Wielki klincz w deszczu, wymiana ciosów Ghany i Panamy. Przełom w 95. minucie
Reprezentacje Anglii i Chorwacji wysoko zawiesiły poprzeczkę pozostałym ekipom z mundialowej grupy L jeśli mowa o dostarczaniu boiskowych emocji - w starciu "Trzech Lwów" i "Vatrenich" skończyło się bowiem na wyniku 4:2. Ghana i Panama, które niedługo potem ruszyły do akcji na MŚ, nawet nie zbliżyły się do takiego poziomu emocji - ostatecznie to pierwsza z ekip wygrała skromnie, bo 1:0, po golu Caleba Yirenkyiego, który padł w 95. minucie. Tym samym Panamczycy zaprzepaścili szansę na zgarnięcie swego historycznego, pierwszego punktu na mistrzostwach globu.

Na otwarcie zmagań w grupie L mistrzostw świata 2026 doszło do naprawdę wielkiego piłkarskiego hitu - starcia Anglii z Chorwacją, zakończonego zwycięstwem pierwszej z wymienionych drużyn 4:2.
Niedługo potem, o godz. 01.00 18 czerwca według czasu polskiego, do akcji ruszyły dwa pozostałe zespoły ze wspomnianej grupy - Ghana oraz Panama. Ekipy te, bez dwóch zdań nie uchodzące za faworytów do awansu do fazy pucharowej (a przynajmniej nie z pierwszych dwóch lokat tabeli) chciały mocnym akcentem wejść w czempionat przed, jak się zdaje, jeszcze poważniejszymi dla siebie wyzwaniami na mundialu.
Kanonada w Teksasie, hit nie zawiódł. W Anglii zawrzało po meczu z Chorwacją
MŚ 2026: Ghana - Panama. Długi impas, gol na wagę triumfu w 95. minucie
Już w 2. minucie doszło do niezwykle groźnego ataku ze strony Panamczyków - Cecilio Waterman zdecydował się na zaskakujące uderzenie z wnętrza pola karnego i zmusił Lawrence'a Ati Zigiego do naprawdę wymagającej interwencji. Golkiper zdołał jednak w porę odbić piłkę.
W ogólnym rozrachunku pierwsze minuty przebiegały zdecydowanie pod dyktando "Los Canaleros" - Ghańczycy byli zdecydowanie zamknięci na własnej połowie, z rzadka starając się ruszać z ofensywą.
W 12. minucie po raz kolejny zwrócił na siebie uwagę Waterman - nie zdołał on jednak czysto uderzyć w futbolówkę po zagraniu z lewego skrzydła ze strony Jose Rodrigueza. Późniejsza kontra "Czarnych Gwiazd" również spaliła tu zdecydowanie na panewce.
Kolejne chwile na stadionie w Toronto upływały być może nie leniwie, ale z pewnością bez wielkich przełomów. Panama wciąż miała przewagę w posiadaniu, ale obie kadry ograniczyły się do walki o piłkę w środkowej strefie boiska.
Dla "The Black Stars" przełom mógł nadejść w 22. minucie, ale wówczas Kamaldeen Sulemana został przyłapany na spalonym - gwizdek arbitra, Glenna Nyberga ze Szwecji, zakończył tu wszelkie nadzieje afrykańskiego zespołu na otworzenie rezultatu.
Gdy mijało mniej więcej pół godziny gry Ghańczycy otrzymali obiecującą szansę na zaatakowanie bramki rywali z rzutu wolnego - wrzutka Jordana Ayew okazała się jednak nieprzesadnie skuteczna, a rywale prędko oddalili zagrożenie od swojej bramki.
W 34. minucie konkretniejsze podanie powędrowało w głąb "szesnastki" Ghany - i tuż pod bramką na murawę upadł Christian Martinez - wszystko po starciu z Jerome'em Opoku. Mimo dużych protestów Panamczyków sędzia jednak nie wskazał na wapno.
Niebawem ten sam Martinez zagrał z prawej flanki na Watermana - ale Ati Zigi wykazał się refleksem i wypiąstkował piłkę. Do futbolówki dopadł jeszcze potem Jiovany Ramos, ale uderzył mocno niecelnie.
Niemniej "Kanałowcy" zaczęli coraz mocniej naciskać na oponentów. Ati Zigi niebawem znów musiał nieźle się natrudzić - i w ostatniej chwili dopadł do piłki przed szarżującym pod bramkę Michaelem Murillo.
W 45. minucie Ernest Nuamah na przebój przedzierał się na prawym skrzydle w stronę bramki rywali - ale ostatecznie był zmuszony do cofnięcia piłki. Ta trafiła do Marvina Senayi, a ten kompletnie spudłował przy próbie strzału.
Ostatnim akcentem pierwszej połowy była kolejna niezbyt udana wrzutka Ayew z rzutu wolnego - ta część rywalizacji, rozgrywana w rzęsistym deszczu, zakończyła się więc bezbramkowym remisem.
Po zmianie stron na murawie nie pojawił się ponownie Ati Zigi - kontuzjowanego golkipera zastąpił Benjamin Asare. Jeśli zaś mowa o typowo boiskowych wydarzeniach, to w 48. minucie Ghańczycy mieli naprawdę dogodną szansę - z główki uderzył Jonas Adjetey, ale Orlando Mosquera zdołał skutecznie zatrzymać to uderzenie.
Niedługo potem, bo w 50. minucie, okazję do strzału miał też Caleb Yirenkyi, ale huknął on wysoko w trybuny. Dopiero po tej sytuacji inicjatywa przeszła znów w ręce Panamczyków, ale np. dośrodkowanie Rodrigueza z 52. minuty zostało skutecznie wybite.
Gdy mijała mniej więcej godzina gry "Los Canaleros" otrzymali najlepszą od dłuższego czasu szansę - po krótkim zamieszaniu futbolówka w "szesnastce" trafiła pod nogi Martineza, a ten uderzył mocno i... w boczną siatkę. Trybuny stadionu w Toronto, a przynajmniej te jego sektory, na których zasiadali panamscy kibice, wypełniły się głębokim westchnieniem.
Niebawem w boczną siatkę trafił też - ze strony Ghany - Senaya. Potem na strzał z daleka decydował się zaś Blackman, a w 65. minucie "Czarne Gwiazdy" miały już naprawdę kapitalną szansę - Ayew o włos rozminął się na wślizgu z piłką, którą ostatecznie zdołał wybić Ramos.
Potem sił w ataku próbował także Antoine Semenyo, a wspominany wcześniej Ramos też uderzał w ramach kolejnej riposty. Gra wyraźnie się rozruszała, choć wciąż na tablicy wyników widniało 0:0.
W 72. minucie Blackman sfaulował Issahaku Fatawu, za co zresztą obejrzał żółtą kartkę. W konsekwencji Ayew wykonał rzut wolny, który był już naprawdę niezły - do piłki dopadł Adjetey, ale jego uderzenie główką poleciało obok słupka.
W kolejnych minutach zdecydowanie brakowało konkretów z obu stron. Na wyróżnienie zasługiwała w zasadzie tylko ciekawie zapowiadająca się wrzutka Panamczyków, którą jednak bez większych problemów wyłapał Asare.
Bramkarz potem został też wypróbowany przez Yoela Barcenasa, który w 87. minucie uderzył z dystansu. Swoistą odpowiedzią był potem atak Brandon Thomasa-Asante, ale ten został tak czy inaczej złapany na spalonym.
W końcu w 95. minucie nastąpił wielki przełom - Thomas-Asante dobiegł do futbolówki posłanej na wolne pole i przedarł się lewym skrzydłem pod bramkę, dogrywając do Yirenkyiego. Ten z bliskiej odległości posłał piłkę do siatki - i "The Black Stars" już nie wypuścili triumfu.
Co prawda już w dziewiątej minucie doliczonego czasu z główki na bramkę Ghany uderzał... Mosquera, golkiper "Kanałowców", ale nie przyniosło to efektu. Doszło wówczas nawet do przepychanek między zawodnikami obu ekip, ale sytuacja po chwili się uspokoiła.
Ghana wygrała, po niemałych męczarniach, 1:0, co stawia ją w nie najgorszej sytuacji przed kolejnymi potyczkami. Panamczycy tymczasem zmarnowali szansę na wywalczenie swojego historycznego, pierwszego punktu w dziejach swych występów na MŚ.
Wraca największy koszmar Polaków. Wystarczył jeden incydent na mundialu
Mundial 2026: Kiedy kolejne spotkania Ghany i Panamy?
Ghana swój kolejny mecz na północnoamerykańskim mundialu rozegra z Anglią 23 czerwca o godz. 22.00 według polskiego czasu. Panama z kolei zmierzy się z Chorwacją 24 czerwca o 01.00.
Mistrzostwa potrwają do 19 lipca.












