Reklama

Reklama

Bogusław Baniak przeżył dwa zamachy i dwa ataki malarii, ale dalej chce pracować w Afryce

To szalony czas dla 58-letniego Bogusława Baniaka. W poniedziałek rano doświadczony trener wyruszył ze Szczecina w daleką podróż do stolicy Burkina Faso, Wagadugu, gdzie od prawie dwóch lat pracuje. Dziś, z powodu opóźnień w lotach, w końcu ma być na miejscu. Będzie miał niewiele czasu na przepakowanie się, bo już jutro z kadrą "Ogierów" ma lecieć na rozpoczynający się w sobotę XXXI Puchar Narodów Afryki w Gabonie.

Baniak w Burkina Faso pracuje od czerwca 2015 roku. Jest dyrektorem sportowym Federation Burkinabe de Foot-Ball i odpowiada za szkolenie zespołów młodzieżowych i juniorskich.

Reklama

- Ta praca w Burkina Faso to było dla mnie zaskoczenie i wyzwanie. Mogę powiedzieć, że przez te 1,5 roku, które tutaj jestem, zaadaptowałem się, choć na pewno nie było łatwo. Mówię głównie o sytuacji politycznej. Przeżyłem dwa zamachy, jeden terrorystyczny, a drugi to zamach wewnątrz kraju i próba przejęcia władzy siłą. Było niebezpiecznie pod względem utraty życia. Na szczęście nic mi się nie stało - mówi Interii polski szkoleniowiec.

Nie wszyscy to wytrzymują

Bogusław Baniak pracuje w niespełna 20-milionowym kraju, który należy do najbiedniejszych na świecie. Średni, roczny przychód na głowę mieszkańca, to ledwie 1700 dolarów. Średnia długość życia wynosi tam 55 lat.

- Kraj boryka się z wieloma problemami, choćby jeżeli chodzi o żywność. Nie mówię tutaj o profesjonalnym wyżywieniu zawodników, z którymi pracuję, ale zaspokojenie podstawowych potrzeb - opowiada.

To sprawia, że w Burkina Faso, kraju Afryki Zachodniej, który nie ma dostępu do morza, niełatwo żyć i pracować. - Nie wszyscy to wytrzymują. Mój tłumacz opuścił mnie w 2015 roku, kiedy akurat z francuskim nie radziłem sobie najlepiej. Dom, basen, opieka, może niektórzy mają takie wyobrażenie o pracy w Afryce, ale tak nie jest. Tam jest inny świat, ale jest coś takiego, że chce się wrócić, spróbować coś zrobić, coś osiągnąć - podkreśla.

W Burkina Faso doświadczony polski szkoleniowiec pracuje z drużynami młodzieżowymi i juniorskimi. - Nie udało nam się wprawdzie awansować do finałów młodzieżowego Pucharu Narodów, ale moja praca została dobrze i wysoko oceniona. Nie tylko zajmuję się reprezentacją młodzieżową, ale też odpowiadam za selekcję tych najmłodszych, chodzi mi o kadrę U-15. Mam swój system selekcji polegający na organizacji turniejów piłkarskich w różnych częściach kraju. Nie ukrywam, że borykamy się z wieloma trudnościami. Staram się jak mogę. Zależy mi na nawiązaniu współpracy z polskimi akademiami piłkarskimi, takimi jak ta z Wisły Kraków, Zagłębia Lubin czy Pogoni Szczecin. Może uda się też nawiązać współpracę z PZPN - opowiada.

Wyróżnienie dla Polaka

Po świąteczno-noworocznym urlopie, w poniedziałek udał się w podróż do Afryki. Z powodu mrozu utknął na lotnisku w Berlinie, skąd miał lecieć do Stambułu. W Wagadugu ma być dzisiaj. Wkrótce przed polskim trenerem nowe wyzwanie.

- Powiem szczerze, że spotkało mnie małe wyróżnienie. Zostałem zaproszony przez sztab szkoleniowy pierwszej reprezentacji. Z kadrą 12 stycznia mam się udać do Gabonu na Puchar Narodów Afryki. Mówię, że mam się udać, bo Afryka jest taka, że wszystko tam może się szybko zmienić.

Podczas Pucharu Narodów mam obserwować grupowych rywali Burkina Faso w grupie czyli gospodarzy Gabon, Kamerun i Gwineę Bissau. Ale nie tylko. Bez względu na wyniki mam zostać do końca turnieju i sporządzić raport na temat nowinek technicznych, tego co się będzie działo na boisku. Taki raport ma być sporządzony na potrzeby federacji - tłumaczy.

Burkina Faso, wicemistrz kontynentu z 2013 roku, nie należy do faworytów rozpoczynającego się w sobotę turnieju, ale...

- Po udanych eliminacjach i zmianie szkoleniowca są spore oczekiwania. Nie wypowiadam się na ten temat, ale powiem, że zmiana na ławce trenerskie pomogła (Niemca Gernota Rohra zastąpił Portugalczyk Paulo Duarte - przyp. aut.). Nowy trener pasuje bardziej pod względem charakteru do reprezentacji Burkina Faso, która ma za sobą udane eliminacje. Grali żywiołowo. Mają potencjał, to coś, jak nasza reprezentacja przed Euro. Bardzo dobrze prezentował się w eliminacjach znany u nas Prejuce Nakoulma. W drużynie z jednej strony są młodzi, a z drugiej strony starsi i doświadczeni gracze. Po ewentualnym wyjściu z grupy może to procentować. Jest może trochę żalu wśród kibiców, że w kadrze nie ma nikogo z graczy, którzy na co dzień występują w Burkina Faso, ale co zrobić. Większość zawodników na co dzień gra w Europie, głównie we Francji - opowiada Baniak.

Uwaga na malarię!

Jak długo pozostanie w Afryce? - Mój kontrakt kończy się w maju. Zobaczymy co będzie dalej, bo z jednej strony jest kwestia przedłużenia umowy, a z drugiej stanu mojego zdrowia. Dwa razy przechodziłem atak malarii, a mój lekarz w Szczecinie ma na temat mojego zdrowia inne zdanie niż ja - mówi w swoim stylu szkoleniowiec, który ma dobre notowania u prezydenta Piłkarskiej Federacji Burkina Faso pułkownika Sita Sangare. - To taka postać, jak Zbigniew Boniek u nas. Jest też blisko prezydenta kraju. Wkrótce będę rozmawiał na temat ewentualnego przedłużenia umowy, jeżeli oczywiście zdrowie na to pozwoli. Z drugiej strony nie ukrywam, że ciągnie mnie do seniorskiej piłki i do tego, żeby poprowadzić którąś z afrykańskich reprezentacji. Może nie z tych czołowych krajów, bo tam miejsca zajęte są przez Francuzów, Belgów czy Portugalczyków, którzy nieraz wychowali się w byłych koloniach, ale chciałbym spróbować - podkreśla.

Na koniec pytamy polskiego trenera o faworytów rozpoczynającego się w sobotę XXXI Pucharu Narodów Afryki. - Chciałbym, żeby dużą rolę odegrała prowadzona przez Heńka Kasperczaka reprezentacja Tunezji. Życzyłbym sobie takiego "polskiego finału", z trenerem Kasperczakiem na ławce, a ze mną na trybunach - mówi z uśmiechem Bogusław Baniak.

Michał Zichlarz

Ty też możesz pomóc! Czekamy na Twoje wsparcie na pomagam.interia.pl!

Dowiedz się więcej na temat: Bogusław Baniak | burkina faso

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL