Po okraszonym ogromnym kontrowersjami i dogrywką triumfem 2:1 nad Norwegią Anglicy oczekiwali na wyłonienie swojego półfinałowego rywala. Z zaciekawieniem musieli więc śledzić starcie Argentyny ze Szwajcarią.
Mistrzowie świata byli jego klarownym faworytem, lecz wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego liczniki szans obu ekip wskazywały na równy podział po 50 procent, a poprzednie mecze z Republiką Zielonego Przylądka oraz Egiptem jasno pokazały, że "Albicelestes" to gigant, który stoi na glinianych nogach. Wspartych jednak na geniuszu .
Niebywała afera. Kapitan Norwegów nie milczał. Tak skwitował sędziego
Szwajcarzy weszli w mecz ze sporą ambicją. Pokazał ją podczas dynamicznej szarży w 3. minucie Dan Ndoye, a potem i cały zespół Murata Yakina, który rozgościł się na połowie Argentyny, kilkukrotnie wysoko odbierając piłkę. Błyskawiczne kontry nie przyniosły jednak efektu. Nie obejrzeliśmy po nich choćby jednego celnego strzału.
Czekała na niego także Argentyna, ale gdy już trafiła w światło bramki, cieszyła się z gola. Strzelił go Alexis Mac Allister, wykorzystując głową centrę Leo Messiego z narożnika boiska. "Do trzech razy sztuka" - mógł powiedzieć sobie piłkarz Liverpoolu. Dwie jego poprzednie próby kończyły się bowiem kornerami, a drugi z nich uszczęśliwił ostatecznie cały kraj.
Stracona bramka sparaliżowała na moment piłkarzy ze Szwajcarii. Z letargu otrząsnął kolegów strzałem z dystansu Djibril Sow. Emiliano Martinez nie miał jednak żadnych problemów ze skuteczną interwencją, spokojnie łapiąc piłkę.
Podopieczni Murata Yakina nie poddawali się w swoich próbach, ale ciągle czegoś im brakowało. A tu szwankowała decyzja przy dograniu, a tu Breel Embolo zbyt daleko wypuścił sobie piłkę, umożliwiając interwencję bramkarzowi, a tu Denis Zakaria przewinił w ofensywie przy próbie odbioru.
Mecz nie toczył się jednak w szalonym tempie. Nie narzucali go także Argentyńczycy, panując nad przebiegiem boiskowych zdarzeń, przynajmniej do końcowej fazy pierwszej połowy. Wówczas na murawie zapanowało nieco chaosu. Wszystkiemu winne były nieustanne przewinienia. Po jednym z nich żółtą kartkę obejrzał Embolo, ostro traktując Leandro Paredesa.
Alarm na mundialu. Gorąco wokół Mbappe. Są najnowsze informacje
Drugą połowę otworzył niecelnym strzałem sprzed pola karnego Nahuel Molina. Po chwili ożywiły się sektory zajmowane przez Szwajcarskich fanów. Wszystko przez kapitalną okazję dla ich ulubieńców, którą stworzyli Embolo i Ndoye. Ale nie dość, że nie oddali ostatecznie strzału na bramkę, to jeszcze odgwizdany został spalony.
Embolo znów pojawił się w akcji - i to w sposób znacznie bardziej efektywny - w 60. minucie. Zdołał wówczas dopaść do piłki po centrze z lewej flanki, wygrać pojedynek z obrońcą i oddać celny strzał. Ale znów górą był Emiliano Martinez. 33-latek cieszył się z obrony także pięć minut później, gdy najpierw groźnie uderzał Ndoye, a potem także Granit Xhaka.
Zacięta batalia Argentyny ze Szwajcarią. Dogrywka wyłoniła półfinalistę MŚ
W końcu jednak starania Szwajcarii zostały nagrodzone. Euforię wśród Helwetów wywołał wspomniany już kilkukrotnie Ndoye, który po podaniu od Ricardo Rodrigueza wpadł w pole karne i strzałem z ostrego kąta wpakował piłkę do siatki. I zrobiło się 1:1.
Radość szybko przerodziła się jednak w rozpacz, w którą popadł Embolo, ale i jego koledzy. Rozpoczęło się niewinnie, od żółtej kartki, jaką za domniemany faul na rywalu obejrzał Paredes. Powtórki pokazały jednak, że nie doszło do przewinienia, a prowadzący to spotkanie Joao Pinheiro został wezwany do monitora z powodu - jak można było przeczytać w komunikacie - błędnej identyfikacji zawodnika.
Po samodzielnym obejrzeniu całego zajścia Portugalczyk cofnął wcześniejszy werdykt, a żółtą kartkę za symulację pokazał ostatecznie Breelowi Embolo, który w ten sposób wyleciał z boiska, znacząco osłabiając swój zespół. 29-latek nie mógł się z tym pogodzić, reagując rozpaczliwie na otrzymaną karę, ale tej nie mógł w tym momencie odwołać nawet Gianni Infantino.
W efekcie Szwajcarzy robili wszystko, by doprowadzić do dogrywki, a Argentyńczycy próbowali wykorzystać przewagę liczebną. I zaczęli poszukiwać Leo Messiego. Ten miał na nodze piłkę meczową w 85. minucie i chciał przelobować bramkarza. Gregor Kobel wybrnął jednak z tarapatów, ratując swoją drużynę, bo choć sędzia odgwizdał spalonego, powtórki wykazały, że gol mógłby zostać uznany. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry szwajcarski golkiper zatrzymał także Lisandro Martineza. I dogrywka stała się faktem.
W jej pierwszej części aktywnością wykazywał się Thiago Almada - najpierw zatrzymał go Kobel, a następnie... boczna siatka. Później swoją szansę miał jeszcze Leo Messi, egzekwując rzut wolny, ale była to próba daleka od oczekiwań. W ostatnich 15 minutach rywalizacji piłkarze obu ekip wyglądali już chwilami na skrajnie wyczerpanych. Na atakach wciąż bardziej zależało Argentyńczykom, ale też wciąż bili oni głową w mur. Nie przełamał go nawet Leo Messi, który znów musiał uznać wyższość bramkarza.
Ale akcję kontynuowali Argentyńczycy, a piłka trafiła przed pole karne pod nogi Juliana Alvareza. Ten nie myśląc zbyt długo ustawił ją sobie, oddając strzał. I to jaki! Zawodnik Atletico Madryt oddał cudne uderzenie, który śmiało można by oprawić w ramkę i powiesić w muzeum. To był gol-marzenie, który przesądził o losach awansu, ale rywali dobił potem jeszcze Lautaro Martinez, skutecznie dobijając uderzenie Almady.
Tak rozstrzygnęły się losy awansu. Argentyńczycy wciąż mogą śnić o obronie tytułu. By zagrać w finale, będą jednak musieli jeszcze pokonać Anglików.






![Lech Poznań - Piast Gliwice. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N562Z4GUY9GJD-C401.webp)





