Skrawek Polski w wielkim Nowym Jorku. Już ponad 20 lat walki
Artur nie sprawia wrażenia, by 34 lata od emigracji do USA było dla niego nieudanym czasem. Dobra praca w finansach na Wall Street, samochód typu premium, ułożone życie. Ale jednej rzeczy z Polski nie da się zastąpić. A może właśnie się da?

Artur Kurasiewicz odbiera mnie z nowojorskiego lotniska JFK w niebieskiej koszulce Stali Mielec. Wcześniej się nie znaliśmy, nie mieliśmy choćby przelotnego kontaktu. Po prostu napisałem do klubu Stal Mielec Nowy Jork, czy przy okazji mojej pracy na mundialu moglibyśmy pogadać i opisać razem tę historię. Odpowiedź przyszła błyskawicznie, a wraz z nią propozycja: przyjadę po ciebie po przylocie. Widać, że mimo większości życia spędzonego na drugiej półkuli, nie tak łatwo wyplenić polską gościnność. Podobnie jak miłości do mieleckiego klubu. - Kiedy Stal była w Ekstraklasie, oglądałem mnóstwo meczów Ekstraklasy. Ostatnio bardziej skupiam się na I lidze, z wiadomych przyczyn - mówi. Dodaje, że przywiązanie do Stali wyssał z mlekiem matki. Żeby tęsknić mniej, założył klub w Nowym Jorku.
Ewenement na mapie miasta
Dziś Stal jest ewenementem na piłkarskiej mapie Nowego Jorku, bo w metropolii liczącej prawie 9 mln mieszkańców i będącej kluturowym tyglem, nie jest łatwo zgromadzić na kilkudziesięciu metrach kwadratowych przedstawicieli tego samego kraju. Nawet Greenpoint, który przez lata nazywany był Małą Polską ze względu na deklaracje polskich korzeni ze strony 45 proc. mieszkańców, stał się obecnie miejscem dla nowojorskich yuppies, wypychając Polaków na Brooklyn czy do dzielnicy Queens. W piłce ta międzynarodowość jest jeszcze bardziej odczuwalna, bo nawet nasze kluby składają się w połowie z obcokrajowców. A w Stali grają sami Polacy. Klub trzyma się tej zasady, mimo że jest coraz trudniej o kontynuowanie tradycji. Stany przestały być mekką dla naszych rodaków - dziś już tylu z nich nie wyjeżdża za swoim amerykańskim snem, skoro Polska rozwija się na tyle i śnić można po polsku.
- Czemu nie gracie w MLS-ie? - pytam Artura z żartem. - Wiesz, żeby się wkupić do MLS-u, trzeba na dzień dobry wyłożyć 250 mln dolarów. A później o przyłączeniu do ligi, decydują jeszcze pozostałe kluby, dla których niekoniecznie na rękę jest przyjęcie kogoś nowego. Zwłaszcza, gdy miałoby przyjść im rywalizować o tych samych kibiców i tych samych sponsorów - odpowiada. Już pierwszy warunek jest nie do spełnienia, ale i drugi byłby nierealny. W Nowym Jorku są dwa kluby grające w najlepszej amerykańskiej lidze, więc Stali pozostają rozgrywki Cosmopolitan Soccer League - ironia losu polega na braku tej kosmopolityczności w polskiej ekipie. To rozgrywki z czteroma poziomami - Stal gra na drugim, choć kilka lat utrzymywała się w elicie, która jest półzawodowa (niektóre kluby płacą piłkarzom). W Stali nikt nie zarabia - ba, nawet trzeba wydawać swoje, by klub się utrzymał. Kurasiewicz wylicza: - Mecz nas kosztuje 800 dolarów, bo 500 to sędziowie, 300 boisko. Boisko treningowe to 8 tys. dolarów rocznie. To powoduje, że jest potrzebny budżet w okolicach 25 tys. Część opłacają sponsorzy, część pokrywają składki. Opłaca się - niedawno podczas meczu z irlandzkim Shamrock, przeciwko Stali zagrał Conor McLaughlin, 43-krotny reprezentant Irlandii Północnej, który podczas Euro 2016 odpowiadał za krycie Roberta Lewandowskiego. I - mimo że tym razem strzelił dwie bramki - znów został pokonany (3:2).
Więcej niż klub
Nowojorska Stal powstała w 2004 roku, więc aktualnie gra w niej już drugie pokolenie. W składzie można znaleźć urodzonych już w USA synów byłych zawodników. Artur po "karierze" poszedł w gabinety. - To nie jest próba udawania prawdziwej Stali. To raczej forma tęsknoty za miejscem, z którego pochodzimy - mówi prezes. Klub funkcjonuje w specyficznych warunkach. Piłka nożna nie jest tu całym życiem zawodników. W tygodniu pracują jako kierowcy, budowlańcy, właściciele małych firm czy pracownicy biur. Treningi odbywają się po godzinach, często po kilkunastogodzinnych zmianach. Mecze są sposobem na odreagowanie codzienności i spotkanie z ludźmi, którzy mają podobną historię.
Bo Stal Mielec Nowy Jork to nie tylko drużyna. To miejsce spotkań Polonii. Przestrzeń, w której można porozmawiać po polsku, powspominać rodzinne strony i przekazać dzieciom coś więcej niż język. Dla młodszego pokolenia urodzonego już w Stanach Zjednoczonych to często pierwszy kontakt z historią miasta, z którego pochodzą rodzice lub dziadkowie. W świecie nowoczesnej piłki, zdominowanej przez wielkie kontrakty i globalne marki, taka historia brzmi niemal romantycznie. Nie ma tu milionowych budżetów ani błysku fleszy. Są za to ludzie, którzy po pracy zakładają koszulki w biało-niebieskich barwach i przez dziewięćdziesiąt minut czują się tak, jakby znów byli w Mielcu.
Paradoksalnie właśnie dlatego ich opowieść może być bardziej uniwersalna niż historia niejednego profesjonalnego klubu. Pokazuje, że futbol nie zawsze musi oznaczać biznes. Czasem jest językiem pamięci. Sposobem na zachowanie własnej tożsamości.
W Nowym Jorku łatwo się zgubić. To miasto nieustannego pośpiechu, anonimowości i rywalizacji. A jednak gdzieś pomiędzy drapaczami chmur i zatłoczonymi autostradami wciąż istnieje drużyna, której nazwa przypomina o niewielkim mieście na południowym wschodzie Polski.
Stal Mielec Nowy Jork nie walczy o Ligę Mistrzów. Nie wychowuje reprezentantów kraju. Ale wygrywa coś innego - pozwala ludziom, którzy wyjechali tysiące kilometrów od domu, poczuć, że część tego domu wciąż jest z nimi. I być może właśnie w tym tkwi najpiękniejszy sens piłki nożnej.





!["Nie było co zbierać". Najlepsze ataki meczu Polska - Francja [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DX75KD7UOXO-C401.webp)



![Kapitalna gra pod siatką. Najlepsze bloki meczu Polska - Francja [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DV6B767IX8D-C401.webp)
![Zagrywka była ich siłą. Najlepsze asy serwisowe Polska - Francja [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DVRJAWPU433-C401.webp)
