Reklama

Reklama

Argentyńscy trenerzy na TOP-ie

Po latach posuchy, w których w Europie pracowało niewielu Argentyńczyków, przyszedł czas, w którym trenerzy z tego kraju zyskują co raz więcej uznania na "Starym Kontynencie".

Argentyńczycy byli od dawna cenieni na swoim kontynencie. Trenerzy z kraju Diego Maradony pracowali w czołowych zespołach klubowych Ameryki Południowej i reprezentacjach narodowych. Wyjątkiem była Brazylia, która z uwagi na wieloletnią rywalizację obu krajów w piłce nożnej, z wyjątkowym niesmakiem podchodziła do zatrudniania Argentyńczyków. W grudniu ubiegłego roku i to się zmieniło, kiedy trenerem Sao Paulo został Edgardo Bauza.

Renoma szkoleniowców z tego kraju dotarła również do Europy. Prekursorem w tej materii było Atletico Madryt, które pod koniec 2011 roku zdecydowało się zatrudnić Diego Simeone. Pasmo sukcesów (mistrzostwo Hiszpanii, triumf w Lidze Europejskiej, Copa del Rey oraz finał Ligi Mistrzów) byłego reprezentanta "Albicelestes" skłoniło działaczy innych klubów do przeszukiwania argentyńskiego rynku trenerów.

Reklama

Latem 2013 roku po szkoleniowca z Argentyny sięgnęła również Barcelona, ale akurat Katalończycy nie najlepiej wspominają czas, w którym opiekunem ich zespołu był Gerardo Martino. Przypadek Martino nie zniechęcił jednak włodarzy innych klubów La Liga. 19 maja 2014 roku pracę w Celcie Vigo rozpoczął Eduardo Berizzo. Efekty przyszły nadzwyczaj szybko, już w pierwszym sezonie pracy Argentyńczyka, galicyjski klub zajął ósme miejsce w lidze, a w obecnym plasuje się na piątej pozycji.

Argentyńczyków cenić zaczęli również Anglicy. Od prawie trzech lat w Premier League pracuje Mauricio Pochettino, którego brytyjskie media anonsują na przyszłego menadżera Manchesteru United czy Chelsea Londyn. Po mundialu w Brazylii, byłym już selekcjonerem reprezentacji "Albicelestes" Alejandro Sabellą mocno interesowali się z kolei włodarze Manchester City. Ostatecznie jednak "Obywatele" zdecydowali się pozostawić na stanowisku Chilijczyka Manuela Pellegriniego.

W chwili obecnej łakomym kąskiem dla właścicieli europejskich klubów wydaje się być Jorge Sampaoli, który na początku stycznia rozstał się z reprezentacją Chile. Przed rokiem drużyna "La Roja" pod jego wodzą zdobyła mistrzostwo Ameryki Południowej. Bez pracy po rozstaniu z Marsylią, w sierpniu ubiegłego roku, pozostaje również Marcelo Bielsa, który w 2012 roku dotarł z Athletikiem Bilbao do finału Ligi Europejskiej.

Argentyńska Primera Division to również kopalnia szkoleniowców, którzy dla europejskich klubów byliby dostępni za "grosze". Zarobki w rodzimym kraju nie umywają się bowiem do pieniędzy, które można zarobić w Europie. Najciekawsze CV wśród młodszych trenerów ma Marcelo Gallardo z River Plate. 40-latek wygrał z drużyną z Buenos Aires ostatnią edycją Copa Libertadores, a wcześniej święcił sukcesy z urugwajskim Nacionalem.

Trenerzy z kraju Maradony nie byli tak rozchwytywani od czasów Helenio Herrery, Carlosa Bilardo i Cesara Luisa Menottiego, czyli lat 70. i 80. ubiegłego stulecia. Na początku XXI wieku, Argentyńczyk na ławce wielkiego klubu był jedynie wyjątkiem o czym najlepiej świadczą przykłady Hectora Raula Cupera (Valencia 1999-2001, Inter Mediolan 2001-2003) czy Daniela Passarelli (AC Parma 2001). Wszystko wskazuje na to, że druga dekada obecnego stulecia zmieniła podejście włodarzy europejskich klubów na korzyść rodaków Lionela Messiego.

Autor: Kamil Kania

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL