Pierwszy gol w tym meczu padł w 55. minucie. Wówczas Anthony Gordon dał Anglikom prowadzenie.
Anglicy od momentu strzelenia tego gola zaczęli się cofać. Argentyna natomiast rzuciła się do odrabiania strat. Przez długi czas dominowała całkowicie, ale waliła głową w mur.
W 72. minucie zaczął się angielski koszmar. Właśnie wtedy Thomas Tuchel popełnił tragiczny błąd. Podjął decyzję, że... zaczyna się murować. Zaczęło się masowe wpuszczanie obrońców.
Skandal podczas hymnu. Od razu zawrzało. Oto, co krzyczeli Argentyńczycy
Tuchel jak kompletny amator. Argentyna pokazała serce, trener Anglików ukręcił na siebie bat
Najpierw na boisku pojawił się Ezri Konsa, który zastąpił Gordona. Dziesięć minut później O'Reilly i Burn zastąpili Jamesa i Rice'a. Anglia postawiła autobus we własnym polu karnym i zaczęła liczyć na cud.
Trzy minuty po tych zmianach Enzo Fernandez strzelił pięknego gola. Chwilę później Lautaro Martinez zdobył bramkę głową na 2:1. Tuchel nawpuszczał wysokich defensorów po to, aby stracić gola głową.
Nawet przy stanie 1:1 Anglia nie była gotowa na potencjalną dogrywkę, ponieważ miała zbyt wielu defensywnych zawoników. Trudno wyobrazić sobie gorsze zarządzanie meczem przy stanie 1:0.
W półfinale mistrzostw świata takie błędy karane są z najwyższą surowością. Argentyna, która wiele razy w tym turnieju pokazała niesamowity charakter i grę do samego końca, musiała odwrócić losy meczu w takich okolicznościach.
Thomas Tuchel podjął fatalne decyzje i ponosi odpowiedzialność za wszystkie łzy wylane przez angielskie dzieci na trybunach stadionu w Atlancie. Trudno wyobrazić sobie, że po takiej kompromitacji selekcjoner Anglików zachowa swoje stanowisko.
Przed Anglikami na tym mundialu jeszcze jedno zadanie. Mecz o trzecie miejsce z Francją. Brązowy medal nie byłby traktowany jako kompletna porażka Tuchela, gdyby nie te fatalne okoliczności.
Anglia prowadziła do 85. minuty, ale nie miała pomysłu na to, jak poradzić sobie z argentyńską dominacją w końcówce, która była przecież scenariuszem do przewidzenia. Mogli przecież zagrać na przetrzymanie piłki po odbiorze, ale nie szanowali niej. Gra polegała na panice, zabrakło spokoju, Synowie Albionu nawet nie starali się opuścić z futbolówką własnej połowy w liczbie piłkarzy przekraczającej dwóch.
Rozpaczliwa obrona własnej bramki była najgorszym możliwym pomysłem. Wydawać by się mogło, że takie decyzje selekcjonera są proszeniem się o problemy, szczególnie na tak wczesnym etapie meczu. A jednak - Tuchel zdecydował się na nie jak komletny amator. I teraz będzie "grillowany" przez całą Anglię. Zresztą słusznie. Bo zawalił ten mecz na całej linii.
- Gdy tylko objęliśmy prowadzenie 1:0, wydawało się, że próbowaliśmy po prostu się bronić… co na tym poziomie nie wystarcza, by dotrzeć do finału mundialu - mówił po meczu Harry Kane.














