Reklama

Reklama

AS Monaco - Tottenham Hotspur 2-1 w Lidze Mistrzów

Monaco z Kamilem Glikiem w wyjściowym składzie pokonało u siebie Tottenham Hotspur 2-1 w meczu 5. kolejki rozgrywek grupy E Ligi Mistrzów. Francuski zespół zapewnił sobie awans do fazy pucharowej, a także zagwarantował pierwsze miejsce w grupie.

W mecz śmielej weszli goście, ale Kamil Glik już w 1. min zasygnalizował, że jest jednym z najlepszych stoperów Ligue 1. Obrońca Monaco doskoczył do Harry’ego Kane’a i przeciął podanie, ale w ocenie całego spotkania, Polak rozegrał średnie zawody.

Kilka minut później Glik na swojej połowie sfaulował Kane’a przy linii autowej, ale z dośrodkowania Tottenhamu nic nie wyszło.

W 6. min zespół z Londynu powinien objąć prowadzenie. Gospodarze założyli nieudaną pułapkę ofsajdową i Heung-min Son pognał z piłką, ale w sytuacji sam na sam dał się wypchnąć bramkarzowi i stuprocentowa szansa na gola spełzła na niczym.

Reklama

W 10. min na trybunach w Monaco pojawił się jęk zawodu, bo gospodarze zmarnowali "jedenastkę". Sędzia podyktował rzut karny po faulu na Fabinio, ale Radamel Falcao oddał sygnalizowany strzał w prawy róg i Hugo Lloris zatrzymał piłkę.

W kolejnych minutach z dobrej strony pokazywał się obrońca drużyny z księstwa Benjamin Mendy, najpierw oddając strzał, a następnie celnie dośrodkowując. A gdy gra przeniosła się na połowę gospodarzy, dobrym przecięciem podania popisał się Glik.

W 23. min w dogodnej sytuacji ponownie znalazł się Kane, nie namyślając się uderzył w kierunku dalszego słupka, ale był na niewielkim spalonym.

Kilkadziesiąt sekund później Glik pokazał, że należy do twardych defensorów. Polak zdecydowanie wyszedł w powietrze, a bardzo aktywny w przodzie Kane po prostu się od niego odbił.

W 35. min oglądaliśmy znakomitą kontrę gospodarzy. Valère Germain otrzymał podanie z głębi pola, pognał prawą stroną i oddał bardzo dobry strzał w kierunku dalszego słupka. Lloris byłby bez szans, ale piłka nieznacznie minęła słupek.

Minutę przed końcem pierwszej połowy nieładnym zachowaniem "błysnął" Glik, który nawet mógł wylecieć z boiska za nadepnięcie Kane’a. Polak mógł mówić o dużym szczęściu, bo za swój wybryk nie został ukarany przynajmniej żółtą kartą.

Znakomity początek drugiej połowy w wykonaniu Monaco! Zaledwie po trzech minutach od wznowienia piłka trafiła na lewe skrzydło, skąd mierzonym dograniem w sam środek pola karnego popisał się Mendy, a idealnie ustawiony Djibril Sidibé uderzył bardzo mocno i Lloris był bez szans.

W 51. min brzemiennego w skutkach faulu w swoim polu karnym dopuścił się Glik. Polak bezmyślnie i ewidentnie sprowadził do parteru Allego, otrzymał żółtą kartkę i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Kane, uderzył w lewy róg bramki po rękach Danijela Subaszicia, ale strzał był wystarczająco mocny, by piłka zatrzepotała w siatce.

Odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna. Po stracie gola wznowili grę ze środka boiska i po czterech podaniach byli już w polu karnym Tottenhamu. Piłka trafiła do Thomasa Lemara, który przyjął sobie futbolówkę i lewą nogą uderzył płasko, nie do obrony.

W 68. min powinien paść gol dla Monaco. Po dośrodkowanie z lewej strony boiska, piłka przeszła do zamykającego wrzutkę Glika, który z pięciu metrów oddał bardzo mocny strzał. Kunsztem wykazał się Lloris, instynktowną paradą przenosząc futbolówkę nad bramką.

Sześć minut później idealnie w tempo wyszedł Falcao. Nie było spalonego, ale naciskany przez obrońcę Kolumbijczyk pospieszył się z oddaniem strzału zza pola karnego. Lloris skrócił kąt i sparował piłkę.

W 87. min goście mieli wielką szansę doprowadzić do remisu, lecz Alli nie wykorzystał dogodnej sytuacji i z kilku metrów nie trafił w światło bramki.

W doliczonym (cztery minuty) czasie gry zespół z Londynu nadal szukał szansy na wywiezienia z Francji jednego punktu, ale stałe fragmenty gry nie przyniosły żadnego skutku.

AS Monaco - Tottenham Londyn 2-1 (0-0)
Bramki: Sidibé (48.), Lemar (53.) - Kane (52. karny)

Zobacz raport meczowy

Sprawdź sytuację w grupie E Ligi Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL