20 tys. osób chciało sensacji. Wszystko jasne. Oto finalista Pucharu Polski
Były prezes PZPN obiecał piłkarzom Zawiszy garnitury na wyjazd na finał do Warszawy. Na stadion w Bydgoszczy przyszło 20 tys. ludzi, by zobaczyć, jak trzecioligowy klub walczy z Górnikiem Zabrze w półfinale STS Pucharu Polski. Pogromu nie było, ale goście udokumentowali swoją wyższość i wygrali 1:0.

Na ten mecz czekała cała Bydgoszcz. Kilka miesięcy wcześniej było to nie do pomyślenia, że trzecioligowy Zawisza będzie o krok od meczu na PGE Narodowym w Warszawie. Wystarczyło "tylko" i aż pokonać w półfinale STS Pucharu Polski walczący... o mistrzostwo Polski Górnik Zabrze.
Teoretycznie zadanie wydawało się z tych z gatunku mission impossible. Zabrzanie są na fali wznoszącej. Kilka dni wcześniej wygrali 3:0 z Cracovią i znów na poważnie włączyli się do walki o mistrzostwo Polski. Bydgoszczanie także wygrywali, ale na czwartym szczeblu rozgrywkowym w naszym kraju.
W starciach z Chojniczanką czy wcześniej Wisłą Kraków piłkarze Zawiszy udowodnili jednak, że nic nie jest niemożliwe. I z takim nastawieniem rozpoczęli też środowe starcie z Górnikiem w Bydgoszczy.
Zawisza - Górnik. Zabrzanie zrobili to co do nich należało
Przez pierwsze 15-20 minut nie było widać przepaści sportowej, jaka dzieli obie drużyny. Górnik dłużej utrzymywał się przy piłce, większość akcji toczyła się na połowie Zawiszy, ale z tej przewagi gości niewiele jednak wynikało. Akcji, z których mogła paść bramka, było jak na lekarstwo.
Z czasem Górnik zaczął jednak osiągać coraz większą przewagę i udokumentował ją golem. W 35. minucie pojedynku Yvan Ikia Dimi dobrze sfinalizował podanie w polu karnym, zaskakując bramkarza gospodarzy.
Po bramce Zawisza zaatakował odważniej. Kilka razy zakotłowało się w polu karnym Zabrzan, ale gol nie padł. Pod sam koniec pierwszej połowy ponownie to przyjezdni przejęli kontrolę nad wydarzeniami na murawie i utrzymali do przerwy skromną, jednobramkową zaliczkę.
Półfinał STS Pucharu Polski. Gorąco na trybunach
Z minuty na minutę w Bydgoszczy robiło się coraz chłodniej. Można było odnieść wrażenie, że mecz rozgrywany jest w marcu, a nie w pierwszej połowie kwietnia. Chłodno jednak nie było jednak na trybunach. Najbardziej zagorzali kibice obu drużyn prześcigali się na przyśpiewki.
"Zawisza gol" - krzyczeli fani miejscowych. "Jeszcze jedna bramka" - odpowiadała około 2 tys. grupa fanów z Zabrza.
Na samym boisku akcji bramkowych, podobnie jak przez większą cześć pierwszej połowy, było jednak jak na lekarstwo. Mimo wszystko Górnik sprawiał wrażenie drużyny, która kontroluje przebieg gry. Nie forsował tempa, bo nie miał takiej potrzeby. Prowadził, a Bydgoszczanom trudno było skonstruować akcję po której realnie mogliby zagrozić bramkarzowi gości.
Jeszcze przed starciem półfinałowym Zbigniew Boniek, były prezes PZPN, zadeklarował, że za awans do finału zakupi piłkarzom Zawiszy, jego byłego klubu, garnitury, by zawodnicy i trenerzy jak najlepiej zaprezentowali się podczas finału na PGE Narodowym. Z każdą kolejną minutą szansa na realizację zapowiedzi Bońka malała.
Ostatecznie nic z tego nie wyszło, chociaż w 88. minucie ludzie złapali się za głowy, gdy Bydgoszczanom niewiele zabrakło do wyrównania po strzale z rzutu wolnego. Górnik nie dał jednak sobie odebrać zwycięstwa. Wygrał skromnie 1:0 i 2 maja zagra w finale w Warszawie. Jego przeciwnika wyłoni czwartkowe półfinałowe starcie Rakowa Częstochowa z GKS-em Katowice (18:30).













