Wyjątkowy mecz w historii MŚ. 4 gole w Monterrey. Oto kolejny odpadający
Dziesiąty dzień oficjalnego terminarza mistrzostw świata zamknął mecz wyjątkowy, bo oznaczony numerem 1000 w historii mundiali. Już w niedzielę rano polskiego czasu Tunezja zmierzyła się z Japonią. W afrykańskim zespole debiutował selekcjoner Herve Renard. Nie okazał się jednak cudotwórcą. Jego podopieczni przegrali aż 0:4 i dołączyli do Haiti i Turcji w gronie ekip, które na pewno opuszczą turniej po fazie grupowej.

Spotkanie Japonii z Tunezją to wyjątkowe wydarzenie w skali całych mistrzostw świata. Potyczka w Monterrey była meczem nr 1000 w historii mundialu. Pierwszy rozegrano w 1930 roku.
Dla obu drużyn było to kluczowe spotkanie dla dalszych losów w tych MŚ. Japończycy na inaugurację pokazali charakter i dwukrotnie odrabiali stratę, by finalnie zremisować 2:2 z faworyzowanymi Holendrami. Drużyna Hajime Moriyasu ma ogromny apetyt na przebicie bariery 1/8 finału, na której Japończycy zatrzymywali się aż czterokrotnie.
Tunezyjczycy już na starcie mundialu przeżyli istne trzęsienie ziemi. Po klęsce 1:5 ze Szwecją z posadą selekcjonera pożegnał się Sabri Lamouchi. W jego miejsce sprowadzony został Herve Renard - Francuz, który zaledwie dwa miesiące wcześniej został zwolniony z posady selekcjonera reprezentacji Arabii Saudyjskiej.
Zawodnicy zadbali o to, by kibice od samego początku nie narzekali na nudę. Jako pierwsi zaatakowali Tunezyjczycy. W 3. minucie ustawiony z lewej strony boiska Hannibal Mejbri chciał sprawdzić czujność bramkarza niesygnalizowaną próbą z narożnika pola karnego. Zion Suzuki jednak nie musiał interweniować.
Nie minęła nawet minuta, a Japończycy mogli rozpocząć świętowanie pierwszego gola w tym spotkaniu. Azjaci wykonali szybką kontrę, a wbiegający z lewej strony pola karnego Keito Nakamura zgrał do środka. Tam najlepiej w zamieszaniu odnalazł się Daichi Kamada. Zawodnik Crystal Palace sprytnie umieścił futbolówkę w bramce, nie zostawiając bramkarzowi najmniejszych złudzeń.
W 9. minucie powinno być już 2:0 dla Japończyków. Ayase Ueda pognał za długą piłkę zagraną pod pole karne Tunezji, z łatwością przepchał rywala i wyłożył piłkę do pustej bramki Kamadzie. Sytuację w ostatniej chwili uratował skutecznie wybijający na rzut rożny Dylan Bronn. Po rogu cud uratował Tunezyjczyków od utraty gola. Jak pokazały powtórki, Aymen Dahmen w ostatniej chwili zatrzymał futbolówkę. Do przekroczenia linii końcowej zabrakło kilku milimetrów.
Początkowy impet później wyhamował, lecz Japończycy cały czas trzymali krótko swojego przeciwnika, nie pozwalając mu na zbyt wiele. W 31. minucie znów zaczarował Ueda. Japoński napastnik wykorzystał miejsce, które przed polem karnym dali mu Tunezyjczycy, co zakończyło się potężnym uderzeniem przy dalszym słupku i prowadzeniem 2:0.

Druga połowa zaczęła się intensywnie, najpierw Ao Tanaka zza "szesnastki" uderzył tuż obok słupka, a następnie to przegrywający zaznaczyli swoją obecność. Mieli świadomość, że porażka będzie oznaczać utratę matematycznych szans na wyjście z grupy. Na ich nieszczęście - ale też dzięki ich nieudolności w grze bez piłki - tempo spotkania znowu spadło, a zegar z każdą sekundą przybliżał ich do pozostania już tylko z meczem o honor.
Z tego spokoju wyłonił się trzeci cios ekipy Hajime Moriyasu. Wyraźnie uśpiła oponentów i w kilka sekund przetransportowała akcję od defensorów do napastnika Junyi Ito wybiegającego w podziurawioną linię obrony Tunezyjczyków. Stoper Montassar Talbi postanowił wybiec, nałożyć pressing na rozgrywającego (i jak się okazało w tym przypadku asystującego) Uedę i zostawić przestrzeń za sobą. Nie opłaciło się.
Japonia górą w 1000. meczu w historii mistrzostw świata. Tunezja pojedzie do domu
Kibice "Orłów Kartaginy" mogli się załamać. Trzybramkowa strata i fatalny styl gry nie napawały optymizmem. W 83. minucie błąd techniczny ich ulubieńców w środku pola oznaczał błyskawiczną kontrę. Ito pomknął prawą flanką, podał na skraj szesnastki przed linię końcową do Kaishu Sano. Ten dośrodkował na głowę Uedy, który skompletował dublet. Futbolówka po jego uderzeniu nabrała dość wysokiej paraboli, lecz dwóch przeciwników i tak nie zdołało jej zatrzymać.
W Monterrey obejrzeliśmy starcie dwóch piłkarskich światów. W statystyce strzałów było 2:11, a w tej uderzeń celnych 0:5. Japonia pokazała wysoką kulturę piłkarską, elegancję techniczną i kontrolę wydarzeń na boisku, nawet jeśli nie musiała być na wysokich obrotach cały czas. Z kolei Tunezja "aspiruje" do miana najgorszej drużyny turnieju. Już wie, że po starciu z Holandią pożegna się z czempionatem globu. Po raz kolejny okazało się, że impulsywna zmiana trenera w trakcie wielkiej imprezy po prostu nie ma sensu.
Zobacz również:












