"Są mocni w szantażu". Rzucił nowe światło na skandaliczną decyzję FIFA
Świat dalej nie otrząsnął się po skandalicznej decyzji FIFA o anulowaniu zawieszenia za czerwoną kartkę dla jednej z gwiazd reprezentacji USA. W rozmowie dla Interia Sport swojego rozgoryczenia postępowanie światowych władz nie ukrywa Michał Listkiewicz. "Otwarto puszkę pandory" - mówi nam były prezes PZPN i wskazuje, jakie konsekwencje dla futbolu może za sobą nieść ta decyzja.

Słodko-gorzki smak miało dla Folarina Baloguny spotkanie 1/16 finału mistrzostw świata pomiędzy reprezentacjami USA oraz Bośni i Hercegowiny (2:0). Gwiazdor współgospodarzy mundialu strzelił pierwszego gola w tym pojedynku, ale nie dokończył meczu. W drugiej połowie wyleciał z boiska za czerwoną kartkę.
W 61. minucie spotkania Balogun w walce o piłkę na połowie przeciwnika starł się z Tarikiem Muharemoviciem. Sędzia po skorzystaniu z systemu VAR uznał wejście Amerykanina jako niebezpieczne i pokazał mu czerwoną kartkę. Taka decyzja oznaczała też automatyczną absencję piłkarza w 1/8 finału przeciwko reprezentacji Belgii.
Pierwszy raz w historii. "Po prostu dziwaczne"
Okazało się jednak, że Baloguna będzie mógł pomóc swojej kadrze w walce o ćwierćfinał, bowiem nagle FIFA opublikowała komunikat, który zszokował świat. "Na podstawie artykułu 27 FDC wykonanie automatycznego zawieszenia zawodnika reprezentacji USA Folarina Baloguna na mecz zostaje zawieszone na okres próbny wynoszący jeden rok". Tym samym gwiazdor współgospodarzy mundialu będzie mógł zagrać przeciwko Belgii.
- Jestem zaskoczony tą decyzją. Samo uzasadnienie anulowania zawieszenia broni się, bowiem jest paragraf na taką sytuację. Nigdy nie był jednak stosowany w przypadku kartki żółtej bądź czerwonej - mówi dla Interia Sport Michał Listkiewicz.
- Naruszono bardzo ważną regułę i to może wstrząsnąć całym systemem. To tak jakby polityk powiedział teraz, że w meczu jego kraju karny będzie strzelany z pięciu a nie jedenastu metrów. To jest po prostu dziwaczne - dodaje były prezes PZPN i były międzynarodowy sędzia.
Prawnicy w grze. W takim szantażu są mocni
Od razu po szokującej decyzji FIFA ruszyła lawina spekulacji, kto za tym stoi. Pojawiły się sugestie, że to administracja Białego Domu skontaktowała się ze światową federacją, by jeszcze raz rozważyła zawieszenie Baloguny.
- Wydaje mi się, że główną rolę odegrali tutaj prawnicy. Wiemy, że w USA to właśnie prawnicy rządzą i być może pogrozili FIFA, że jeśli ten zawodnik nie zagra, to będą roszczenia materialne za osłabienie drużyny. W takim prawniczym szantażu Amerykanie są mocni - podkreśla Michał Listkiewicz.
UEFA nie przeszła obojętnie. "Nie jestem zaskoczony"
Co ciekawe, sprawa na tyle rozpaliła świat, że głos zabrali nawet przedstawiciele UEFA. "Gdy strażnicy zasad nie gwarantują już ich pewności, integralność gry jest zagrożona, a wiarygodność rozgrywek podważana. Co więcej, taka decyzja tworzy precedens w trwającym turnieju, gdzie podobne sytuacje będą teraz wymagały równego traktowania, ze szkodą dla samych rozgrywek" - czytamy w specjalnym oświadczeniu.
- Nie jestem zaskoczony. Powiem więcej, UEFA powinna zabrać głos. Nie chodzi o to, że teraz zagra amerykańska drużyna z europejską, a o system, który został zaburzony. Zachęceni tym co się stało prezesi największych europejskich klubów powiedzą teraz, nam też przywróćcie do gry tego i tego piłkarza, tak jak na mundialu - zwraca uwagę Michał Listkiewicz.
- Otwarto puszkę Pandory, nie zastanawiając się, co dalej. Ludzie, którzy mogli za tym stać jak Donald Trump czy Rubio, nie mają pojęcia o piłce. Nie zastanawiali się nad konsekwencjami, a stało się bardzo źle. Dla dalszego odbioru Amerykanów na tych mistrzostwach, to strzał w stopę. Z kim nie rozmawiam, to wszyscy są teraz za Belgami - kończy nasz rozmówca.
Starcie 1/8 finału USA - Belgia, najprawdopodobniej z Baloguną w pierwszym składzie, zaplanowano w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego. Początek o 2:00. Relacja na żywo w serwisie Interia Sport.
Rozmawiał Szymon Łożyński, dziennikarz Interia Sport
Zobacz również:












