To wydarzyło się w najgorszym możliwym momencie. Niepokój przed finałem
Reprezentacja Polski pokazała w meczu z Albanią w Warszawie wiele atutów i dzięki temu ostatecznie wygrała to spotkanie. Niestety, obnażone zostały również jej duże słabości, które Szwedzi w finale na pewno zechcą wykorzystać. I mają do tego bardzo mocne narzędzia. Można powiedzieć, że z naszej perspektywy Victor Gyokeres wybrał sobie najgorszy możliwy moment na odzyskanie szczytowej formy.

Już w 6. minucie meczu z Ukrainą Victor Gyokeres rozpoczął swój koncert. Napastnik Arsenalu wykorzystał znakomite podanie z lewego skrzydła i wbił piłkę z minimalnej odległości. Pozycję w polu karnym wywalczył natomiast w sposób absolutnie ekspercki.
Na kolejnego gola Szwedom przyszło poczekaż do drugiej połowy. Tym razem Victor Gyokeres popisał się znakomitą akcją indywidualną. W polu karnym Szwd zakręcił ukraińskim obrońcą i posłał płaski podkręcony strzał po ziemi. Piłka wkleiła się w boczną część siatki poza zasięgiem bramkarza. Zachowując pewne proporcje, była to akcja w stylu Thierry'ego Henry'ego z jego najlepszych lat.
Gyokeres upokorzył Ukrainę. Wlał strach w polskie serca
W 71. minucie Gyokeres wykorzystał rzut karny, który sam wywalczył. Tym samym całkowicie pogrążył Ukrainę i skompletował hat-tricka, niemal w pojedynkę promując swoją reprezentację do finału baraży.
Nie ma wątpliwości, że to właśnie on w finale w Sztokholmie będzie dla Polski największym zagrożeniem. W pierwszej połowie sezonu w barwach Arsenalu napastnik zawodził - może nie na całej linii, bo miewał pojedyncze przebłyski, ale ogólnie uchodził za transferowy "niewypał" Kanonierów.
Victor Gyokers z polskiej perspektywy wybrał więc najgorszy możliwy moment, aby odzyskać szczytową formę, jaką błyszczał jeszcze w barwach Sportingu. Na tym zgrupowaniu napastnik nagle zaczął pokazywać wszystkie swoje najlepsze atuty, szybkość, wzrost, siłę fizyczną, wykończenie, grę głową i mocne uderzenie. Jak widać - jest ich dość sporo.
Polscy obrońcy pokazali poważne braki. Gyokeres już czai się, by je wykorzystać
To budzi potężne obawy przed finałem. W meczu Polska - Albania zobaczyliśmy bowiem, jak źle w obronie radzi sobie drużyna Jana Urbana. Gra bez defensywnego pomocnika sprawiła, że nasi rywale mieli bardzo dużo miejsca między drugą a trzecią tercją boiska, więc z dużą łatwością i szybkością przedostawali się pod nasze pole karne.
Kilka stuprocentowych sytuacji zmarnowali, raz spektakularnie uratował nas Kamil Grabara, ale zjawisko to w kontekście finału ze Szwecją było bardzo niepokojące.
Wszyscy wiemy, jak z Albanią zagrał Jan Bednarek - poniżej oczekiwań, a jego "wielbłąd" z pierwszej połowy kosztował nas stratę gola i wpędził w wielkie kłopoty. Niczego ciekawego nie pokazał jednak także Tomasz Kędziora. Jeśli Jan Urban nie chce, aby w meczu z nami Gyokeres skompletował kolejnego hat-tricka, musi interweniować.
Urban musi przygotować "Plan anty-Gyokeres". Oto możliwe rozwiązania
Do trójki w obronie na Gyokeresa przydałby się ktoś szybki, wysoki i zweryfikowany na poziomie reprezentacji. Takim kimś mógłby być 27-letni Przemysław Wiśniewski. Jan Urban wówczas musiałby wierzyć w to, że stoper Widzewa pokaże to lepsze, a nie gorsze oblicze. Ewentualnie do dyspozycji pozostaje również Jan Ziółkowski z Romy. Ten jednak w ostatnim czasie nie mógł cieszyć się regularną grą w swoim klubie.
Pomóc może również poświęcenie jednego piłkarza ofensywnego w celu dorzucenia do składu pomocnika z defensywnym usposobieniem, aby pomógł załatać dziurę między liniami pomocy i obrony. Jedynymi piłkarzami, którzy wchodzą w grę, są Jakub Moder i Bartosz Slisz.
Uważać trzeba będzie nie tylko na Gyokeresa, ale także na Anthony'ego Elangę. Skrzydłowy Newcastle w tym sezonie prezentuje, co prawda, słabą formę, ale w meczu w Barceloną na Camp Nou udowodnił jedną rzecz - potrafi wykorzystać błąd w obronie rywala i uciec nawet bardzo szybkim obrońcom. Prędkość zawsze była jego największym atutem. Dzięki temu we wsponianym spotkaniu w Katalonii zdobył aż dwa gole. Robert Lewandowski się o tym przekonał - choć nie można powiedzieć, że boleśnie, bo sam zdobył w tym spotkaniu dwa gole, a jego drużyna wygrała aż 7:2.
Podsumowanie. Może to był tylko pojedynczy błysk. Jednak trzeba przygotować się na najgorsze
Reprezentacja Szwecji zdecydowanie jest w naszym zasięgu. W ostatnich 7 spotkaniach odniosła tylko jedno zwycięstwo - właśnie z Ukrainą w barażach. Poniosła aż 4 porażki, w tym 2 z Kosowem. To ekipa walcząca z bardzo poważnym kryzysem i dobrze byłoby, gdyby objawił się on również we wtorek 31 marca w Sztokholmie.
W spotkaniu z Ukrainą doszło jednak do niepokojącego z naszej perspektywy przełomu. Czy to Ukraina była tak słaba? Czy Szwecja tak mocna? Czy Graham Potter w końcu trafił do swoich podopiecznych i znalazł złoty środek, aby awansować na mundial? Czy Gyokeres przełamał się na dobre, czy był to tylko pojedynczy przebłysk geniuszu?
Odpowiedzi na te i wszystkie inne pytania poznamy 31 marca. Tekstową relację na żywo z wielkiego finału baraży będzie można śledzić w serwisie Interia Sport.













