Każdy z uczestników, a nawet postronnych obserwatorów widzi to inaczej. Tyle ile było podczas tego turnieju kontrowersji, a była tego cała fura, tylu jest poszkodowanych. I grzmią oni codziennie dowodząc o manipulacji FIFA w niekonsekwentnej interpretacji boiskowych wydarzeń i zadziwiających obsadach sędziowskich. I trudno się temu dziwić, bo tych niewytłumaczalnych zdarzeń było zdecydowanie za dużo, jak na jeden turniej.
Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się faworyzowanie Argentyny. I jak się złoży wszystko razem, od pierwszego meczu z Algierią do półfinału z Anglikami, to zaiste trudno nie ulec wrażeniu, że tym razem nie tylko Pan Bóg pomagał "Albicelestes". Masowe nieupominanie Leo Messiego i jego kolegów kartkami za brutalne faule popełnione na przeciwnikach, spoźnione - korzystne dla Argentyny reakcje VAR-u, anulowane bramki rywali w kluczowych momentach meczów, to wszystko zastanawia mocno. Tak samo jak obsadzenie - super trudnego - meczu półfinałowego, amerykańskim arbitrem i jakość jego pracy, szczególnie w pierwszej połowie.
W próbie rozwikłania tej zagadki najdalej poszedł poniedziałkowy "The Guardian". Piórem swojego korespondenta z Miami opisał wielki spisek, z udziałem pewnych bardzo majętnych Kubańczyków, którzy nie tylko mieli wpływ na głosy latynoskich wyborców Donalda Trumpa, ale i na sprowadzenie do zespołu Inter Miami Messiego i jaka z tego wynikła roszada zależności i zobowiązań. Wyszedł z tego niezły kryminał, ale - o zgrozo - całkiem prawdopodobny.
Polityka przecież, nie od wczoraj, jest w światowym sporcie, więc dlaczego piłka miałaby być pozbawiona jej wpływów. Smutne jest tylko to, że kraje takie jak Argentyna używają do mobilizacji swoich graczy wydarzeń sprzed wielu lat, takich jak choćby wojna o Falklandy z Brytyjczykami w odległym 1982 roku. I choć można taką medialną manipulację, jako instrument polityczny współczesnego rządu Argentyny zrozumieć, to już bieganie ich piłkarzy po meczu z Anglikami z transparentem informującym, czyje są Falklandy, zwane przez nich Malwinami, to już zdecydowanie nie! Przymyka na to oko FIFA i tylko patrzeć jak inni pójdą śladem Argentyńczyków. Co prawda nie sądzę, żeby przed dzisiejszym meczem o trzecie miejsce Francuzi i Anglicy wracali do czasów Wojny Stuletniej czy krwawych bitew armii Napoleona z Wellingtonem, ale inne narody mogą ulec pokusie przejścia przez drzwi otworzone przez Messiego i jego kolegów.
A propos tego ostatniego, to jego beatyfikację w kraju nad Paraną można uznać już za zakończoną. Nie tylko przegonił Diego Maradonę w tych wszystkich statystykach, co do ilości meczów i goli strzelonych na mundialach, ale i jego święty obrazek świeci teraz jaśniej od podobizny boskiego Diego. To nie znaczy, że nie ma przeciwników, nawet w swoim kraju.
Pamiętam, jak przed MŚ w Rosji spotkałem na lotnisku w Kijowie samego Mario Kempesa. Jako komentator ESPN pracował wtedy przy finale Ligi Mistrzów i przez Warszawę wracał do biura w Nowym Yorku. Ucięliśmy sobie kilkunastominutową pogawędkę o starych polsko-argentyńskich meczach na mundialach, aż w końcu doszliśmy do tematu Messiego. O dziwo Mario Kempes bardzo krytycznie i rzeczowo wyjaśniał wtedy, że dominacja Messiego nad wszystkim co dotyczy reprezentacji przyniesie zgubne dla niej skutki. W przeciwieństwie do równouprawnienia wszystkich członków jego drużyny mistrzów świata z 1978 roku. I tak się rzeczywiście na mundialu w Rosji stało. Jednak później było złoto w Katarze, no i będzie jutrzejszy finał w USA, więc tak czy owak, nawet jak się nie lubi Messiego, trudno twierdzić, że nie ma on znaczącego wpływu na grę Argentyny. Pewnie i sam Mario zmienił pogląd z 2018 roku, bo przecież widzimy go prawie na każdym meczu Argentyny siedzącego na trybunach, gdzie wygląda na bardzo zadowolonego.
Zatem, nawet jak w niedzielę Hiszpanie pokonają drużynę Leo Messiego, to pewnie ulice w Buenos Aires nadal będą jeszcze długo radosne, w bezkrytycznym, patriotycznym uniesieniu. Czy jednak w innych zakątkach świata wspomnienie o Mundialu Anno Domini 2026 i drodze drużyny Leo do zaszczytu gry o Puchar Świata nie będzie nieco chropawe?










