Reklama

Reklama

Bakero: Milion za Sobiecha to wymóg rynku

Jose Mari Bakero dla INTERIA.PL: W przygotowaniach piłkarzy nie ma polskich standardów. Są standardy zawodowej piłki. Nie ważne czy uważasz siebie za profesjonalistę, liczy się to, czy zachowujesz się i żyjesz jak zawodowy sportowiec. To kwestia nawyków i kultury.

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Polonia - Zagłębie. Początek 17.45!

INTERIA.PL: Polski piłkarz to dziwny przypadek. Przed Hiszpanem, Anglikiem i Niemcem trzęsie się ze strachu, więc z góry jest przegrany. Gdy przyjeżdża rywal z Azerbejdżanu czuje się lepszy i też przegrywa, jak Wisła. Maciej Żurawski powiedział po ostatniej porażce z Ruchem, że wiślacy nie są piłkarzami, ale bandą ludzi nieodpowiedzialnych.

Jose Mari Bakero (trener Polonii Warszawa): Nie słyszałem tych słów. Ja aż tak złego zdania o polskich piłkarzach nie mam. Wystarczy spojrzeć na skład i transfery Polonii: Tosik, Pietrasiak, Rachwał, Sobiech. Poza Andreu i Bruno grają u mnie sami Polacy i nie dość, że jestem zadowolony z ich zaangażowania, to widzę dość umiejętności, by sporo razem osiągnąć.

Reklama

Już 10 lat temu, z moimi asystentami stworzyliśmy metody pracy nad przygotowaniem fizycznym, technicznym i taktycznym. Ściśle związane z tym, co robi się w Barcelonie. Chcemy przekonać każdego polonistę z osobna, że poddając się im, staną się lepszymi piłkarzami.

Podobno trener od przygotowania fizycznego Luis Villarroel jest zbyt wymagający jak na polskie standardy? Czy piłkarze Polonii wytrzymają obciążenia?

- Nie ma polskich standardów. Są standardy zawodowej piłki. Nie ważne czy uważasz siebie za profesjonalistę, liczy się to, czy zachowujesz się i żyjesz jak zawodowy sportowiec. To kwestia nawyków i kultury. Od diety, przez wysiłek, po odpoczynek - Luis określa wszystko, co trzeba, by przygotowanie graczy do wykonywania ich zawodu było optymalne.

Gdy trzeba piłkarze Polonii ćwiczą indywidualnie. Sporo pracujemy nad siłą - z nią związana jest szybkość, refleks, dynamika - czyli wszystkie cechy w piłce niezbędne. Żartuję nawet, że piłkarze powinni znać Luisa lepiej niż mnie, a na pewno bardziej się go bać. W zawodowej piłce liczą się detale, bo granica między sukcesem i porażką jest tak cienka, że niemal niedostrzegalna.

Jedno jest pewne: ci, którzy są w klubie dłużej, łatwiej znieśli letnie przygotowania do sezonu, niż nowi.

Czy Artur Sobiech był wart milion euro?

- To rynek dyktuje ceny. Ja mogę powiedzieć, że jest to piłkarz silny fizycznie, uniwersalny, bo mogący grać, jako wysunięty napastnik i za napastnikiem. Na dodatek potrafi zdobywać gole. Czy jest wart milion, dwa, czy sto tysięcy - decyduje popyt i podaż. Czysto sportowo? Za jakiś czas okaże się, ile wart jest Sobiech.

Kiedy Ebi Smolarek zagra w podstawowym składzie Polonii?

- U niego to kwestia przygotowania fizycznego. Za miesiąc, czyli na mecz z Lechem powinien być gotowy do wytrzymania 90 minut na boisku. Ale nie daję gwarancji, że wyjdzie wtedy w podstawowym składzie.

Ma pan wątpliwości, co do jego umiejętności?

- Najmniejszych. To piłkarz inny niż wszyscy, jakiego chciałby każdy trener w lidze polskiej. Znałem jego ojca, Ebiego poznałem, gdy grał w Hiszpanii, w Racingu. Chłopak ma charyzmę, a tego kupić się nie da. Może wnieść do gry Polonii bardzo dużo, zobaczymy jednak, co z tego wyjdzie. Gola z Legią zdobył pięknego.

Ebi marzy, by wrócić do kadry. Z ludźmi o wysokich aspiracjach pracuje się lepiej. Chciałbym, żeby z Ebim znalazło się w kadrze kilku innych graczy Polonii. Euro 2012 to wielki impuls dla całej polskiej piłki i każdego z osobna.

Tymczasem reprezentacja Polski przegrała dwa ostatnie mecze tracąc dziewięć goli i nie zdobywając nawet jednego.

- Hiszpania i Kamerun to światowa czołówka.

Na finały mistrzostw Europy do Polski nie przyjadą raczej Azerowie i Albańczycy.

- Jeśli chce pan, żebym pouczał Smudę, to się pan nie doczeka. On ma jeszcze prawie dwa lata, by stworzyć drużynę godną gospodarza takiej imprezy. Polacy będą wtedy grali o dwie klasy lepiej niż z Hiszpanią i Kamerunem, choć nie wiem, czy to wystarczy do sukcesu.

Czy był pan już na nowym stadionie Legii?

- Na meczu z Cracovią. Wielkie wrażenie, prawie pełne trybuny, choć drużyna grała trzy dni po porażce w derbach 0-3. Doping był imponujący, mimo że Legia przegrywała do 75. minuty. Gdyby nie ci kibice, legioniści chyba by się nie podnieśli. Ale to siła wielkich drużyn, że potrafią zgarniać trzy punkty w meczach, w których z pozoru na to nie zasługują.

My w Polonii chcemy, by na każdym meczu była atmosfera taka, jak na derbach. Żeby nasz mały stadion był pełny, a ludzi cieszyła gra drużyny.

Nie będę już pana nękał pytaniami o mistrza Polski. Kto będzie mistrzem Hiszpanii?

- Czeka nas tak samo zacięty wyścig Barcelony z Realem jak w zeszłym roku, kiedy mistrz musiał dotrzeć do niebotycznej granicy 99 pkt. "Królewscy" nie zrobili tak drogich transferów jak przed rokiem, ale Oezil, Khedira i Di Maria to są bardzo realne wzmocnienia. Wśród wszystkich zalet Jose Mourinho ja podkreśliłbym tę, że rzadko myli się przy transferach. To wszystko może jednak nie wystarczyć na Katalończyków. Xavi, Iniesta, Messi, Busquets - to wielka siła.

Jedno jest dla mnie oczywiste: jeśli nawet Real i tym razem nie da rady Barcelonie w Primera Division, w Champions League wreszcie będzie się liczył na serio. Bariera 1/8 finału z całą pewnością zostanie złamana, a niewykluczone, że Real zajdzie znacznie, znacznie wyżej.

A więc w Hiszpanii znów czeka nas nudny wyścig dwójki, niedostępnej dla pozostałych rywali?

- Nie należę do ludzi, którzy obrażają się na rzeczywistość. Staram się raczej szukać w niej pozytywnych stron. Dominacja Realu i Barcelony ma wady, ale i zalety. Oba kluby są dumą Primera Division i wizytówką hiszpańskiej piłki w stopniu nie mniejszym niż w ostatnich latach drużyna narodowa.

Czy reprezentację Hiszpanii można uznać za klon Barcelony?

- Ze sportowego punktu widzenia - zdecydowanie tak. Wiem jednak, że to niepolitycznie, dlatego w Hiszpanii nikt głośno tego nie mówi. Podkreślamy bezdyskusyjne zasługi Casillasa, Ramosa, Alonso, Silvy, Navasa i oczywiście Vicente del Bosque, który z najwyższej jakości warzyw przygotował fantastyczną sałatkę. Ale fundamentem defensywnym "La Roja" są Puyol, Pique i Busquets, a "od pasa w górę" o wszystkim decydują Xavi i Iniesta.

Mimo sportowej klasy tej drużyny, w RPA decydująca była chyba siła charakteru? Del Bosque był ostro krytykowany za brak płynności w grze "La Roja".

- Del Bosque sprawia wrażenie dobrego wujka, ale uporu i konsekwencji ma masę. Uznał, że drużyna ma grać z dwoma defensywnymi pomocnikami Busquetsem i Alonso i w tym wytrwał aż do ostatecznego zwycięstwa. Kluczem byli jednak piłkarze. Mają wielką klasę, z której płynie wiara we własne siły, czyli siła mentalna. Szczęście też się od nich nie odwróciło. Porażka na początek ze Szwajcarią była ostrzeżeniem i dała wyobrażenie o trudach czekających na nich w RPA. Brazylia przegrała jeden mecz, w ćwierćfinale i już jej nie było w mistrzostwach. "La Roja" pokonała własne słabości - tego wcześniej nigdy nie umiała.

Jak mówiłem jednak, ci piłkarze zostali stworzeni, by zostać mistrzami.

Rozmawiał: Dariusz Wołowski

Tutaj znajdziesz pierwszą część wywiadu Darka Wołowskiego z Jose Mari Bakero!

Dowiedz się więcej na temat: sportowiec | standardy | Warszawa | polonia | Artur Sobiech | wymóg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL