Reklama

Reklama

Andrzej Kretek: Pora znów zacząć wygrywać

Trzy ostatnie wyjazdowe mecze łodzian zakończyły się porażkami. W tym sezonie Widzew na boisku przeciwnika wygrał zaledwie raz.

- Kilkakrotnie oglądałem to spotkanie w telewizji i analizowałem nasze błędy - wraca do ostatniej potyczki z Zagłębiem (porażka 0-1) trener Andrzej Kretek. - Przedmeczowe założenia taktyczne dotyczące gry w Lubinie były inne, niż to, co zaprezentowaliśmy na boisku. Zagraliśmy słabo. W dodatku już w 35 minucie musiała zmienić się nieco nasza koncepcja gry. Z powodu kontuzji zszedł Jarek Bieniuk i w efekcie Wojtek Szymanek przeszedł z pomocy do obrony. Zawsze takie sytuacje powodują jakieś zmiany - dodaje.

Uraz Bieniuka w trakcie meczu to jednak nie jedyny problem kadrowy Kretka w ostatnim czasie. Trenerowi beniaminka co chwilę wypadają ze składu kolejni gracze, co znacznie utrudnia mu pracę z zespołem. - Przeciwko Zagłębiu nie mogło wystąpić kilku graczy środka pola, którzy w poprzedniej kolejce rozpoczynali mecz w wyjściowym składzie. Mindaugas Panka, Bruno Pinheiro czy też Łukasz Broź to nasi podstawowi zawodnicy. Ponadto kontuzje wyeliminowały również m.in. Przemka Oziębałę oraz Pawła Grischoka. Oczywiście nie jest to komfortowa sytuacja, ale wliczone jest to w zawód trenera - zaznacza w rozmowie z portalem INTERIA.PL.

Reklama

Po tym, jak Widzew rozgromił na własnym boisku Jagiellonię Białystok, zanotował trzy porażki z rzędu. Wszystkie na wyjeździe, z GKS-em Bełchatów i Zagłębiem w lidze, oraz z Wisłą Kraków w Pucharze Polski. Co więcej, podopieczni Kretka w żadnym z tych spotkań nie zdobyli nawet gola. - Należy jednak pamiętać, że do 11. kolejki byliśmy jedną z nielicznych drużyn, które na boiskach rywali spisywały się dobrze. Do spotkania w Bełchatowie nie doznaliśmy porażki na żadnym innym stadionie poza Łodzią. Przywoziliśmy punkty z Kielc, Gdyni, Chorzowa czy też Bytomia - przypomina 47-letni szkoleniowiec.

Trzeba jednak zaznaczyć, że te trzy ostatnie wyjazdowe porażki nie musiały się łodzianom przytrafić. Gola w Krakowie stracili w dogrywce, a piłka po strzale Macieja Żurawskiego odbiła się od jednego z obrońców i zmyliła Bartosza Kanieckiego. Bramka w Bełchatowie padła natomiast w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. - A w Lubinie przy odrobinie szczęścia zdobylibyśmy punkt. Niestety, piłka po strzale Darvydasa Sernasa trafiła w słupek. Styl, w jakim przegraliśmy, był nie najlepszy. Wierzę jednak, że słabą grę mamy już za sobą. Pora znów zacząć wygrywać - zapewnia Kretek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje