Rosjanie przeszli samych siebie. W taki sposób chcieli wypaczyć wyniki MŚ. Bezczelny plan
W 2018 roku byliśmy świadkami mundialu, rozgrywanego w Rosji. Ze względu na obecną sytuację geopolityczną, dziś tego typu ruch nie byłby możliwy do zrealizowania. Już 8 lat temu piłkarska impreza w tym kraju niosła za sobą szereg kontrowersji. Jedną z nich wywołała reprezentacja gospodarzy, która została oskarżona o stosowanie substancji, poprawiającej między innymi wydolność zawodników. Po czasie rosyjscy lekarze potwierdzili zresztą te doniesienia, zdradzając sekret sukcesu swoich zawodników.

W 2018 roku byliśmy świadkami imprezy, która w obecny geopolitycznych realiach absolutnie nie miałaby racji bytu. Mowa o mistrzostwach świata w piłce nożnej, których gospodarzem była wówczas Federacja Rosyjska.
Dziś kraj ten wywołuje ogrom kontrowersji na arenie międzynarodowej. Nie inaczej było zresztą podczas opisywanej imprezy, której już sama geneza budziła spore wątpliwości. Wielu obserwatorów dopatrywało się bowiem licznych przejawów korupcji, która zaważyła na przyznaniu opieki nad tak ważnym wydarzeniem właśnie Rosjanom.
Co więcej, jeszcze przed rozpoczęciem mundialu pojawiły się doniesienia, jakoby niektórzy rosyjscy piłkarze mieli stosować środki dopingujące w celu poprawy swoich sportowych osiągnięć. Ostatecznie nie udało się jednak udowodnić im winy przed startem piłkarskich zmagań. Mimo to temat dopingu w rosyjskiej kadrze nie ucichł. Co więcej, zarzuty pojawiały się również podczas samego mundialu.
Rosjanie przyłapani na... wąchaniu amoniaku. Oto sekret ich sukcesu na mundialu
Rosjanie byli jedną z rewelacji mistrzostw świata 2018 roku. Ekipa ta bez większego problemu przebrnęła wówczas przez fazę grupową, a w 1/8 finału udało im się sensacyjnie wyeliminować Hiszpanię, choć dokonali tego dopiero po serii rzutów karnych. Gospodarze zostali zatrzymani dopiero przez Chorwatów, a więc późniejszych wicemistrzów świata. Do wyłonienia zwycięzców tego pojedynku również potrzebna była seria "jedenastek".
Wiele osób zastanawiało się, co stanowiło klucz tak nieoczekiwanych wyników podopiecznych trenera Stanisława Czerczesowa. Ostatecznie do prawdy doszli dziennikarze niemieckiego "Bilda". Na łamach tego portalu pojawiło się bowiem zdjęcie jednego z rosyjskich piłkarzy, wąchającego... amoniak. Środek ten, mimo wyraźnego wypływu na wydolność zawodników, nie jest zabroniony przez politykę antydopingową federacji FIFA oraz UEFA. Mimo to, przyjmowanie go można uznać za wątpliwe moralnie.
Nic dziwnego, że tego typu zagrywki wywołały oburzenie. Szczególnie w niemieckich mediach afera ta odbiła się wówczas bardzo szerokim echem. Doniesienia tamtejszych dziennikarzy zostały w późniejszym czasie potwierdzone przez... ówczesnego lekarza rosyjskiej kadry Eduarda Bezugłowa.
- To prosty amoniak, w którym zanurzono kawałki bawełny, a następnie wdychano. Tysiące sportowców tak robi, żeby się stymulować. Jest to używane od dziesięcioleci, nie tylko w sporcie, ale również w codziennym życiu, kiedy ktoś traci przytomność lub czuje się słaby, pomaga przez to, że posiada silny zapach. Możesz kupić w dowolnej aptece amoniak i bawełnę, to nie przypadek dopingu - tłumaczył działania rosyjskiej kadry Bezugłow.
To nie udobruchało jednak wściekłej opinii publicznej. Powodem irytacji była wyraźna poprawa osiągów zawodników, a także fakt, że tak niecodziennego czynu dopuścili się gospodarze mistrzostw świata. Z racji na brak wyraźnych regulacji, sytuacja ta nie spotkała się jednak z konsekwencjami wobec Rosjan.












