Skreślił faworyta. Wskazał mistrza świata. "Tam jest masakra"
W mistrzostwach świata zobaczyliśmy w akcji wszystkie drużyny. Było kilka niespodzianek, niektórzy faworyci zawiedli. Indywidualnie zachwycili Leo Messi, Erling Haaland czy Harry Kane, za to rozczarował Cristiano Ronaldo. - Liczyłem się z tym, że dysproporcje będą większe, a jednak jest w miarę wyrównany turniej - mówi Wojciech Łobodziński, były reprezentant Polski, obecnie trener i ekspert telewizyjny.

Andrzej Klemba, Interia: Okiem trenera, byłego piłkarza i reprezentanta Polski - jaki jest ten mundial po pierwszej kolejce?
Wojciech Łobodziński, 23-krotny reprezentant Polski: Intensywne, bardzo dużo oglądania. Za dużo drużyn, chociaż liczyłem się z tym, że dysproporcje będą większe, a jednak jest w miarę wyrównany ten turniej.
Było jednak kilka spotkań zakończonych wygranymi 7:1, 5:1 czy 4:1, ale też parę zaskakujących remisów Portugalii, Urugwaju czy Belgii...
- A przede wszystkim Hiszpanii. Spodziewałem się, że kilka drużyn będzie niedocenianych, a mają piłkarzy występujących w Europie. Z kadry Kongo pięciu gra we Francji, czterech w Anglii. W Republice Zielonego Przylądka są zawodnicy urodzeni w Portugalii czy w Holandii. Więc potrafią grać w piłkę. Są też drużyny, które będą odstawały, jak Curacao, choć jestem w szoku, że jedną z nich okazuje się Tunezja. Myślałem, że trochę bardziej się postawi Szwedom. Ogólnie dysproporcji nie jest aż tak dużo, jak się spodziewałem.
Szwecja wygrała z Polską walkę o mundial i z impetem rozpoczęła mundial.
- Ten mecz to był trochę zbieg wielu okoliczności. Szwedzi po prostu byli bardzo skuteczni, ale futbol był typowy dla nich, taki fizyczny jak Norwegów. To im dało efekt z Tunezją, ale nie wróżę im większej kariery na mistrzostwach.
Które spotkanie najbardziej się podobało?
- Sporo tego było, ale Koreańczycy wpadli mi w oko. Jestem ich fanem od pierwszego meczu nie ze względu na wynik, ale zaimponowali mi swoim stylem gry. A do tego Czesi zagrali fatalnie.
Było kilka hitów w pierwszej kolejce jak Anglia - Chorwacja, Francja - Senegal czy Brazylia - Maroko. Tu można wnioski wyciągnąć?
- Wielka moc Francuzów, którzy rzeczywiście mierzyli się z mocnym rywalem. W pierwszej połowie może nie grali dobrze, ale było widać, że się rozkręcają. Ofensywa i możliwości wprowadzenia świetnych zawodników z ławki stawiają Francję, jako głównego faworyta do mistrzostwa. Olisse, Mbappe, Dembele, rezerwowy Barcola, a do tego Rabiot w środku i jeszcze Doue. Tam jest masakra, jeśli chodzi o ofensywę. Na Brazylię nie liczę i uznałem, że mogą być największym rozczarowaniem. Za to liczę, że Maroko znowu zajdzie daleko.
A Anglia i Argentyna?
- Chyba nikt się nie spodziewał, że Messi nadal będzie w takim gazie, bo gra w spacerowej lidze. Może sprzyja mu to, że nie musi 70 meczów w sezonie grać, tylko nieco ponad 30. Widać świeżość u niego i cieszę, że taki piłkarz wciąż jest na takim poziomie. Nie sądziłem, że Argentyna może być tak dobra, ale poczekajmy, bo to dopiero pierwszy mecz. Wszyscy oczywiście chcemy, żeby Messi grał jak najdłużej. Portugalia? Niestety spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Cristiano Ronaldo z całym szacunkiem do tego, co osiągnął, to ogranicza drużynę, blokuje ją, jeżeli chodzi o atakowanie. Anglia i Harry Kane, który pewnie z Mbappe i Messim będą bili się o króla strzelców zagrali z drużyną, z problemami, bo Chorwacja to ma średnią wieku coś koło 30. Modrić ponad 40 lat, Perisić się zbliża do tego wieku, Kovacić i jeszcze kilku ponad 30. Oni mogą nie wytrzymać tego turnieju.
Błysnął też Erling Haaland i Norwegia, która rozbiła Irak 4:1.
- Haaland, Sorloth i pozostali Norwegowie dużo biegają, są bardzo mocni, agresywni a fizycznie to zwierzaki. Tam takiej jakości piłkarskiej, choć w środku jest Odegaard, nie ma aż tak dużo, ale będą bazować na sile, graniu bezpośrednim i na pressingu. Jeżeli utrzymają to, mogą sprawić w dalszej części turnieju niespodzianki. Właśnie dlatego, że są mocni fizycznie, wybiegani i mają te perełki. Jeszcze poczekajmy na co Niemców stać, bo wiadomo z kim grali. Hiszpania mnie mocno zawiodła.
Amerykanie wygrali 4:1 z Paragwajem, ale pan mówił, że są bardzo słabi w defensywie.
- Oni ostatnio średnią tracą po trzy bramki na mecz. Z Belgią w sparingu chyba przegrali 2:5. Ten Ream w środku obrony, to myślę, że jeszcze ja bym go objechał w wieku 44 lat. Jak zmierzą się z lepszą drużyną, to nie wiem czy podołają. Ta dysproporcja, jeśli chodzi o atak i obronę, jest kolosalna.
A czarny koń po pierwszej kolejce?
Korea Południowa.
A jakiś piłkarz nieoczywisty, który wpadł w oko?
No właśnie z tej Korei ten Hwang, który strzelił bramkę i gra w Feyenoordzie. Perełka. Nie znałem go, bo mało kto śledzi teraz ligę holenderską, bo do oglądania jest dużo spotkań. Co prawda ma 28 lat, ale bardzo mi się podobał. Liczę, że Korea sprawi niespodziankę.
A trenersko coś pan widział takiego ciekawego?
- Ta Korea właśnie buduje ataki głównie przez środek pola. Mało drużyn tak gra teraz. Większość reprezentacji buduje ataki od skrzydeł. Tak jak Francja, która izoluje do boku i kombinuje jeden na jeden, Niemcy to samo, Portugalia też wchodzi w pojedynki. A Koreańczycy cały czas grają między linie, przez środek i tak zdobyli obie bramki. To jest ciekawe rozwiązanie.

















