Reklama

Reklama

29 lat temu rozegrano pierwszy mecz, w którym nie można było podawać piłki nogą do bramkarza

Zakazano podań nogą do bramkarza. Gra przyspieszyła, stała się lepsza i ciekawsza. Jak widać nie zawsze zmiana przepisów musi być na gorsze.

Głośno ostatnio było o pomysłach odnośnie zmian zasad najpopularniejszej gry świata - piłki nożnej. Gdyby plotki się potwierdziły, doszłoby do rewolucji. Propozycje obejmowały ponoć:

1. Zmianę długości trwania połów (z 45 do 30 minut).

2. Zatrzymanie czasu jak w koszykówce czy piłce ręcznej.

3. Możliwość nieograniczonej liczby zmian w trakcie meczu.

4. Zastąpienie żółtych kartek pięciominutowymi karami.

5. Możliwość wykonywania autów nogą.

By przeciąć spekulacje w ubiegłym tygodniu władze FIFA opublikowały oświadczenie, w którym stanowczo zdementowała wszelkie plotki na ten temat zmiany przepisów.

Reklama

Faktycznie, przeprowadzenie zmian akurat teraz byłoby absurdalne. Po co zmieniać coś, co funkcjonuje dobrze? Trudno nam sobie wyobrazić turniej ciekawszy od Euro 2020. Jeśli komuś wcześniej piłka nożna była obojętna, na przełomie czerwca i lipca mógł się w niej zakochać.

Zgoła odmienna sytuacja była po turnieju mistrzostw świata Italia’90. Pamięć zaciera złe wspomnienia, natomiast bezlitosne fakty są takie, że te mistrzostwa zapisały się rekordowo niską liczbą bramek - padło ich średnio zaledwie przeciętnie 2,2 na mecz. Dla porównania w Euro 2020 padło średnio 2,78 bramek na spotkanie. 29 lat temu płynnej gry było jak na lekarstwo - również przez nagminne podania nogą do bramkarza - negatywny rekord padł w spotkaniu Austrii z Czechosłowacją - piłka była w grze jedynie 57 minut.

Pomysł, by zakazać podań nogą do bramkarzy po raz pierwszy pojawił się na posiedzeniu International Football Association Board (IFAB) w 1981 r. Jak ktoś ma koło czterdziestki i więcej, pewnie pamięta strategię niektórych drużyn, które bawiły się w ten sposób  w kotka i myszkę z rywalem, podając piłkę nogą swemu bramkarzowi, a ten ją rękami łapał. Ba, sam tak robiłem! Pamiętam dziecięcy turniej w gdańskiej hali Stoczni (wówczas im. Lenina) gdy wyjaśniłem kopaninę w środku pola podaniem do własnego bramkarza z połowy boiska. Trener pochwalił: "brawo!". Jakie to mądre i dojrzałe zagranie.

Po Italia’90 to angielska federacja piłkarska (jako jeden z członków IFAB, pozostałe to szkocki, walijski oraz irlandzki Związek Piłki Nożnej, każdy z nich ma po jednym głosie, cztery ma FIFA) zgłosiła pomysł ograniczenia podań do bramkarza na agendę spotkania IFAB w czerwcu 1991 r.

Ustalono, że podczas mistrzostw świata do lat 17 (miały zostać rozegrane w dniach 16-31 sierpnia 1991 r.) zostaną przeprowadzone dwa eksperymenty:

·        Artykuł 11 - pozycja spalona miała obowiązywać jedynie w polu karnym przeciwnika

·        Artykuł 12 - bramkarze nie mogli łapać piłki podanej przez kolegów z zespołu

Zawody wygrała Ghana, a jej snajper Nii Lamptey został królem strzelców w turnieju, w którym udział wzięli m.in. Juan Sebastian Veron, Adriano i Alessandro del Piero. Eksperyment nie przyniósł przełomu (średnia bramek na mecz - 2,53), być może dlatego, że był rozgrywany w krainie "catenaccio", gdzie rok wcześniej na mundialu również strzelać nie kazano. Turniej mistrzowski piłkarzy do 17 lat został przeniesiony do...Italii, po wybuchu epidemii cholery w Ekwadorze, gdzie miał być pierwotnie rozegrany.

Coś się jednak ruszyło. Szwedzki sędzia Leif Sundell, który prowadził m.in. finał Ghana - Hiszpania (1-0), napisał w poturniejowym raporcie: "Eksperyment z brakiem podań nogą do bramkarza uważam za udany."

Eksperci FIFA byli podobnego zdania: - Delegaci, zawodnicy, trenerzy i eksperci, wszyscy bardzo pozytywnie przyjęli próbną zmianę w przepisach.

Od poturniejowego raportu do wprowadzenia zmian daleka droga. Na kolejnym spotkaniu szacownego ciała w maju 1992 r. w walijskim Newport, zmiana przepisów została przegłosowana i wprowadzona jako Artykuł 12 Ustęp 2:   

Rzut wolny pośredni jest przyznany, jeżeli bramkarz we własnym polu karnym popełnia jedno z następujących przewinień:

·        przez czas dłuższy niż 6 sekund kontroluje piłkę w rękach, zanim ją zwolni,

·        dotyka rękoma piłki po tym, jak:

- zwolnił ją z rąk i nie dotknęła później innego zawodnika,

- została rozmyślnie kopnięta do niego przez współpartnera,

- otrzymał ją bezpośrednio z wrzutu od współpartnera.

Pierwszym turniejem, który miał zostać rozegrany zgodnie z nowymi przepisami miały być Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie w 1992 r.

Tuż przed turniejem,  w tygodniku "Piłka Nożna" z 21 lipca 1992 r., wciąż aktywny sędzia Michał Listkiewicz tłumaczył motywację zmian w przepisach: "Drużyny będą grały do przodu, a nie do tyłu. To powinno zachęcić zawodników do agresywniejszego atakowania obrońców i bramkarzy. Może to na początku spowodować trochę zamieszania, bo wielu obrońców ma zakodowany nawyk, że w niebezpiecznych sytuacjach podaje się do bramkarza.

I kontynuował: "rozważa się projekt wprowadzenia zmian powrotnych. To może być następna modyfikacja przepisów".

Na koniec Listkiewicz dodawał: "Eksperymenty przeprowadzone w sprawie spalonego obowiązującego tylko w polu karnym nie przyniosły efektów - pod bramkami był straszny tłok, mnóstwo przepychania. Przypominało to trochę "obronę na kole" w piłce ręcznej".

Z okazji Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie, które przyniosły przełom, jeszcze dygresja a propos tamtejszego klubu, FC Barcelona. Pamiętam  mecz Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym "Blaugrana" podejmowała Legię Warszawa. Boisko-lotnisko (plac gry o największych możliwych wymiarach 120m x 90m) stadionu Camp Nou niespodziewanie stanowiło atut gości, nie gospodarzy. Raz po raz prostopadłe podania "Wojskowych" przecinały wysoko ustawioną linię obrony "Barcy", którą dalekimi wypadami musiał ratować bramkarz Andoni Zubizaretta. Po meczu trener Johan Cruyff pytany, jakim cudem baskijski golkiper musiał ścigać się z Andrzejem Łatką, ze spokojem odparł: - Nie widzę w tym nic dziwnego, nasz bramkarz pełni również rolę ostatniego stopera.

Wtedy uznałem to za tanią wymówkę, ale czas pokazał, że niderlandzki wizjoner miał rację.

Co ciekawe obaj bramkarze reprezentacji Polski powołani na piłkarski turniej olimpijski w Barcelonie, podstawowy Aleksander Kłak i rezerwowy Arkadiusz Onyszko, nie przypominają sobie, by jakoś specjalnie przygotowywali się do gry w zgodzie z nowymi przepisami. Czas zaciera wspomnienia.

Ostatnim turniejem, gdy bramkarz mógł łapać piłkę w ręce (po podaniu nogą od własnego zawodnika), a za zwycięstwo przyznawano dwa punkty były szwedzkie mistrzostwa Europy w 1992 r. Na pożegnanie tych dwóch przepisów zanotowano średnią jedynie 2,13 bramek na mecz. Osoby z dobrą pamięcią (jak ja) pamiętają nie tylko sensacyjny sukces Duńczyków, ale również ich bardzo częste podania do Petera Schmeichela. 

24 lipca 1992 r. w 65. minucie meczu otwarcia turnieju piłkarskiego na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie, w meczu Włochy (znowu oni!) kontra USA, bramkarz Francesco Antonioli zapomniał się i złapał piłkę w ręce po podaniu kolegi z drużyny. Po rzucie wolnym pośrednim, Amerykanin Joe-Max Moore trafił do siatki, zdobywając honorową bramkę dla USA  i ustalając wynik na 1-2. Pięć lat później, w 1997 r., bramkarzom zakazano łapania piłki również po wyrzutach z autu. Zaczęła się zupełnie nowa era w futbolu. Gra przyspieszyła, stała się lepsza i ciekawsza. Jak widać nie zawsze zmiana musi być na gorsze.

Maciej Słomiński  

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje