Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy - 16. kolejka

Druga kolejka rundy wiosennej za nami. Zespoły z czołówki solidarnie wygrały swoje mecze, a wyjątkiem jest tylko remis Amiki z Lechem. Ciasno robi się nie tylko w czołówce tabeli, ale i w jej "ogonie".

Co prawda, Świt już jedną nogą jest w 2. lidze, ale Górnik z Polkowic awansował na 11. miejsce, a miejsce spadkowe zajął Widzew Łódź. W 15. kolejce ekstraklasy znaleźliśmy wielu kandydatów na Asa i Cieniasa.

Pierwszy raz zdecydowaliśmy się również przyznać Superasa i Supercieniasa i w obu tych przypadkach otrzymali go kibice.

ASY:

  • Moskal - Dubicki (Górnik Polkowice)

    Grali w lidze ze sobą pierwszy raz, a z perspektywy trybun i telewizora ich poczynania wyglądały tak, jakby współpracowali w jednej drużynie od czasów juniorskich. Świetne zgranie i zrozumienie Daniela Dubickiego i Tomasza Moskala przyczyniło się do zwycięstwa Górnika Polkowice ze swoim imiennikiem z Zabrza.

    Reklama

    Szczególnie długo w pamięci kibiców utkwi akcja, po której padła druga bramka. Dubicki "wypuścił" w pole karne Moskala, ten odegrał na piąty metr do Krzyżanowskiego, który tylko dostawił nogę i Piotr Lech musiał wyciągać piłkę z bramki. Mając taki duet w ataku, kibice w Polkowicach powinni być spokojni o ligowy byt.

  • Paweł Brożek (Dospel Katowice)

    "Brożek bez żadnych skrupułów uciekał obrońcom i niepokoił bramkarza Widzewa" - to fragment naszej relacji ze spotkania Dospel - Widzew (2:0). Paweł Brożek był bez wątpienia bohaterem zespołu z Katowic w tym pojedynku. W 9. minucie eks-wiślak po indywidualnej akcji strzelił gola, który "ustawił" cały mecz. W kolejnych minutach Brożek kilkakrotnie zadziwiał łatwością, z jaką uwalniał się spod opieki obrońców. Ten młody zawodnik udowadnia, że warto stawiać na młodzież i że wcale nie musi być ona gorsza od zdolnych (podobno) młodych Brazylijczyków...

  • Marek Saganowski (Legia Warszawa)

    W czternastu meczach w tym sezonie Marek Saganowski, który w ataku Legii Warszawa wspierał Stanko Svitlicę, zdobył trzy bramki. W spotkaniu z Górnikiem w Łęcznej "Sagan" niemal podwoił swój bramkowy dorobek, dwukrotnie pokonując Roberta Mioduszewskiego.

    Napastnik Legii najpierw świetnie zamknął dośrodkowanie z lewej strony, a na pięć minut przed końcem spotkania przytomnie znalazł się w polu karnym i ustalił wynik na 3:0.

    Kasandryczne przewidywania, że po odejściu Svitlicy w Legii nie będzie miał kto strzelać bramek okazały się więc nietrafione. Mecz w Łęcznej pokazał, że atak Saganowski - Włodarczyk może być postrachem defensywy niejednego polskiego zespołu.

  • Artur Sarnat (Polonia Warszawa)

    Polonii w walce o utrzymanie będzie potrzebny każdy punkt, a ten zdobyty w sobotę w meczu z Wisłą Płock poloniści zawdzięczają Arturowi Sarnatowi. W 89. minucie golkiper "Czarnych Koszul" miał jedyną poważną okazję do wykazania się swoimi umiejętnościami i nie zawiódł - w świetnym stylu obronił strzał Ireneusza Jelenia z 8 metrów!

    Sarnat zrehabilitował się za sześć goli puszczonych w poprzedniej kolejce i dał powód do choć małej radości obecnemu dyrektorowi klubu z Konwiktorskiej, a jeszcze niedawno konkurentowi do bramki w krakowskiej Wiśle, Maciejowi Szczęsnemu.

  • Dusan Radolsky (trener Groclinu)

    Mimo fali krytyki jaka spadła na niego po porażkach z Girondins Bordeaux, słowacki szkoleniowiec nadal robi swoje i - co ważniejsze - robi dobrze. Na inaugurację rundy wiosennej piłkarze z Grodziska rozgromili Dospel 6:0, a w ubiegłą sobotę pewnie pokonali 2:0 zawsze groźną na swoim terenie Odrę.

    Coraz lepiej współpracuje z kolegami nowy nabytek Adrian Sikora (gol w Wodzisławiu), a defensywa rzadko popełnia błędy (nawet jeśli, to wówczas sytuację ratuje Mariusz Liberda). Zespół prowadzony przez Radolsky'ego jest zdecydowanie w najlepszej formie z całej ligowej czołówki .

    CIENIASY:

  • Michał Goliński (Lech Poznań)

    Goliński Michał Veselina Djokovica popychał... Piłkarz Lecha położył ręce na twarzy obrońcy Amiki i z impetem "rzucił nim" o murawę. Młody brutal z Poznania powinien się wstydzić swojego zachowania, choćby z tego powodu, że Djokovic jest o 5 lat starszy i piłkarsko bardziej doświadczony. Niech Goliński nie myśli, że jego chamskie zachowanie niezauważone przez sędziego, przejdzie mu płazem. My dedykujemy mu CIENIASA z numerem 1 oraz wystawiamy jego kandydaturę do miana największego chama sezonu.

  • Grzegorz Gilewski (sędzia - Radom)

    Sędzia Grzegorz Gilewski nie tak dawno był nominowany do Piłkarskiego Oskara w plebiscycie stacji Canal Plus. Wybory przegrał (wygrał Jacek Granat) i chyba postanowił kandydować do miana ...najgorszego arbitra w polskiej lidze. "Może tym razem wygram" - z pewnością pomyślał Gilewski.

    W meczu Lech - Amica arbiter z Radomia zrobił wiele, aby na koniec sezonu triumfować w niechlubnej klasyfikacji. Brak czerwonej kartki dla Golińskiego (o nim wyżej) oraz niesłuszna pierwsza żółta kartka dla Djokovica, który ostatecznie otrzymał w prezencie czerwony kartonik, to tylko niektóre przejawy kłopotów ze wzrokiem Gilewskiego. Naszym zdaniem, kilka tygodni odpoczynku dobrze panu Grzegorzowi zrobi...

  • Wisła Płock

    Teoretycy futbolu (szczególnie włoskiego) powiadają, że wynik 0:0 jest rezultatem idealnym, bo świadczy o świetnej postawie obu drużyn w defensywie. Jednak samymi bezbramkowymi remisami nie podbije się serc kibiców, którzy po to płacą za bilety i przychodzą na stadiony, by oglądać bramki. Tymczasem wiślacy nie potrafili zdobyć gola w pierwszym spotkaniu z Górnikiem Łęczna, nie potrafili również w 15. kolejce w meczu z Polonią Warszawa. Mirosław Jabłoński eksperymentuje, jednak ani Ireneusz Jeleń, ani Andrzej Kobylański, ani Radosław Matusiak nie zdobywają goli. A napastników nie wyręczają ani pomocnicy ani obrońcy.

  • Górnik Zabrze

    Prezes Koźmiński czuł pismo nosem wymawiając się pogodą i przekładając spotkanie pierwszej kolejki rundy wiosennej z Lechem. Górnik w sparingach prezentował się fatalnie. Po słabiutkiej grze uległ między innymi młodzieżowej reprezentacji Polski 1:3.

    W miniony weekend pogodą nie można się już było zasłonić i zabrzanie musieli wyjść na boisko. I wyszli w Polkowicach, a już po 45 minutach ich rejestr strat został wzbogacony o trzy gole. Kolejne 45 minuty wyglądało niewiele lepiej, po stronie pozytywów Górnik mógł tylko zapisać fantastyczny strzał Bukalskiego. Takie gole nie zdarzają się jednak codziennie, więc na Bukalskim taktyki opierać nie można. Trener Fornalik musi jak najszybciej wpłynąć na zespół, bo z taką grą, jak w Polkowicach Górnik nie ma szans na punkty ani w zaległej potyczce z Lechem ani w spotkaniu z krakowską Wisłą. I atut własnego boiska nie będzie miał nic do rzeczy.

  • Piłkarze Widzewa

    Tyrajski, Kaliszan, Drajer, Ława, Pawlak - te nazwiska sporo mówią znawcom piłki w naszym kraju. To zawodnicy, którzy w ubiegłą sobotę wybiegli w składzie Widzewa na mecz w Katowicach z Dospelem. To oni oraz podobno utalentowani Brazylijczycy nie potrafią ciągle w rundzie wiosennej trafić do bramki rywali. A grali przecież do tej pory z nie najsilniejszymi, przyznajmy, Świtem oraz Dospelem. Nie ma wyników, nie ma dobrej gry i nie ma pieniędzy - sytuacja Widzewa staje się powoli dramatyczna.

    SUPERCIENIAS

    Z wielkim smutkiem umieszczamy w tym podsumowaniu Supercieniasa. Otrzymują go kibice Piasta Gliwice, którzy doprowadzili do przerwania meczu ich drużyny z Ruchem Chorzów. Won ze stadionów!!! - wandale, bandziorzy, idioci, półmózgi, debile, półgłówki, mięśniaki, karki i inni mordercy, którzy siejecie postrach na polskich stadionach.

    Przenieście się na łąki i tam możecie bić się do ostatniego trupa, ale ze stadionów PRECZ!!!

    SUPERAS

    Dla kontrastu wobec wydarzeń w Gliwicach, postanowiliśmy przyznać również Superasa. Otrzymują go oczywiście kibice w Poznaniu, którzy byli zdecydowanie najlepszym aktorem piątkowego widowiska.

    Mecz Lech - Amica nie stał na wysokim poziomie, nie było bramek, były za to czerwone kartki.

    Mimo tego, ponad 20 tysięcy widzów, co samo w sobie jest fenomenem w polskich warunkach, bawiło się świetnie, przez całe spotkanie w efektowny sposób wspierając swoją drużynę. Inna sprawa, że fanom zadanie ułatwili włodarze klubu i miasta, którzy oddali właśnie do dyspozycji widzów nową, wysoką na siedem pięter, trybunę. Tym niemniej Poznań można stawiać za wzór wszystkim klubom pierwszoligowym. Takich stadionów i takich kibiców nam potrzeba!

  • Reklama

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Strona główna INTERIA.PL

    Polecamy