Spektakularna egzekucja w Vancouver. 6 goli, dwie czerwone kartki. To był walec
Kanada rozbiła 6:0 Katar w drugiej serii gier grupowych MŚ 2026. Bohaterem spotkania okazał się Jonathan David, autor trzech goli i asysty. Ten dorobek oznacza, że w klasyfikacji turniejowych strzelców 26-latek zrównał się z liderującym Lionelem Messim. Euforię gospodarzy zmąciła koszmarna kontuzja Ismaela Kone, który opuścił murawę ze złamaną nogą. Po dwóch czerwonych kartkach goście kończyli spotkanie w dziewiątkę.

Kanadyjczycy przystępowali do tego spotkania pod ogromną presją. Na inaugurację zgubili dwa punkty w starciu z Bośnią i Hercegowiną (1:1). W perspektywie - zamknięcie fazy grupowej potyczką z bardzo silną Szwajcarią. Mecz z Katarem trzeba było wygrać za wszelką cenę.
Ekipa spod znaku Klonowego Liścia nie przegrała pięciu poprzednich spotkań. Ale tylko jedno z nich zakończyła zwycięstwem. Utarło się, że to drużyna solidna w defensywie i jednocześnie pozbawiona siły ognia. Konfrontacja z gospodarzami poprzedniego mundialu miała temu zaprzeczyć.
Zawód w meczu Europejczyków, nagle "wejście smoka". Zabójcze 20 minut
Demontaż już do przerwy. Trzy gole i czerwona kartka. Kanada nie zakończy mundialu na fazie grupowej
Gospodarze zdobywali bramki w obu połowach, ale losy spotkania rozstrzygnęły się już do przerwy. Pierwszoplanową postacią tej części gry okazał się Jonathan David. Napastnik Juventusu Turyn zdobył dwie bramki i zaliczył asystę.
Kanonada rozpoczęła się w 16. minucie. Strzał Davida odbił przed siebie Mahmoud Abunada, ale wobec dobitki Cyle'a Larina był już bezradny. Jeszcze nie wiedział, że to dopiero początek jego koszmaru.
Dwa kolejne gole David zapisał już na swoje konto. Najpierw huknął nie do obrony z woleja, a krótko przed przerwą tym razem to on dobijał uderzenie Larina. To była deklasacja.
Kiedy Katarczycy tracili trzecią bramkę, grali już w osłabieniu. W 33. minucie czerwoną kartkę za faul na Tajonie Buchananie zobaczył Homam Al Amin. Pierwotnie arbiter podyktował "jedenastkę", ale analiza VAR wykazała, że do przewinienia doszło jednak poza obrębem pola karnego.
Po zmianie stron nie minęło 10 minut, a ekipa z Półwyspu Arabskiego została na murawie w dziewiątkę. Z boiska po czerwonej kartce wyleciał Assim Madibo. Jego faul na Ismaelu Kone zakończył się dla reprezentanta Kanady złamaniem nogi. Szerzej na te temat piszemy TUTAJ.
W tym momencie zagadką pozostawały jedynie rozmiary pogromu. Skończyło się na trzech kolejnych bramkach. Strzałem z rzutu wolnego na 4:0 podwyższył Nathan Saliba, a wkrótce potem Mohammad Al Mannai skierował piłkę do własnej bramki. Dzieła zniszczenia już w doliczonym czasie gry dopełnił David.
Dla Kanadyjczyków to premierowe zwycięstwo w finałach MŚ. Cztery punkty na koncie oznaczają, że współgospodarze turnieju mogą być spokojni o awans do fazy pucharowej. Teoretycznie szanse na to wciąż zachowuje również Katar, ale po katastrofie w Vanvouver podobna prognoza wydaje się co najmniej niedorzeczna.













