Reklama

Reklama

​Antonio Valencia kończy karierę. Żołnierz Fergusona, który przeżył dramat

Luis Antonio Valencia w wieku 35 lat postanowił zawiesić buty na kołku. Najlepsze lata kariery spędził w Manchesterze United. Był na boisku pracusiem oraz twardzielem, który w pełni zasłużenie zapracował na funkcję kapitana i koszulkę z legendarnym numerem. Dramat z 2010 roku nie pokonał Ekwadorczyka - po złamaniu nogi w kostce stracił wiele miesięcy, z biegiem czasu przemianowano go ze skrzydłowego na obrońcę.

Przyjście Luisa Antonio Valencii do "Czerwonych Diabłów" zbiegło się z odejściem Cristiano Ronaldo do Realu Madryt. Ekwadorski - wtedy jeszcze skrzydłowy - przeniósł się do klubu z Old Trafford z angielskiego Wigan Athletic za prawie 20 milionów funtów. - Bóg dał mi możliwość dołączenia do Manchesteru United. Nigdy nie zapomnę bramek, trofeów i wspaniałych fanów - przekazał w oświadczeniu. Valencia zdobył z klubem z czerwonej części Manchesteru dwa mistrzostwa Anglii, Puchar Anglii, dwa Pucharu Ligi Angielskiej oraz Ligę Europy. Na te sukcesy w Teatrze Marzeń zapracował przez dekadę (lata 2009-2019). Końcówkę kariery spędził w ekwadorskim LDU Quito oraz meksykańskim Querétaro FC.

Reklama

Dramat go nie pokonał

Antonio Valencia datę 14 września 2010 roku zapamięta na zawsze. Nie będzie to jednak hucznie świętowany przez niego dzień. W meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów pomiędzy Manchesterem United a Glasgow Rangers (0-0) złamał nogę w kostce, przez co wypadł z gry na wiele miesięcy. W 58. minucie Ekwadorczyk ruszył prawym skrzydłem w kierunku pola karnego zespołu ze Szkocji. Akcję - wybijając piłkę na aut - przerwał Kirk Broadfoot. Sytuacja jakich wiele w dosłownie każdym spotkaniu. Tutaj stał się jednak wielki dramat. Od razu było widać, że stało się coś niepokojącego - piłkarz natychmiast wskazał palcem na nogę, a rywale z Glasgow natychmiast wołali po pomoc medyczną. 

Sir Alex Ferguson po meczu przyznał, że szybko zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Diagnoza niestety nie była optymistyczna - złamanie nogi w kostce z przemieszczeniem, z samego rana był operowany w szpitalu. Stracił wiele miesięcy kariery, w sezonie 2010/2011 - zakończonym mistrzostwem Anglii - miał już nie wystąpić. Wrócił na boisko w niesamowicie szybkim tempie, bo w marcu 2011 roku. Nie dość, że miał udział w zdobyciu tytułu, to zagrał jeszcze w wyjściowym składzie w finale Ligi Mistrzów z Barceloną. Co prawda przegranym 1-3, lecz Valencia był zwycięzcą walki o powrót do gry. Pokazał charakter. 

Topowy asystent

Ekwadorczyk z czasem został przemianowany ze skrzydłowego na obrońcę, jednak kilka pierwszych sezonów w Manchesterze United zagrał na tej pierwszej pozycji. W koszulce "Czerwonych Diabłów" wystąpił w 339 spotkaniach, w których strzelił 25 bramek i zanotował 62 asysty. Niezwykle udane dla niego były rozgrywki 2011/2012. W samej Premier League zapisał na swoim koncie aż 13 finalnych podań, co wystarczyło do zajęcia drugiego miejsca w lidze ex aequo z Juanem Matą (wtedy jeszcze piłkarzem Chelsea). Dwie asysty więcej uzbierał David Silva. 

Czasami Valencia był obiektem drwin ze strony kibiców, którzy wspominali o jego ograniczonym wachlarzu zagrań. Najczęściej kojarzono go z jednym dryblingiem oraz wypominano mu grę tylko prawą nogą. Idealnie pasował do koncepcji Fergusona. Legendarny szkocki menedżer potrafił wycisnąć z prawie wszystkich swoich piłkarzy nie 100 procent możliwości, a 200. Ekwadorczyk na boisku był pracusiem, prawdziwym twardzielem, a pewne braki w umiejętnościach nadrabiał zaangażowaniem. Zawsze miał nienaganną sylwetkę. Z roku na rok jego pozycja w zespole się umacniała. 

Legendarna "siódemka" i funkcja kapitana

Koszulka z numerem 7 w Manchesterze United ma szczególne znaczenie. Legendarny numer na plecach nosili m.in. George Best, Bryan Robson, Eric Cantona, David Beckham oraz Cristiano Ronaldo, czyli najwięksi z największych. Valencia został obdarzony zaufaniem i dołączył do tego zaszczytnego grona, ale od po roku gry postanowił wrócić do numeru 25. Trenerzy "Czerwonych Diabłów" w ostatnich latach wybierali złych piłkarzy do gry z "siódemką". Angel Di Maria grał w drużynie z Old Trafford zaledwie rok, nieudany był także eksperyment z Memphisem Depayem czy Alexisem Sanchezem. 

Legendarny numer dla Valencii okazał się za ciężki, ale z kapitańską opaską czuł się o niebo lepiej. Sprawdził się jako kapitan "zastępczy", więc przejął rolę przywódcy po zakończeniu kariery przez Michaela Carricka. Obecnie z opaską na ramieniu biega Harry Maguire. 

Reprezentacja 

Gra w piłkę nożną nie kończy się tylko na karierze klubowej. Równie istotne są również występy w reprezentacji kraju. Valencia w barwach Ekwadoru wystąpił 98 razy i strzelił 11 bramek. Zadebiutował 28 kwietnia 2004 roku w zremisowanym meczu towarzyskim z Hondurasem (1-1). Miał wtedy 18 lat, 8 miesięcy oraz 24 dni. Były piłkarz Manchesteru United w 2006 roku wystąpił przeciwko reprezentacji Polski podczas finałów mistrzostw świata. Na stadionie w niemieckim Gelsenkirchen zwyciężyli Ekwadorczycy 2:0. Zagrał przez całe 90 minut. 

Teraz czas na nowy rozdział w jego życiu. Musi odnaleźć się poza boiskiem. - Nie sądziłem, że ten moment przyjdzie tak wcześnie, ale moje ciało poprosiło mnie o podjęcie takiej decyzji. Jako 14-letnie dziecko opuściłem moją rodzinę, moją wioskę. Tęskniłem, ale podróżowałem z nadzieją. Kilka lat później przyjechałem do Europy. Grałem w Hiszpanii, później przyszedł czas na mój drugi dom: Anglię. Chcę podziękować wszystkim, którzy byli częścią mojej kariery i mojego życia - napisał w oświadczeniu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama