Starcie faworytów grupy. Poszli cios za cios. Samobójczy gol zdecydował
Belgia zremisowała 1:1 z Egiptem w pierwszym meczu grupy G. Oba gole zdobyli w tym spotkaniu Afrykanie. Na przerwę schodzili z prowadzeniem po bramce Emama Ashoura i asyście obchodzącego 34. urodziny Mohameda Salaha. Po zmianie stron samobójcze trafienie zaliczył Mohamed Hany. "Faraonowie" nie rozpoczęli turnieju od zwycięstwa, ale pozwolili uwierzyć, że mogą wcielić się w rolę "czarnego konia" imprezy.

W zgodnej opinii ekspertów to był mecz o pierwsze miejsce w grupie G. Faworyt? Gdyby opierać się wyłącznie na rankingu FIFA, należało wskazać na Belgię - 9. ekipę w zestawieniu. Egipcjanie notowani są dokładnie 20 szczebli niżej.
"Czerwone Diabły" w pięciu poprzednich potyczkach zdobyli w sumie 20 goli. Z kolei Afrykanie - w czterech z pięciu meczów zachowali czyste konto. Ale i tak uwaga skupiona była na fenomenalnym egzekutorze Mohamedzie Salahu. Dzisiaj obchodzi 34. urodziny.
Upokorzenie hiszpańskiego gwiazdora. Pierwszy raz w historii
Belgia - Egipt. Wymiana ciosów w Seattle. Asysta jubilata i... samobójcza riposta
Salah tym razem na listę strzelców się nie wpisał. Już w 19 minucie zaliczył za to asystę. Zagraną przez niego piłkę przyjął tuż przed polem karnym Emam Ashour i huknął nie do obrony. Thibaut Courtois podjął próbę interwencji, ale nie miał szans na powodzenie.
Po objęciu prowadzenia "Faraonowie" cofnęli się rozważnie i czekali na okazję do wyprowadzenia kontry. Belgowie długo bili głową w mur. Każda kolejna minuta tylko potwierdzała, że "złote pokolenie" - jak mówiło się o nich przez kilka dobrych lat - to już całkiem przebrzmiała historia.
Egipcjanie mogli zakończyć pierwszą połowę z korzystniejszym rezultatem. Swoje okazje mieli Mostafa Ziko i Omar Mashmour. Za każdym razem ekipę z Beneluksu ratował Courtois, ekspediując piłkę na korner. Do przerwy 0:1.
Ten sam Courtois zaraz po wznowieniu gry minął się z piłką przy dośrodkowaniu i niewiele brakło, by doszło do katastrofy. Egipcjanie tym razem aktywnie szukali okazji do zadania drugiego ciosu. W decydujących momentach nie grzeszyli jednak precyzją.
Na drugim krańcu murawy najbliżej wyrównania był Kevin De Bruyne. Przymierzył kąśliwie z rzutu wolnego, ale trafił tylko w słupek. Jak się miało okazać, na tym limit szczęścia afrykańskiego zespołu się wyczerpał.
Wiele ożywienia wniósł wprowadzony z ławki Romelu Lukaku. Już w pierwszej akcji tak skutecznie naciskał na Mohameda Hany'ego, że ten z bliskiej odległości wpakował piłkę do własnej bramki. Była 66. minuta. Wydawało się, że wszystko zaczyna się od nowa.
Więcej goli w tym spotkaniu jednak nie padło. Remisem żadna ze stron nie może czuć się pokrzywdzona. Lepsze wrażenie zostawili po sobie jednak siedmiokrotni mistrzowie Afryki i wydaje się, że to oni w dalszej fazie turnieju będą w stanie wcielić się w rolę "czarnego konia" mundialu.
Tymczasem liderem grupy G pod osłoną nocy może zostać Iran lub Nowa Zelandia. Konfrontacja tych zespołów rozpocznie się o godz. 3:00 czasu polskiego. Relacja live w sportowym serwisie Interii.













