Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Wreszcie... Wisła Kraków zapewniła sobie mistrzostwo Polski. Trochę to trwało i trochę nerwów kosztowało, ale jak mówią piłkarze cieszy ich to bardzo.

Wicemistrzem został Groclin, a na najniższym stopniu podium stanie Legia Warszawa. Wśród "Asów i Cieniasów" nie mogło zatem zabraknąć przedstawicieli tych drużyn, w końcu to wizytówki polskiej piłki. Zapraszamy do lektury.

Reklama

ASY

Maciej Żurawski (Wisła Kraków)

Jeszcze raz pokazał klasę i jeszcze raz jego gol dał kolejne trzy punkty Wiśle Kraków. Można powiedzieć, że zdobycie mistrzostwa Polski przez Wisłę Kraków to głównie zasługa Maćka. Co prawda zdobył o dwie bramki mniej od Tomasza Frankowskiego, ale za to zaliczył wiele asyst i pomagał drużynie w trudnych chwilach.

W środę "Żuraw" zdobył 22. gola w sezonie i naszym zdaniem wyprzedzi "Franka" w klasyfikacji strzelców. My Asem nagradzamy najlepszego polskiego napastnika.

Sebastian Szałachowski (Górnik Łęczna)

Jest już jedną nogą w Legii Warszawa, ale wciąż strzela bramki dla Górnika Łęczna. Sebastian Szałachowski jest beż wątpienia jednym z odkryć tej rundy i chyba całego sezonu. Odkryty przez "Bobo" Kaczmarka napastnik staje się postrachem obrońców i bramkarzy. Z pewnością transfer do Legii pozwoli mu doskonalić piłkarski fach i wkrótce będzie jednym z lepszych piłkarzy w Idea Ekstraklasie, czego mu z całego serca życzymy.

Duszan Radolsky (Groclin Grodzisk Wlkp.)

Zdobycie wicemistrzostwa Polski przez zespół z Grodziska to duży sukces trenera Dusana Radolsky'ego. Dysponował chyba słabszą kadrą niż, sięgający po ten sam tytuł "Bobo" Kaczmarek w 2003 roku, ale udało mu się powtórzyć osiągnięcie poprzednika. Cóż z tego, skoro prezes Zbigniew Drzymała nie zamierza przedłużać umowy ze słowackim szkoleniowcem.

Radolsky nie powinien mieć problemu ze znalezieniem pracodawcy, bo pokazał, że umie zbudować solidną drużynę. INTERIA.PL przyznaje Asa trenerowi, który naszym zdaniem za wcześniej opuszcza Grodzisk Wielkopolski.

Tomasz Kiełbowicz (Legia Warszawa)

- Nieważne, kto strzela bramki, ważne, że wygrywamy - powiedział "Kiełbik" po derby Warszawy, w których Legia rozgromiła Polonię 5:0. To jednak dwa gole zdobyte przez Kiełbowicza w pierwszej połowie, ze stałych fragmentów gry, spowodowały, że podopieczni Jacka Zielińskiego mogli ze spokojem kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. - Dwie szybko strzelone bramki ustawiły mecz - mówił pomocnik Legii Bartosz Karwan.

- Teraz gramy w końcu skutecznie i uważnie w obronie i to przynosi efekty - tłumaczył dobrą grę swoją i kolegów lewy obrońca warszawian. Kiełbowicz pierwszego gola zdobył uderzeniem z rzutu wolnego, po jego strzale piłka zaskoczyła oślepionego słońcem Jacka Banaszyńskiego, a drugiego wykorzystując rzut karny. Ten ostatni element, to była pięta achillesowa Legii. W tym sezonie do "jedenastek" nie mieli szczęścia Marek Saganowski i Łukasz Surma, przez co drużyna straciła kilka punktów. Od środy nie będzie już chyba z nimi problemu.

Paweł Sobczak (Wisła Płock)

Napastnik "nafciarzy" długo zawodził. Nie potrafił do siebie przekonać kibiców Wisły - z prostego powodu - nie strzelał bramek. Może wynikało to z faktu, że nie grał zbyt często, a jak już wychodził na boisko, to był ustawiany z boku pomocy. Trener Mirosław Jabłoński preferował bowiem system z jednym napastnikiem, którym był Ireneusz Jeleń. Kontuzja tego ostatniego zrobiła jednak miejsce na "szpicy" dla Sobczaka, który w meczu z Cracovią udowodnił, że potrafi strzelać gole.

W obu przypadkach Sobczak zachował się jak rasowy napastnik. W pierwszym wyprzedził Kazimierza Węgrzyna i leżąc skierował piłkę do bramki, a w drugim uderzeniem z woleja nie dał szans Marcinowi Cabajowi. - Wszyscy nasi piłkarze zasłużyli na pochwały - powiedział Sobczak po meczu, ale bez jego udziału nie wiadomo czy trzy punkty zostałyby w Płocku.

CIENIASY

Kibice Wisły Kraków

Zachowanie kibiców Wisły Kraków pod koniec środowego meczu z Górnikiem Zabrze było co najmniej niezrozumiałe. "Biała Gwiazda" zapewniała sobie właśnie mistrzostwo Polski, a z trybun (prawie wszystkich) można było usłyszeć niewybredne okrzyki pod adresem trenera i prezesa. Zamiast radości smutek. Zamiast śpiewów pochwalnych, wulgaryzmy. Mamy pytanie do kibiców Wisły, po co to wszystko i czemu ma służyć? Na pewno nie dobru klubu!

Działacze Polonii Warszawa

Ostatniego cieniasa musimy podzielić. Jedną część przyznajemy działaczom Polonii Warszawa za brak wyobraźni i przeznaczenie dla fanów z Łazienkowskiej tylko 300 wejściówek, podczas gdy kibiców Polonii przyszło na derby zaledwie 2000. Czyż nie można było wpuścić 1000 sympatyków Legii? Z pewnością wtedy nie doszłoby do bitwy z policją przy dźwiękach pieśni "Barka" na cześć Jana Pawła II...

Drugą część Cieniasa wręczamy spikerowi Polonii Warszawa Waldemarowi Skorupce za apel ogłoszony podczas meczu: "Jeśli państwa z Kamiennej interesuje wojna, zapraszam do Iraku. Tam macie szansę udowodnienia swojej męskości". Cóż dodać? Cienias z tego spikera, ale za to jaki męski...

Obrona Cracovii

- Myślę, że powinniśmy się wstydzić tego, co pokazaliśmy na boisku - powiedział bramkarz Marcin Cabaj. - Straciliśmy w środę bramkę po wrzutce w środkowy sektor boiska. Tak nie można tracić bramek - dodał pomocnik Paweł Drumlak. "Pasy" zagrały w Płocku słabo, ale przez pięć kwadransów utrzymywały w miarę korzystny remis 0:0. Potem nastąpiło 14 minut, które wstrząsnęło Cracovią. Kazimierz Węgrzyn nie upilnował Pawła Sobczaka, Krzysztof Radwański wybił piłkę wprost pod nogi Sławomira Peszki, a Łukasz Skrzyński na "radar" pilnował Sobczaka i Cracovia musiała uznać wyższość Wisły, doznając przy tym najwyższej porażki w tym sezonie.

- Nie możemy tak łatwo tracić bramek, jeśli chcemy grać w pucharach, chcemy być klasowym zespołem - stwierdził Drumlak i ma stuprocentową rację.

Działacze GKS-u Katowice

Skandal. Tylko takie słowo ciśnie się na usta po tym, co wydarzyło się po zakończeniu meczu pomiędzy GKS-em Katowice a Odrą Wodzisław. Pod koniec pojedynku, po wyrównującym golu dla Odry, chuligani mieniący się sympatykami "Gieksy" przedostali się przez ogrodzenie i zebrali przy lini bocznej czekając na ostatni gwizdek. Przestraszony sędzia Marcin Borski przerwał mecz i udał się do szatni, jednak zanim tam doszedł on i liniowy dostali po kilka "razów" od wściekłych chuliganów.

W tym momencie trzeba zadać sobie pytanie, gdzie była ochrona, która widząc, co się święci zupełnie nie reagowała i gdyby nie interwencja Lechosława Olszy, drugiego trenera zespołu gospodarzy, który powstrzymał jednego z napastników, to sędzia Borski mógłby nie wyjechać z Katowic tylko z kilkoma siniakami.

Piotr Rocki (Odra Wodzisław)

Bardzo lubimy "Rocky'ego", szczególnie za wymyślone przez niego swego czasu "cieszynki", ale w środę swoim zachowaniem spowodował, że straciliśmy do niego większość sympatii. Gdy Jan Woś strzelił wyrównującą bramkę dla Odry w spotkaniu z Katowicami Rocki najpierw podbiegł do Mateusza Sławika, bramkarza gospodarzy i coś mu powiedział. Niestety, nie wiemy co, gdyż nie wychwyciły tego mikrofony, ale na pewno nie było to nic miłego. Potem było jednak jeszcze gorzej. Wracając z piłką na własną połowę pokazał kibicom "Gieksy" dwa palce, a następnie opuścił kciuk w dół dając im do zrozumienia, że drużyna w przyszłym roku zagra szczebel niżej.

Rozumiemy emocje, Odra cały czas walczy o utrzymanie, ale takie zachowanie jest niegodne sportowca. "Rocky" wstydź się!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje