Reklama

Reklama

Arka się nie doczekała. Teraz baraże

Arka Gdynia choć wiosną rządziła w pierwszej lidze, nie zdołała awansować bezpośrednio do Ekstraklasy. Wygrana 2:1 z Sandecją Nowy Sącz drużynie Ryszarda Tarasiewicza dałaby awans tylko w przypadku straty punktów przez Widzewa Łódź w starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Oba spotkania zakończyły się jednak takim samym wynikiem 2:1, Arka na ewentualny awans musi więc poczekać.

Arka na awans była przygotowana w najdrobniejszych szczegółach. Piętrowy autokar czekał przygotowany na przejazd z zespołem do centrum Gdyni. Jeśli w meczu z Sandecją nie udałoby się awansować, to impreza byłaby przełożona na ewentualnie inny termin. Kibice też byli gotowi na przemarsz razem ze swoim zespołem. 

Prezes Pomorskiego Związku Piłki Nożnej, Radosław Michalski też wierzył w awans, mimo że Arka rywalizowała z jego byłym klubem Widzewem Łódź. Sentymenty zostały jednak odłożone na bok. Bardziej liczył się interes klubu z jego macierzystego okręgu. 

Reklama

- Słyszałem, że Podbeskidzie gra dużo lepiej, niż Widzew. Myślę, że Arka da dzisiaj radę - mówił "Interii" w przerwie spotkania w Gdyni.  

W tym momencie ekstraklasowiczem był jednak zespól z Łodzi. Widzew niemal od początku meczu z Podbeskidziem prowadził 1:0. Arka z Sandecją grała za to wyrównany mecz. Aż do 44. min trudno było wskazać, który zespół wygra to spotkanie. Gospodarze atakowali, mieli kilka sytuacji, ale w pobliżu bramki potężnego, mierzącego 190 cm bramkarza gości, Dawida Pietrzkiewicza, gubili się i nie potrafili zmusić go do większego wysiłku.

Kapitan dał nadzieję

Od czego jednak jest kapitan. Kiedy wszyscy szykowali się już do zejścia na przerwę, dwóch gwiazdorów 1. ligi - Hubert Adamczyk i Christian Aleman, postanowili nietypowo rozegrać rzut rożny.

Kiedy wszyscy spodziewali się bezpośredniej wrzutki w pole karne, obaj gracze Arki postanowili rozegrać róg krótko i wstrzelić piłkę w pole karne. Pod bramką Pietrzkiewicza powstało zamieszanie, w którym strzałem nożycami popisał się kapitan zespołu Michał Marcjanik. Piłka wpadła do siatki, a sędzia Tomasz Kwiatkowski zarządził, że bez wznawiania gry oba zespoły zejdą na przerwę do szatni. 

Przed meczem Marcjanik przewidział, że sprawy mogą potoczyć się w ten sposób.

- Będziemy walczyć do końca - zapewniał Marcjanik, który wczoraj strzelił 18. gola dla Arki w ponad 200 występach, które niedawno świętował. Działo się to w przeciągu ostatnich ośmiu lat, z przerwą na występy we Włoszech.

Chrobry na drodze do Ekstraklasy

W 50. min spotkania stadion przy ul. Olimpijskiej na chwilę eksplodował. Nie było to jednak spowodowane jakimś zagraniem miejscowych asów, ale wiadomością o tym, że Podbeskidzie wyrównało w meczu z Łodzi.

Aż do końca spotkania atmosfera na stadionie była fantastyczna. Trwało oczekiwanie na fetę, awans i ukoronowanie świetnej rundy wiosennej. Nikt się nie przejmował faktem, że Widzew strzelił na 2:1. Wiara w Podbeskidzie też nie była ważna. Wszyscy cieszyli się meczem i świetną grą Arki. 

W 80. min gola na 2:0 z rzutu karnego strzelił Mateusz Żebrowski. Stadion nie milkł do końca. Działo się dużo - nieuznany gol Adamczyka, czerwona kartka dla Djibrila Diawa, honorowy gol z karnego dla Sandecji Łukasza Zjawińskiegiego. Wszyscy czekali jednak na koniec meczu Widzewa. 

Niestety dla Arki, Widzew wygrał 2:1 i zespół z Trójmiasta czekają teraz baraże - w pierwszym zmierzą się z Chrobrym Głogów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL