Ebi Smolarek miał dzień konia - wszystko mu wychodziło i strzelił dwie bramki.

Leo Beenhakker na tym meczu "jechał" przez prawie dwa lata. Franz Smuda na razie nie ma na czym się oprzeć. Mecze towarzyskie nie tworzą historii, tylko mogą zaszkodzić. Już dzisiaj partia zwolenników zwolnienia trenera Smudy zyskuje na popularności dzień po dniu. Niczego to jednak nie zmieni. Aby wygrywać, to trzeba mieć piłkarzy, system, idee.

Nudzi mnie już pisanie o problemach naszej piłki. Kto jest przy korycie, ten się tylko śmieje. Ci, co dzisiaj "robią" piłkę i nikt o nich nie będzie nawet pamiętał. Zostanie tylko mój kolega z boiska, Grzegorz Lato. Jemu się nie wybaczy, bo ma przeszłość, wielkie nazwisko, był wspaniałym piłkarzem i jako pierwszy wielki piłkarz został prezesem. Od kogoś takiego oczekiwałem czegoś innego, niż tylko bycia marionetką w rękach przeciętniaków. Tymczasem Grzegorz nie tylko nic nie zmienił, ale jeszcze pogorszył wiele spraw, czyli krótko mówiąc: jest "bryndza", a słońca na horyzoncie nie widzą nawet najlepsi prognostycy pogody.

Smuda, który miał ratować polski futbol stracił wiele ze swojej charyzmy i prestiżu. Kto i kiedy będzie następny?

Dyskutuj na blogu Zbigniewa Bońka!

Zobacz również:

Kołtoń: Zróbmy z Franka wariata...

Żenujący spektakl: "Eto'o, daj autograf"

Wołowski: Co nas czeka na Euro 2012?

***

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.

Dowiedz się więcej na temat: mięta | reprezentacja | krytycy | Boniek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje